List Augustyna do Hezychiusza o końcu świata (List 199)

Wstęp do Listu do Hezychiusza (ks. dr Przemysław Szewczyk)
Błogosławionemu Panu  Hezychiuszowi,
którego ze czcią przyjmuję jako brata i współbiskupa,
Augustyn przesyła pozdrowienie w Panu

1. 1. Otrzymałem Twój list, w którym zbawiennie zachęcasz, żebyśmy miłowali przyjście naszego Zbawiciela i go pragnęli. Czynisz tak, bo jesteś tym dobrym sługą i gospodarzem, który zazdrosny o zyski swego Pana chce mieć wielu towarzyszy w miłowaniu, które Ciebie samego rozpala wyjątkowo mocno. Biorąc pod uwagę to, co – jak wspomniałeś – powiedział Apostoł, że Pan odda wieniec sprawiedliwości nie tylko jemu, ale wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Pana (2 Tm 4,8), żyjmy więc w sposób prawy i postępujmy w tym świecie jak pielgrzymi, skoro nasze serce poszerzyło się i wzrosło w takiej miłości. Wcześniej czy później przyjdzie Ten, o którym myślimy, którego ukazanie się miłujemy wierną miłością i pragniemy gorącym uczuciem. Ten bowiem sługa, który mówi: „Mój pan się opóźnia” (Mt 24, 48-49; Łk 12, 45), bije swoje sługi, je i pije z pijakami, z pewnością nie miłuje Jego ukazania się. Na podstawie jego sposobu postępowania ukazuje się jego duch. Dobry nauczyciel zatroszczył się o ukazanie w kilku słowach tego rodzaju postępowania, czyli pychy i zbytku, żeby to, co powiedział: „Mój pan się opóźnia”, nie było czasem interpretowane jako wyraz jego tęsknoty za Panem… Taką tęsknotą z kolei płonął człowiek, który powiedział: „Dusza moja pragnie Boga żywego: kiedy przyjdę i ukażę się przed obliczem Boga?” (Ps 41, 3). Kiedy bowiem pyta: „Kiedy przyjdę?”, zdradza, że ta zwłoka jest dla niego nieustannym bólem. Tak przecież jest, że nawet jeśli coś ma nadejść w krótce, to gdy za tym bardzo tęsknimy, wydaje nam się odległe. W jakim zaś sensie Jego nadejście jest późne czy też ma mieć miejsce w odległym czasie, skoro sami Apostołowie wtedy, gdy przebywali w ciele, mówili: „Jest już ostatnia godzina” (1 J 2,18), chociaż od Pana słyszeli: „Nie wasza to rzecz znać czasy”? Nie wiedzieli więc tego, czego nie wiemy także my… Mówię oczywiście o sobie i o tych, którzy tak jak ja, tego nie wiedzą… A jednak ci, do których powiedziano: „Nie wasza to rzecz znać czasy, które Ojciec wyznaczył swoją mocą” (Dz 1,7), umiłowali Jego pojawienie się, dawali w odpowiednim czasie pokarm swoim współsługom, nie bili ich panując nad nimi, nie pławili się w luksusach razem z miłośnikami świata mówiąc: „Mój pan się opóźnia” (Mt 24, 48-49; Łk 12, 45).

1. 2. Czym innym więc jest nieznajomość czasów, a czym innym jest upadek obyczajów i umiłowanie wad. Przecież apostoł Paweł, gdy mówił: „Nie dajcie się łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański” (2 Tes 2,2), nie chciał, aby ludzie dawali wiarę tym, którzy uważali, że już zbliża się przyjście Pana. Równocześnie jednak nie chciał, żeby na wzór tamtego sługi mówili: „Mój pan się opóźnia” i oddawali się zgubie pychy i zbytku. Wolą Pawła było, żeby z jednej strony nie dawali posłuchu fałszywym plotkom o bliskim dniu ostatecznym, a z drugiej żeby byli jednak gotowi na przyjście swojego Pana mając przepasane biodra i zapalone pochodnie (por. Łk 12, 35-36). Mówi do nich: „Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ten dzień miał was pochwycić jak złodziej. Wszyscy bowiem jesteście synami światła i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności” (1 Tes 5,4-5). Tamten zaś w inny sposób mówi: „Mój pan się opóźnia” – aby bić swoje współsługi i upijać się z pijakami – bo nie jest synem światła, lecz ciemności. Dlatego też ów dzień pochwyci go jak złodziej. Każdy bowiem powinien lękać się o ostatni dzień tego swojego życia. W takim stanie, w jakim znajdzie każdego człowieka jego ostatni dzień, w takim też pochwyci go ostatni dzień świata, ponieważ jakim każdy umiera w swoim ostatnim dniu, takim będzie osądzony w dniu ostatecznym.

1.3. Do tego właśnie odnoszą się słowa zapisane w Ewangelii według Marka: „Czuwajcie więc, ponieważ nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie, czy wieczorem, w środku nocy, czy o pianiu koguta, rano, aby nie zastał was śpiących, gdy przyjdzie nagle. Co więc wam mówię, mówię do wszystkich: czuwajcie!” (Mk 13, 35-37). Do jakich „wszystkich” to mówi, jeśli nie do swoich wybranych i umiłowanych należących do Jego ciała, którym jest Kościół (2 Kor 1,24)? Nie powiedział tego tylko do ówczesnych słuchaczy uczestniczących w rozmowie z Nim, ale także do tych, którzy byli po nich przed nami, do nas samych i do tych, którzy będą po nas aż do Jego ostatecznego przyjścia. Czyżby nas wszystkich miał ten dzień zastać w tym życiu? Czyba że ktoś powie, że także do umarłych odnoszą się wypowiadane słowa: „Czuwajcie, aby nie zastał was śpiących, gdy przyjdzie nagle”… W jakim zaś sensie kieruje do wszystkich słowa, które według niektórych miałyby się odnosić tylko do wówczas obecnych, jeśli nie w tym sensie, że do wszystkich odnoszą się one w takim znaczeniu, o którym wspomniałem? W tym sensie bowiem ów dzień przyjdzie na każdego, że Pan przyjdzie do człowieka w owym dniu, aby go osądzić takim, jakim z tego świata człowiek wychodzi. Dlatego każdy chrześcijanin powinien czuwać, aby nadejście Pana nie zastało go nieprzygotowanym. Dzień ów zaś zastanie nieprzygotowanym człowieka, którego nieprzygotowanym znajdzie ostatni dzień jego obecnego życia. Jest oczywiste w każdym razie, że Apostołom nie było jasno ukazane – nie w czasie, gdy żyli tutaj w ciele – nadejście Pana. Czy jednak ktoś będzie wątpił, że uważnie czuwali i zachowywali to, co Pan powiedział wszystkim, aby przychodząc nagle nie zastał ich nieprzygotowanymi?

2.4. Poza tym nie bardzo rozumiem, w jakim sensie należy przyjąć to, co Wasza Świątobliwość napisał odnośnie do słów wypowiedzianych przez Pana do Apostołów: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec wyznaczył swoją mocą”, gdy potem dodał: „Lecz będziecie moimi świadkami w Jeruzalem, w Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi” (Dz 1,7-8). Sens tego fragmentu Pisma wykładasz w ten sposób, że mówisz: „A zatem chciał, by to rozumiano w ten sposób, że Apostołowie nie będą świadkami końca świata, ale Jego imienia i zmartwychwstania”. Pan jednak nie powiedział: „Nie wasza to rzecz przepowiadać czas”, lecz nie wasza to rzecz znać. Jeśli w tym sensie chcesz rozumieć słowa wypowiedziane przez Pana: „Nie wasza to rzecz znać”, jakby powiedział: Nie wasza to rzecz przekazywać wiedzę, czyli: nie wasza to rzecz uczyć o tym, to kto z nas odważy się nauczać, albo raczej udawać, że zna rzecz, której ani Bóg-Nauczyciel nie przekazał tym swoim uczniom, którzy zadawali Mu osobiście pytanie, ani nie zdołali nauczać o tym nawet święci i wielcy doktorzy Kościoła?   

2.5. Czy odpowiemy, że nie nauczył tego Apostołów, ale nauczył Proroków? Tak bowiem powiedziałeś i prawdą jest, jak mówisz, że „sprawy przyszłe znane są dzięki wypowiedziom świętych Proroków, którzy żyli jeszcze zanim stały się rzeczy przyszłe i opowiedzieli o nich ludziom z woli Boga”. Lecz jeśli Wasza Czcigodność mówi, że „dość dziwne jest, że o sprawach, co do których Bóg zechciał, by były głoszone, postanowił, że nie zdołają dotrzeć do najgłębszego poznania ludzi”, to o ile bardziej dziwne by było, gdyby Apostołowie otrzymali zakaz poznania i głoszenia spraw, które Prorocy przepowiedzieli ludziom. Jak to możliwe, żeby Apostołowie nie pojęli Proroków nauczających na temat tych czasów, o które nam chodzi, jeśli my Proroków zrozumieliśmy? A jeśli Apostołowie pojęli Proroków przepowiadających tę miarę czasów, to jak to możliwe, że mieliby nie nauczać tego, co zrozumieli, skoro dzięki ich rozgłosowi sami Prorocy, którzy nauczyli ich tego przez swoje księgi, stali się lepiej znani? Przecież przy pomocy tych samych ksiąg, dzięki którym oni się tego nauczyli, mogli nauczyć się tego także inni ludzie, nawet poganie, wśród których Apostołowie umacniali autorytet proroctw. Dlaczego zatem zostało do nich powiedziane: „Nie wasza to rzecz znać”, jeśli trzeba to rozumieć w tym sensie, że „nie należy do was nauczać o czasach, które Ojciec ustanowił swoją mocą”, skoro i tak o tym uczyli, gdy dzięki ich działalności rozszerzała się wiedza o prorokach, z których ksiąg można by się dowiedzieć? Dlatego też bardziej wiarygodne jest wyjaśnienie, że Bóg po prostu nie zechciał powierzyć nauczaniu tego, czego poznania nie uznał za korzystne, a nie że zechciał, by było nieznane coś, co powierzył przepowiadaniu. 

2.6. „Dlaczego zatem – mówisz – sam Pan zwraca uwagę na czasy, o których trzeba wiedzieć, gdy mówi: Któż jest tym sługą wiernym, którego Pan ustanowił nad swoją rodziną, aby dawał im pokarm w odpowiednim czasie?” i tak dalej (Mt 24,45). Racja, rzeczywiście przekazuje upomnienie, ale nie żeby dobry sługa wiedział, kiedy nastanie koniec czasów, lecz aby w każdym czasie czuwał w pełnieniu dobrego dzieła, ponieważ właśnie nie zna momentu końca czasów. Nie zaleca, żebyśmy lepiej od Apostołów pojmowali „czasy, które Ojciec ustanowił swoją mocą”, ale zaleca, abyśmy z tej racji, że nie wiemy, kiedy przyjdzie Pan, naśladowali Apostołów w przygotowaniu serca. Już wcześniej wystarczająco dużo o tym mówiłem. Sprzeczał się zatem z Żydami, dlaczego nie rozpoznają czasu, i mówił: „Obłudnicy, potraficie badać wygląd nieba…” i tak dalej (Łk 12, 42-56), ponieważ nie rozpoznali tego czasu, który chciał, żeby rozpoznali, czyli czasu swojego pierwszego przyjścia, podczas którego wierzący w Niego czuwając i pragnąc oczekują Jego drugiego przyjścia, kiedykolwiek miałoby ono się dokonać. Kto bowiem nie poznał pierwszego przyjścia Pana, nie zdoła przygotować się dzięki wierze i uważnemu czuwaniu na drugie, aby to drugie przyjście nie pochwyciło go w ciemnościach jak złodziej, czy to gdy będzie miało miejsce później, czy też, jak mamy nadzieję, wcześniej (por. 1 Tes 5, 4. 2; 2 Pt 3, 10).

3.7. Apostoł Paweł mówi bowiem, jak zauważasz: „W dniach ostatnich nastaną trudne chwile” i tak dalej (2 Tm 3,1). Ale czy w ten sposób uczy o „czasach, które Ojciec ustanowił swoją władzą” (Dz 1,7)? Czy wie coś na ten temat, jak długie czy jak krótkie są te czasy, które mają być ostatnie? Pamiętać przecież musimy, jak dawno temu zostało powiedziane: „Dzieci, już jest ostatnia godzina” (1 J 2, 18).

3.8. Przypominasz następnie słowa Apostoła: „O czasach zaś i chwilach nie musimy wam pisać: wy bowiem sami dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. I gdy będą mówić: pokój i bezpieczeństwo, wtedy ukaże im się nagle i gwałtownie jak bóle przychodzą na rodzącą, i nie ujdą” (1 Tes 5,1-3). Również w tym miejscu Apostoł nie powiedział, jak długi to będzie czas, ale jaki będzie, to znaczy nie powiedział, jaka będzie długość czy krótkość tego okresu, ale bez względu na to, jaki to będzie odstęp w czasie czy długość czasu, to jednak nie przyjdzie na nich to ostatnie nieszczęście, póki nie będą mówić: „pokój i bezpieczeństwo”. Przy pomocy tych słów, jak widać, Apostoł usunął z naszego czasu zarówno nadzieję jak i obawę o ów dzień ostatni. Nie widzimy bowiem, żeby miłośnicy obecnego świata, którym dzień ten ukaże się nagle i gwałtownie, już teraz mówili: „pokój i bezpieczeństwo”

3.9. Sam Apostoł zatem w sposób jasny ukazuje, co wystarczy na ten temat wiedzieć, gdy mówi: „O czasach i chwilach nie musimy wam pisać”, albo jak jest w innych kodeksach: „nie musicie u nas czytać”. Nie dodał przecież następnie: „Wy bowiem sami dokładnie wiecie, ile czasu zostało”, ale mówi: „Wy bowiem sami dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy”. Tyle trzeba wiedzieć, żeby ci, którzy nie chcą, by ta godzina pochwyciła ich jak nocny złodziej, troszczyli się, by być synami światła, i czuwali mając serce przygotowane. Gdyby w celu ustrzeżenia się tego niebezpieczeństwa, by godzina Pana przyszła nieoczekiwanie jak złodziej, trzeba by znać dzielący nas od niej czas, Apostoł nie powiedziałby, że nie trzeba o tym pisać, ale raczej jako przewidujący mistrz uznałby, że napisać im właśnie należy. Jednak nie stwierdził, że trzeba pisać o tym do takich ludzi, ale że wystarczy, by wiedzieli, że godzina Pana przyjdzie jak złodziej na nieprzygotowanych i śpiących, i by wiedząc to byli dobrze przygotowani bez względu na to, za jaki czas nadejdzie. W ten sposób Apostoł zachował należną miarę, aby przedwcześnie nie nauczać innych o tym, o czym, jak wiedział, Pan powiedział do Apostołów, że nie jest ich rzeczą znać.

3.10. Przywołujesz jednak to, co w tym samym miejscu powiedział Apostoł: „Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby objawił się w swoim czasie. Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca, wówczas ukaże się niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust” (2 Tes 2, 5-8; por. Augustyn, De civitate Dei 20, 19). Powinieneś jednak uznać za właściwe nie tylko przywołać te słowa Apostoła, ale także je wyjaśnić: są przecież tak niejasne i wypowiedziane w sposób tak tajemniczy, że – jak się wydaje – Apostoł niczego nie powiedział na temat wyznaczonych czasów, ani nie wskazał na żaden dzielący nas od nich okres czy dystans. Powiedział przecież: „aby objawił się w swoim czasie”, ale nie stwierdził po jakim odstępie czasu ma to się dokonać. Następnie dodał: „Albowiem już działa tajemnica bezbożności”. Ten zwrot „tajemnica bezbożności”, czym ona miałaby być, jest rozumiane na różne sposoby przez jednego tak, przez drugiego inaczej. Póki zaś się nie ukaże, pozostaje sprawą ukrytą. Również Apostoł na ten temat nie wypowiedział się jasno, jak przystoi człowiekowi zaliczającemu się do grona tych, do których powiedziano: „Nie wasza to rzecz znać czasy”, chociaż nie było go między nimi, gdy Pan mówił im te słowa. Nie mamy jednak wątpliwości, że również on stanowi część ich kolegium i społeczności. 3.11. Zdanie, które następuje potem, poucza nas o mającym ukazać się Antychryście: „Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca, wówczas ukaże się niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust” (2 Tes 2, 7-8). Chociaż Apostoł poruszył nieco jaśniej tę kwestię mówiąc o tym, który ma być zabity tchnieniem ust Pana Jezusa Chrystusa, to nawet w sposób niejasny nie powiedział, za jaki czas będzie to miało miejsce. Kimkolwiek byłby „ten, co teraz powstrzymuje”, czymkolwiek byłoby to, co jest powstrzymywane, i cokolwiek miałoby znaczyć, że ustąpi miejsca, każdy może sobie rzecz szybko przejrzeć, by zrozumieć, że nawet jeśli ten tekst zakłada jakiś okres czasu, to Pismo w tym miejscu mówi tylko, że „jak długo powstrzymuje”. Pismo zaś całkowicie milczy na temat długości trwania czasu, który dzieli nas od chwili, gdy ustąpi.

4.12. Mówisz również: „W taki sam sposób Pan skarcił Żydów w Ewangelii mówiąc: Gdybyś poznała czas twojego nawiedzenia, może byś się ostała. Teraz jednak zostało to zakryte przed twoimi oczami” (por. Łk 19,42). Te słowa jednak odnoszą się do czasu pierwszego przyjścia Pana, a nie drugiego, o którym teraz rozmawiamy. O drugim swoim przyjściu powiedział natomiast: „Nie wasza to rzecz znać czasy”, a nie o pierwszym. Uczniowie pytali Go bowiem o to przyjście, którego oczekiwali w nadziei, a nie o to, które widzieli. Gdyby z kolei Żydzi poznali Jego pierwsze przyjście, „nie ukrzyżowaliby Pana chwały” (1 Kor 2,8), nie ponieśliby klęski i przetrwaliby. To bowiem, co powiedział do nich: „Nawracajcie się, bo czas się wypełnił, i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15), powiedziane zostało, jak sam potwierdzasz, o tym momencie w historii Żydów, który miał nadejść szybko, zaledwie po kilku latach, a o którym my już wiemy, że nadszedł, czyli wtedy gdy upadło ich państwo na terenie, gdzie mieli swoje królestwo.

4.13. Powiedziałeś następnie, że dla rozumiejących Pisma oczywiste są wypowiedzi z Księgi Daniela, które przywołałeś, o zabitej bestii, o panowaniu pozostałych bestii i o synu człowieczym przychodzącym między nimi na obłokach nieba. Lecz jeśli byłbyś łaskaw wyjaśnić, w jaki sposób te słowa miałyby się odnosić do poznania czasu dzielącego nas od przyjścia Zbawiciela, tak żeby bez żadnego wahania można było określić go w sposób jasny, to przyznam Ci pośród wielkiego dziękczynienia, że to, co Pan powiedział: „Nie wasza to rzecz znać czasy”, powiedziane zostało tylko do Apostołów, a nie do ich następców, którzy poznają to, co ma się wydarzyć.

5. 14. Zgodnie z twoją świętą zachętą rzeczywiście trzeba miłować przyjście Pana i na nie czekać. Mówisz, że jest bowiem wielkim błogosławieństwem dla tych, którzy miłują Jego przyjście, i powołujesz się na świadectwo Apostoła, którego słowa przytaczasz: „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Pana” (2 Tm 4,8). Wtedy bowiem, jak twierdzi fragment Ewangelii, którzy przywołujesz, „sprawiedliwi będą jaśnieć jak słońce w Królestwie swojego Ojca” (Mt 13,43), o czym mówią również słowa proroka: „Oto bowiem ciemność i mroki okrywają ziemię nad narodami, w tobie zaś ukaże się Pan i Jego majestat można będzie w tobie zobaczyć” (Iz 60,2). Jest także napisane: „Ci, którzy oczekują Pana, będą radować się pośród mocy, otrzymują skrzydła jak orły, biegną bez trudu, będą szli i nie będą pragnąć” (por. Iz 40,31, Vlg).

5.15. Bardzo pobożnie i słusznie mówisz o tych rzeczach zwracając uwagę na szczęście tych, którzy miłują przyjście Pana. Lecz miłowali nadejście Pana także ci ludzie, do których Apostoł powiedział: „Nie dajcie się łatwo zachwiać w waszym myśleniu, że już nastał dzień Pański” (2 Tes 2,2). Nauczyciel Narodów mówiąc te słowa nie zamierzał powstrzymywać ich przed miłowaniem, bo przecież chciał, by ono ich rozpalało. Nie chciał jednak, aby dawali wiarę tym, od których słyszeli, że już nastał dzień Pański, aby nie oglądając nadejścia Pana w czasie, w którym według ich wiary miałby przyjść, nie utracili nadziei na nagrodę za wiarę sądząc, że także inne obietnice zostały im złożone w sposób kłamliwy. Nie ten człowiek miłuje przyjście Pana, który głosi, że już jest blisko, ani ten, który głosi, że wcale blisko nie jest. Miłuje przyjście Pana raczej człowiek, który oczekuje go z czystą wiarą, pewną nadzieją i gorliwą miłością bez względu na to, czy jest blisko czy daleko. Gdyby bowiem Pana miłowali bardziej ci, którzy wierzą i przepowiadają Jego szybsze nadejście, to bardziej miłowaliby go ci ludzie, którzy wówczas głosili, że Jego przyjście już się dokonuje, niż ci, których Apostoł powstrzymywał od dawania wiary tamtym, a nawet bardziej niż sam Apostoł, który w te rzeczy nie wierzył.

6.16. Jeśli więc moja słabość nie jest zbyt uciążliwa dla Waszej Świątobliwości, proszę, żebyś nie zwlekał z jaśniejszym wyjaśnieniem, z jakiego powodu twierdzisz, że „nikt nie może obliczyć miary czasu”, aby czasem nie okazało się że myślimy tak samo, podczas gdy jeden od drugiego na próżno oczekuje wyjaśnień. Gdy bowiem to powiedziałeś, dodałeś następnie i stwierdziłeś: „Chociaż Ewangelia mówi, że o tym dniu i godzinie nie wie nikt', (Mt 27,36), ja jednak – to twoje słowa! – mówię w imieniu możliwości mojego rozumu, że ani miesiąc, ani rok Jego przyjścia nie może być poznany”. Takie stwierdzenie wydaje się brzmieć w ten sposób, że chociaż nie jest możliwe dowiedzieć się, w którym roku ma przyjść, to jednak można poznać, w której siedmiolatce lub dekadzie, skutkiem czego możliwe byłoby powiedzieć i jasno określić, że Pan przyjdzie w ciągu tych lub tamtych siedmiu lat, podczas tej lub tamtej dekady. Jeśli zaś nie można tego w ten sposób rozumieć, to pytam, czy chociaż nie wiemy, w którym dokładnie roku Pan przyjdzie, to przynajmniej tak można według ciebie określić czas Jego przyjścia, że powiemy na przykład: przyjdzie podczas tego półwiecza lub wieku, albo w przeciągu jasno wskazanego dłuższego czy krótszego okresu. Jeśli chociaż tyle odkryłeś, to zdołałeś odkryć naprawdę sporo i bardzo cię proszę, abyś łaskawie przestawił naszej opieszałości odpowiednie świadectwa, dzięki którym zdołałeś znaleźć odpowiedzi. Jeśli zaś zakładasz, że nawet tego nie wiesz, to myślisz tak jak ja.

6. 17. Wszyscy, którzy wierzymy w przepowiedziane przez Pana liczne ukazujące się znaki, rzeczywiście dostrzegamy, że już jest ten czas ostateczny. Lecz mianem „czasu ostatecznego” może być określony zarówno sam tylko dzień ostatni dzień, jak i okres tysiąca lat, po upływie którego świat miałby się skończyć, skoro jest napisane: „Tysiąc lat w moich oczach jest jak jeden dzień” (zob. Ps 89, 4; 2 P 3, 8). Dlatego o wszystkim, co wydarzyłoby się w tym okresie tysiąca lat, można by powiedzieć, że wydarzyło się w czasie ostatecznym lub w dniu ostatecznym. Ponownie więc mówię, co w takiej sytuacji często należy powtarzać: weźmy pod uwagę, ile lat wcześniej błogosławiony Jan Ewangelista powiedział „Już jest ostatnia godzina” (1 J 2,18). Gdybyśmy żyli wtedy i usłyszeli te słowa, to czy wierzylibyśmy, że ma jeszcze upłynąć tak wiele lat? Czy nie mielibyśmy raczej nadziei, że Pan przyjdzie dopóki Jan przebywa w ciele? Przecież nie powiedział: „jest już ostatni czas”, czy też ostatni rok, miesiąc lub dzień, ale – „ostatnia godzina”. Oto jak długa jest ta godzina! A przecież Jan nie skłamał, lecz jego słowa trzeba tak rozumieć, że posłużył się słowem „godzina” w miejsce słowa „czas”. Wielu jednak w ten sposób to pojmuje, że sześć tysięcy lat traktują jak jeden dzień, który dzielą następnie na części jakby na dwanaście godzin i w ten sposób ostatnie pięćset lat odpowiadałoby ostatniej godzinie. Jan, który żył w tym okresie – mówią – wypowiadając się, powiedział, że już jest ostatnia godzina.

6.18. Lecz czym innym jest naprawdę wiedzieć, a czym innym snuć przypuszczenia. Jeśli sześć tysięcy lat należy uważać za jeden dzień, to dlaczego jedna dwunasta, a nie jedna dwudziesta czwarta część tego okresu jest jedną godziną, czyli nie pięćset lecz dwieście pięćdziesiąt lat? Cały przecież dzień, cały obieg słońca określa się nie jako czas od wschodu do zachodu, ale jako czas od wschodu do wschodu. Gdy minie cały dzień, czyli dwadzieścia cztery godziny, znowu wschodzi słońce. Zatem ta ostatnia godzina, ten czas, o którym mówił Jan, już przynajmniej siedemdziesiąt lat temu powinien minąć, a jednak jeszcze nie przyszedł koniec świata. Do tego jeszcze trzeba zauważyć, że jeśli uważnie przyjrzymy się historii kościelnej, zobaczymy, że apostoł Jan umarł długo wcześniej, niż upłynęło pięć tysięcy pięćset lat od pojawienia się rodzaju ludzkiego. Nie nadeszła jeszcze zatem wtedy ostatnia godzina, jeśli uważa się za godzinę okres pięciuset lat, czyli dwunastą część sześciu tysięcy lat. Poza tym jeśli według Pism jeden dzień zastępujemy okresem tysiąca lat, to już bardzo dawno temu minęła ostatnia godzina tak długiego dnia, i to nie tylko wtedy, gdy uznajemy za godzinę jedną dwudziestą czwartą część dnia, czyli trochę więcej niż czterdzieści lat, ale także jedną dwunastą jego część, co oznaczałoby dwa razy tyle lat. Bardziej odpowiednie będzie zatem sądzić, że apostoł po prostu użył słowa „godzina” zamiast słowa „czas”. Nie wiemy, jak długa jest ta godzina, ponieważ „to nie nasza rzecz znać czasy, które Ojciec ustanowił swoją władzą” (Dz 1,7). Chociaż wiemy, że jest już ostatnia godzina, lepiej od ludzi żyjących przed nami wiem także, od jak długie czasu ona trwa i kiedy zaczęło się mówić, że już nastała.

7.19. Nie rozumiem także, dlaczego więc wydaje się Waszej Czcigodności, że tylko z tego powodu nie można zrozumieć miary tych lat i dokładnie określić, w którym roku ma nadejść koniec, że zgodnie z obietnicą Pana te dni zostaną skrócone. Jeśli bowiem zostaną skrócone w ten sposób, że z bardziej licznych staną się mniej liczne, to pytam, która wypowiedź Pisma podaje tę większą liczbę zachodzącą w sytuacji, gdyby lata nie zostały skrócone? Uważasz, że tygodnie, które pojawiają się u świętego Daniela, nie odnoszą się do pierwszego przyjścia Pana, jak uznało wielu ludzi, ale raczej do drugiego. Czy więc to one będą skrócone, aby chociaż o jeden tydzień było ich mniej? Ale czy wtedy uznamy za fałszywe to proroctwo, które zatroszczyło się o określenie tygodni z tak wielką dokładnością, że powiedziało nawet o upływie połowy tygodnia? Dziwne to jest dla mnie, jeśli proroctwo Daniela jest obalane przez proroctwo Chrystusa! Jak możemy uważać, że Daniel, czy raczej anioł, od którego Daniel dowiedział się o tych sprawach, nie wiedział o tym, że te dni mają być przez Pana skrócone i że wypowiadając te słowa był źle poinformowany? Albo może dobrze wiedział, ale skłamał temu, którego pouczał? Skoro takie postawienie sprawy jest absurdalne, czemu raczej nie wierzyć, że prorok Daniel mówił dokładnie o tylu tygodniach, z ilu składa się liczba dni skróconych przez Pana? Oczywiście pod warunkiem, że ta liczba lat odnosi się do drugiego przyjścia Pana, ale nie wiem, w jaki sposób tego można by dowieść.

7.20. Koniec końców dużo bezpieczniej i pewniej byłoby powiedzieć, że przyjście Pana dokona się w ciągu siedemdziesięciu lub maksymalnie stu lat, jeśli te tygodnie je zapowiadają. W siedemdziesięciu tygodniach można bowiem rozumieć czterysta dziewięćdziesiąt lat. Od narodzenia Pana do dzisiaj upłynęło już na pewno czterysta dwadzieścia, a od Jego zmartwychwstania lub wniebowstąpienia mniej więcej trzysta dziewięćdziesiąt. A zatem jeśli liczymy lata od dnia narodzin, pozostało siedemdziesiąt lat, a jeśli od dnia męki, pozostało około stu. Tyle jeszcze lat ma upłynąć, jeśli te wszystkie tygodnie u Daniela są proroctwem o ostatecznym przyjściu Pana. Kto więc twierdzi, że dokona się ono w ciągu tylu lat, to okaże się kłamcą, jeśli będzie ono miało miejsce później. A skoro mają zostać jeszcze skrócone, to co najwyżej mogą być mniej liczne, ale na pewno nie będzie ich więcej. Dlatego słuszne byłoby stwierdzenie, że przed upływem tych lat będzie miało miejsce, ponieważ bez względu na to, o ile czas będzie skrócony, takie stwierdzenie byłoby prawdziwe. Jeśli bowiem to skrócenie trzeba rozumieć w tym znaczeniu, że lat będzie mniej, przyjście Pana nie dokona się po upływie tych lat, ale o tyle lat wcześniej, ile ma być ich mniej. Skrócenie nie będzie więc problemem dla człowieka, który w ten sposób wylicza i określa ilość lat mówiąc, że przed ich upływem nadejdzie dzień Pański. Nawet będzie mu pomagało, ponieważ im bardziej zmniejszona będzie ilość dni, tym bardziej pewny będzie okres, w którym się dokona przyjście, skoro nie może ono mieć miejsca później. Prawdziwe więc będzie takie wyliczenie, które doprowadzi do stwierdzenia: „przed upływem tego roku będzie miało miejsce przyjście Pana, chociaż nie wiadomo dokładnie, w którym roku się dokona”.

7.21. Jednak cały problem w tym, czy Daniel prorokował, że te tygodnie wypełnią się przed pierwszym przyjściem Pana, czy też odnoszą się do końca świata czy też do obu przyjść. Nie brakuje bowiem ludzi myślących w ten sposób, którzy mówią, że te tygodnie wypełniły się przy pierwszym przyjściu Chrystusa, ale ponownie mają się raz jeszcze wypełnić w takiej samej ilości przed końcem świata. Co do mnie, widziałby to w ten sposób, że tylko jeśli przy pierwszym przyjściu nie wypełniły się te tygodnie, to trzeba, żeby dopełniło je drugie, bo przecież to proroctwo nie może być fałszywe. Jeśli zaś w czasie pierwszego przyjścia już zostały wypełnione, nie należy uważać, że mają się jeszcze wypełnić przy końcu świata. Dlatego też odnoszenie tego proroctwa do drugiego przyjścia nie jest dla mnie oczywiste, nawet jeśli może okazać się prawdziwe. Nie należy zatem ani zaprzeczać, że odnosi się do przyszłości, ani nie należy tego zakładać. Człowiek, który chciałby wymusić wiarę, że to proroctwo ma się wypełnić przy końcu świata, musiałby wykazać według swoich możliwości i dowieść, jeśli potrafi, że te tygodnie nie wypełniły się przy pierwszym przyjściu Pana, chociaż bardzo wielu ludzi komentujących boskie wypowiedzi dowodzi zarówno na podstawie wyliczeń czasu jaki analizy wydarzeń, że to proroctwo już się wypełniło. Zwłaszcza, że jest tam napisane: „I zostanie poświęcony Święty świętych”, lub zgodnie z kodeksami hebrajskimi, które to proroctwo wyrażają w sposób bardziej jasny: „Chrystus zostanie zabity i nie będzie Go” (Dn 9,24-26) To znaczy, że nie będzie On należał do tej społeczności, ponieważ zostanie oddzielony od Żydów, którzy nie uwierzą, że jest On ich zbawcą i odkupicielem, i zdołają Go zabić. A przecież na końcu świata Chrystus nie ma być ani poświęcony, ani zabity, natomiast proroctwo Daniela widziało te wydarzenia jako mające się dopiero wydarzyć, bo wtedy nie były przedmiotem wiary jako już wykonane.

8. 22. Nikt zaś nie wątpi, że mamy ufać, że przyjście Pana jest bliskie, na podstawie ewangelicznych i prorockich znaków, które, jak widzimy, mają miejsce. Codziennie staje się ono coraz bliższe, ale po jakim okresie czasu nadejdzie, to – jak zostało powiedziane – „nie wasza to rzecz wiedzieć” (Dz 1,7). Pomyśl, kiedy Apostoł wypowiedział słowa: „Teraz bowiem przybliżyło się nasze zbawienie; noc się posunęła, a przybliżył się dzień” (Rz 13,11-12). Już tyle lat minęło! A przecież nie kłamał. O ile bardziej zatem teraz powinniśmy mówić, że zbliża się przyjście Pana, skoro już upłynął tak długi czas dzielący nas od końca świata! Zauważ, że Apostoł stwierdza: „Duch otwarcie mówi, że w ostatnich czasach niektórzy odpadną od wiary” (1 Tm 4,1). A przecież wtedy to jeszcze nie były te czasy, czyli czasy heretyków i tych, których opisał w swoim liście. Lecz teraz czas takich ludzi już nastał, więc wydaje się, że w tych ostatecznych czasach również ich obecność przypomina nam o końcu świata. Tak samo w innym miejscu Apostoł mówi: „To zaś wiedzcie, że w ostatnich dniach nastaną chwile trudne” (2 Tm 3,1), czy też jak jest w innych kodeksach: „niebezpieczne”. Tłumacząc wreszcie o jakiego rodzaju przyszłe wydarzenia chodzi stwierdził: „Ludzie będą bowiem samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez ludzkich uczuć, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwalcy, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga, będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy” (2 Tm 3,2-5). Zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że kiedykolwiek nie było takich ludzi. Ponieważ więc także wtedy istnieli, Apostoł dodaje mówiąc: „I takich ludzi unikaj. Z nich bowiem są ci, którzy wślizgują się do domów…”. Nie powiedział: „wślizgną się”, jakby również w tym momencie zapowiadał sprawy przyszłe, jak wtedy gdy chwilę wcześniej mówił: „nastaną trudne chwile”, ale powiedział: „wślizgują się do domów i przeciągają na swoją stronę kobietki” (2 Tm 3,5-6). I znowu nie powiedział: „przeciągną” czy „będą przeciągać”, ale powiedział, że teraz przeciągają.

8.23. Nie należy też sądzić o tym miejscu Pisma, że czasu teraźniejszego użyto w miejsce czasu przyszłego, skoro zawarte w nim jest upomnienie skierowane do adresata, żeby unikał tego rodzaju ludzi. Nie bez powodu jednak powiedział: „W ostatnich dniach nastąpią trudne chwile”. Przepowiadał pojawienie się takich ludzi jako powód niebezpieczeństwa w czasach przyszłych, ponieważ im bardziej będziemy zbliżać się do końca świata, tym będą liczniejsi i będzie ich coraz więcej.. Widzimy zaś, że już obecnie tego rodzaju ludzie są bardzo liczni. Co się będzie działo, jeśli po nas będą oni jeszcze liczniejsi, a gdy koniec świata, od którego dzieli nas nieznany okres czasu, będzie już tuż tuż, takich ludzi będzie naprawdę olbrzymia ilość? „Ostatnimi dniami” zostały nazwane już pierwsze dni czasu Apostołów, gdy Pan odchodził wstępując do nieba, gdy posłał w dzień Pięćdziesiątnicy obiecanego Ducha Świętego i gdy niektórzy ludzie pełni zdumienia podziwiali Apostołów mówiących językami, których nie znali, a inni wyśmiewali ich mówiąc, że upili się młodym winem (zob. Dz 2,1-14). Tego dnia Piotr przemawiając do ludzi na różne sposoby poruszonych wydarzeniem, powiedział: „Ci ludzie nie są pijani, jak przypuszczacie, bo jest dopiero trzecia godzina dnia. Patrzcie jednak uważnie, bo to znaczą słowa powiedziane przez proroka: 'Stanie się w ostatnich dniach – mówi Pan – że wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało…” (Dz 2,16-17; Jl 3,1).

8.24. Już wtedy więc były „dni ostatnie”. O ile bardziej więc teraz, jeśli nawet jeszcze tyle dni pozostało do końca, ile do dzisiaj upłynęło od wniebowstąpienia Pańskiego… A może zostało mniej lub więcej? Tego z pewnością nie wiemy, ponieważ nie nasza to rzecz znać czasy czy chwile, które Ojciec ustanowił w swojej mocy. Mimo to jednak wiemy, że tak jak Apostołowie żyjemy w ostatnich czasach, ostatnich dniach i ostatniej godzinie. Ci, którzy byli po Apostołach, a przed nami, żyli w czasach „bardziej ostatnich”, w jeszcze bardziej ostatnich my, a w jeszcze bardziej ostatnich niż my będą żyli ci ludzie, którzy będą po nas, aż do tych czasów, które będą – jeśli można tak to ująć – najbardziej ostatnimi z ostatnich tuż przed tym dniem ostatnim, na który Pan pragnie zwrócić naszą uwagę, gdy mówi: „A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,40). Nie można jednak dokładnie widzieć, jak ten dzień jest odległy.

9.25. Znaki, które w Ewangelii zapowiadają rzeczy przyszłe, jak zauważa Wasza Świątobliwość, są w Ewangelii według Łukasza, Mateusza i Marka (por. Łk 21,7-33; Mt 24,4-33, Mk 13,5-29). Ci trzej Ewangeliści opowiadają słowa Pana będące odpowiedzią na pytanie Jego uczniów o to, kiedy będą miały miejsce rzeczy, które przepowiedział na temat zburzenia Świątyni, i jaki będzie znak Jego nadejścia i końca świata. Nie ma między nimi sprzeczności, nawet jeśli jeden mówi coś, o czym drugi milczy albo o czym mówi w inny sposób, a ich wypowiedzi zebrane razem bardzo pomagają w pokierowaniu rozumowaniem czytelnika Ewangelii. Długo jednak trwałoby dyskutowanie o wszystkich znakach. Odpowiadając na pytanie Pan powiedział o wydarzeniach, które miały nadejść zaraz w tamtym czasie: o zburzeniu Jerozolimy będącym powodem pojawienia się samego pytania i o swoim przychodzeniu w Kościele, dzięki któremu nie przestaje przychodzić aż do końca świata. Wiemy bowiem, że przychodzi w swoich ludziach jak długo codziennie rodzą się Jego członki. O takim przychodzeniu powiedział: „Od teraz będziecie widzieć Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach” (Mt 26,64). Z kolei o obłokach mówi mamy wypowiedź proroka: „Obłokom zakażę spuszczać na nią deszcz” (Iz 5,6). Jednak w swojej odpowiedzi Pan mówił również o swoim przyjściu na końcu świata, gdy ukaże się, „aby sądzić żywych i umarłych” (2 Tm 4,1).

9.26. Mówi więc o znakach, które odnoszą się do trzech spraw, czyli do zburzenia tego miasta, do przychodzenia Pana w swoim ciele, którym jest Kościół, i do przyjścia Pana w głowie Kościoła, którą jest On sam. Trzeba bardzo uważnie rozważyć zatem, który z tych znaków odnosi się do której z tych trzech spraw, aby czasem nie myśleć o znaku odnoszącym się do zburzenia Jarozolimy, że odnosi się do końca świata. Albo przeciwnie: żebyśmy nie uważali, że znak odnoszący się do końca świata odnosi się do zburzenia miasta. Czy też, żebyśmy nie mówili, że znak odnoszący się do przychodzenia Pana w swoim ciele, którym jest Kościół, odnosi się do Jego ostatecznego przyjścia w swoim ciele, czyli w głowie Kościoła. Albo żebyśmy znowu nie twierdzili, że to, co odnosi się do Jego ostatecznego przyjścia w sobie samym, odnosi się do tego przychodzenia, które dokonuje się przez Kościół.  We wszystkich tych znakach niektóre są oczywiste, ale niektóre tak tajemnicze, że jest trudno je rozsądzić lub byłoby zuchwałością coś na ich temat precyzyjnie powiedzieć, jak długo nie są w pełni zrozumiałe.

9.27. Każdy przecież zauważy, że w odniesieniu do tego miasta zostało powiedziane: „Gdy więc zobaczycie Jerozolimę obleganą przez wojsko, wtedy wiedzcie, że zbliża się jej zagłada” (Łk 21,20). Tak samo każdy zauważy, że w odniesieniu do ostatecznego przyjścia Pana zostało powiedziane: „Gdy zobaczycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest Królestwo Boga” (Łk 21,31). Jest natomiast także ta wypowiedź: „Biada kobietom brzemiennym i karmiącym w te dni. Módlcie się więc, aby wasza ucieczka nie przypadła zimą lub w szabat. Będzie bowiem wtedy wielki ucisk, którego nie było od początku świata i nie będzie” (Mt 24,19-20). Ta wypowiedź tak jest skonstruowana u Mateusza i u Marka, że z konieczności jesteśmy niepewni, czy mamy je rozumieć jako mówiące o zburzeniu miasta, czy też o końcu świata. U Marka bowiem czytamy te same słowa w taki sposób wyrażone: „Biada kobietom brzemiennym i karmiącym w te dni. Módlcie się, aby to nie działo się zimą. Będą to bowiem dni takiego ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia, które Bóg uczynił, aż do teraz i później nie będzie. Gdyby Pan nie skrócił tych dni, nikt by nie ocalał: jednak ze względu na wybranych, których wybrał, skróci te dni (Mk 13,17-20). Nie jest to bardzo odmienne od wersji Mateusza. Natomiast Łukasz w taki sposób tę wypowiedź przedstawił, że wydaje się ona odnosić do zniszczenia miasta. U niego bowiem czytamy tak: „Biada kobietom brzemiennym i karmiącym w te dni. Będzie bowiem na ziemi wielki ucisk i gniew przeciw temu ludowi. Zginą w godzinie miecza, zostaną zaprowadzeni pomiędzy wszystkie narody, a Jerozolima będzie deptana przez ludy, póki nie wypełni się czas pogan” (Łk 21,23-24).

9.28. W odniesieniu do tego wydarzenia Mateusz pisze w ten sposób: „Gdy zobaczycie stojącą w miejscu świętym ohydę spustoszenia – która została przepowiedziana przez proroka Daniela (Dn 9,27), a kto o tym czyta, niech rozumie – wtedy ludzie będący w Judei niech uciekają w góry, kto jest na dachu, niech nie schodzi zabrać cokolwiek ze swojego domu, kto jest na polu, niech nie wraca zabrać swoją tunikę. Biada zaś kobietom brzemiennym i karmiącym w tych dniach…” i tak dalej (Mt 24,15-19). Marek natomiast pisze tak: „Gdy zaś zobaczycie ohydę spustoszenia stającą tam, gdzie nie powinna – kto czyta, niech rozumie – wtedy ludzie będący w Judei niech uciekają w góry, kto będzie na dachu, niech nie schodzi do domu i nie wchodzi, aby coś zabrać ze swojego domu, kto będzie na polu, niech nie wraca zabrać swoje ubranie. Biada zaś kobietom brzemiennym i karmiącym w te dni!” i tak dalej (Mk 13,14-17). Łukasz natomiast, żeby ukazać, że wtedy dokonała się przepowiedziana przez Daniela ohyda spustoszenia, gdy zdobyta została Jerozolima, w tym samym miejscu tak relacjonuje słowa Pana: „Gdy więc zobaczycie Jerozolimę obleganą przez wojsko, wtedy wiedzcie, że zbliża się jej zagłada” (Łk 21,20). Jest jasne zatem, że ohydę spustoszenia, o której powiedzieli dwaj pozostali Ewangeliści, trzeba umieścić w tym właśnie czasie. Dalsza wypowiedź jest podobna do poprzednich: „Wtedy będący w Judei, niech uciekają w góry”. A w miejsce tego, co powiedzieli tamci – „kto jest na dachu, niech nie schodzi do domu i nie wchodzi, aby coś zabrać z domu” – Łukasz powiedział: „ludzie, którzy będą w środku, niech wyjdą”, aby wskazać na pośpieszną ucieczkę nakazaną tamtymi słowami, których użyli inni Ewangeliści. W miejsce tego, co powiedzieli tamci – „a kto będzie na polu, niech nie wraca zabrać swoje ubranie – on otwarcie mówi: „ludzie, którzy będą w okolicy, niech nie wchodzą do niej, ponieważ to są dni pomsty, aby wypełniło się wszystko, co zostało zapisane” (Łk 21,21-22). Kontynuuje wypowiedź w sposób podobny, aby raz jeszcze było oczywiste, o której z trzech spraw mówi ten fragment Ewangelii: „Biada zaś kobietom brzemiennym i karmiącym w te dni” (Łk 21,23) i pozostałe słowa, które dotyczą tego, co już wcześniej wspomnieliśmy.

9.29. Łukasz więc wyjaśnia to, co mogło być niepewne, że słowa o ohydzie spustoszenia i to, co zostało powiedziane o skróceniu ilości dni ze względu na wybranych, odnosi się nie do końca świata, ale do zniszczenia Jerozolimy. Ponieważ chociaż nie wspomniał o niej, to jednak inne rzeczy powiedział w sposób jasny o tym przyjściu, do którego także ona się odnosi. Nie powinniśmy bowiem mieć wątpliwości, że gdy zburzona została Jerozolima, byli pośród jej mieszkańców wybrańcy Boży, którzy już przeszli spod obrzezania do wiary albo dopiero mieli uwierzyć, bo byli wybrani przed założeniem świata. To ze względu na nich te dni są skrócone, żeby ucisk nie stał się nie do zniesienia. Wydaje mi się, że słuszniej jest jednak rozumieć pod określeniem „dni” sam ucisk, jako że w innych miejscach Pisma Świętego mówi się o złych dniach, a to przecież nie dni same w sobie są złe, ale to, co się w czasie tych dni dzieje. O tych więc złych doświadczeniach powiedziane jest, że zostają skrócone, aby z Bożej łaskawości były one mniej odczuwane i w ten sposób, to co olbrzymie, staje się krótkie.

9.30. Nie ma zaś znaczenia, w jaki sposób rozumiemy to skrócenie dni: czy w tym sensie, że mniejsza będzie ich ilości czy też że skrócone będą dzięki szybszemu biegowi słońca. Nie brakuje bowiem ludzi, którzy sądzą, że właśnie w tym sensie powiedziane jest o tych dniach, że będą krótsze, jak dzień został kiedyś wydłużony w odpowiedzi na modlitwę Jozuego, syna Nuna (zob. Joz 10.12-14). W każdym razie Ewangelista Łukasz stwierdza, że zarówno to skrócenie dni, jak i ohyda spustoszenia – co prawda nie wspomina obu spraw, ale łączą je Mateusz i Marek – odnoszą się do zburzenia Jerozolimy, skoro razem z nimi, ale bardziej jasno, mówi o tej samej sprawie, o której oni wypowiedzieli się w sposób bardziej tajemniczy. Również Józef, który spisał historię Żydów, mówi, że w tamtym czasie spadły na ten lud tak bolesne doświadczenia, że aż ciężko w nie uwierzyć[1]. Słusznie więc Pismo mówi, że takiego ucisku nie było od początku stworzenia i nie będzie w przyszłości. Nawet jeśli w czasie antychrysta będzie podobny lub nawet większy ucisk, należy te słowa o ucisku, od którego większego w przyszłości nie będzie, rozumieć jako wypowiedziane o tym ludzie. Jeśli bowiem to przede wszystkim i zwłaszcza oni mają przyjąć antychrysta, to wtedy raczej spowodują ucisk niż będą go cierpieć.

9.31. Nie ma zatem powodu, żebyśmy uważali, że tygodnie u proroka Daniela ze względu na skrócenie dni zostały zaburzone czy też nie wypełniły się w tamtym czasie, ale dopiero mają się dopełnić przy końcu świata. Chociaż prawdą jest, że nie dokonały się przed męką Pana. Ludziom, którzy tak sądzą, odpowiedź daje ze wszech miar słuszne twoje zdanie, w którym stwierdziłeś: „Gdyby więc ta ohyda już się wypełniła, czemu Pan ostrzega i mówi: ‘Gdy zobaczycie ohydę spustoszenia, która przepowiedziana została przez proroka Daniela, stojącą w miejscu świętym, kto czyta, niech rozumie’? (Mt 24,15)”. Tymi słowami Wasza Czcigodność słusznie napomina ludzi mówiących, że ta ohyda miała miejsce jeszcze przed męką i zmartwychwstaniem Pana, skoro On wypowiedział powyższe słowa. Co innego jeśli ktoś twierdzi, o czym całkiem jasno zaświadcza również Ewangelista Łukasz, że wtedy się dokonała, gdy upadła Jerozolima. Ci ludzie muszą się zastanowić, co odpowiedzieć tym, którzy sądzą, że te wydarzenia dokonają się dopiero na końcu świata lub tuż przed nim. Chociaż nie jest możliwe, żeby sama ohyda spustoszenia przez wszystkich była rozumiana w ten sam sposób z racji na niejasność sformułowania.

9.32. Słowa: „Kto jest na dachu, niech nie schodzi zabrać cokolwiek ze swojego domu, kto jest na polu, niech nie wraca zabrać swoją tunikę” (Mt 24, 17, Mk 13,15-16), mogą być równie dobrze rozumiane w sposób duchowy w tym sensie, że we wszelkiego rodzaju uciskach należy się pilnować, by ktoś nie zniżył się do życia cielesnego odchodząc od duchowej wzniosłości albo by człowiek, który wcześniej postępował w górę na skutek trudnych doświadczeń nie zaczął oglądać się wstecz. Jeśli taka przezorność konieczna jest w każdym doświadczeniu, o ile bardziej musiał ją zalecić w tym doświadczeniu, które zapowiadał temu miastu, jakiego nie było od początku i nigdy nie będzie miało już miejsca. A jeśli w tamtym było konieczne, o ile bardziej w tym, które dotknie ostatecznie cały okrąg ziemi, czyli Kościół rozsiany po całym świecie! Sam Łukasz przecież, nie co prawda wtedy, gdy uczniowie zapytali Pana o Jego przyjście, o czym mówili też Mateusz i Marek, ale w innym miejscu, gdy faryzeusze pytali Pana, kiedy nadejdzie Królestwo Boże (Łk 17,20), opowiedział, że Pan wygłosił następujące słowa: „W tej godzinie – mówi – kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, żeby je zabrać, a kto będzie na polu, niech nie wraca do siebie” (Łk 17,31).

9.33. Teraz jednak zajmujemy się liczeniem czasu na podstawie tygodni u Daniela… Kto mógłby wierzyć, że Apostołowie nie rozumieli, albo wiedzieli, tylko zabroniono im nauczać, że nie wypełniły się one już przy okazji czasu pierwszego przyjścia Pana, ale mają dopełnić się na końcu czasów?  Jeśli tak się sprawy mają, to lepiej, żeby ludzie nie wiedzieli, że Pan zakazał nauczania tym, których zechciał ustanowić nauczycielami ludzi. Jeśli zaś te tygodnie już się wypełniły przez to, że Święty świętych został już namaszczony (Dn 9,24.26-27), Chrystus już został zabity i nie jest częścią własnej społeczności i już usunięte zostało ze Świątyni składanie ofiar i zabrane namaszczenie, słusznie Apostołowie pytający o koniec świata otrzymali odpowiedź: „Nie wasza to rzecz znać czasy, które Ojciec ustanowił swoją władzą” (Dz 1,6-7). Tygodnie, które mogły być poznane dzięki proroctwu Daniela, nie odnosiły się bowiem do końca świata, o który pytali.

10.34. Jeśli zaś chodzi o znaki na niebie i ziemi, czy my oglądamy jakieś większe niż te, na które patrzyli ludzie żyjący przed nami? Kiedy czyta się historie ludów, czy nie znajdujemy informacji o takich cudach na niebie i ziemi, że w niektóre nawet się nie wierzy? Opuszczę wiele spraw, o których długo byłoby opowiadać, i zapytam tylko, czy kiedyś widzieliśmy dwa słońca, o których przekazali na piśmie świadectwo świadkowie żyjący jeszcze zanim Pan przybył w ciele? Kiedy widzieliśmy słońce tak ciemne, jak przy tamtym zaćmieniu, które miało miejsce, gdy Światło świata zawisło na drzewie? (Łk 23,44-45; Mt 27,45; Mk 15,33). Chyba że zaliczymy do cudów niebiańskich zaćmienia słońca i księżyca, które normalnie obserwują i zapowiadają badacze ciał niebieskich, bo przecież często widzieliśmy w końcu księżyc podczas pełni, słońce trochę rzadziej ale też, jak zgodnie z ich obliczeniami słabną w swoim blasku. Nie tego rodzaju jednak było to zaćmienie, które miało miejsce, gdy Chrystus został ukrzyżowany. Tamto naprawdę było przedziwne i cudowne. Miało miejsce podczas Paschy żydowskiej, którą obchodzi się tylko w czasie pełni księżyca. Według zaś licznych astrologów jest pewne, że słońce nie może być zaćmione podczas pełni księżyca, ale tylko po ostatniej kwarcie, nie przy każdej pełni, ale według opinii wielu nigdy nie doznaje zaćmienia w innych okolicznościach. Czy więc ktoś pamięta, żeby coś takiego ukazało się na niebie, co Pan przepowiedział i co ukazało się, gdy został ukrzyżowany? Dlatego jeśli pojawią się jeszcze takie znaki – o ile nie należy ich rozumieć raczej w sensie duchowym – pojawią się wtedy, gdy koniec świata będzie tak bliski, że będą musiały się pojawić.

10.35. Jeśli chodzi o wojny, to kiedy ziemia była od nich wolna w jakimś okresie czasu lub w jakimś miejscu? Niech wolno mi będzie pominąć sprawy zbyt dawne i zapytać, jak nam się wydaje, ilu naszych braci za cesarza Galliena, gdy barbarzyńcy zewsząd najechali rzymskie prowincje, mogło uważać, że koniec świata jest już bliski, skoro te wydarzenia miały miejsce długo po wniebowstąpieniu Pana? Dlatego nie wiemy, jakiego rodzaju wojny będą miały miejsce wtedy, gdy koniec będzie zupełnie bliski, ale możliwe że winniśmy raczej rozumieć to w ten sposób, że te, które zostały przepowiedziane, będą się toczyć w Kościele. Istnieją bowiem dwa ludy i dwa królestwa: jedno Chrystusa, drugie diabła. To o nich mogło być powiedziane: „Powstanie lud przeciw ludowi i królestwo przeciw królestwu” (Mk 13,8; Mt 27,7; Łk 21,10). A takie walki nie przestają mieć miejsca od kiedy powiedziano: „Czyńcie pokutę, bowiem przybliżyło się Królestwo niebios” (Mt 3,2; 4,17). Zobacz, kiedy padły te słowa, ile lat minęło od tego momentu! A jednak wywiedziane zostały ze wszech miar słusznie. W ostatecznych dniach przecież Pan przyszedł przez dziewicę. Jeśli wówczas królestwo niebios nie byłoby blisko, nie mówiłoby się, że już jest ostatnia godzina. To podczas całej tej godziny dzieją się rzeczy, które pan przepowiedział jako przyszłe i towarzyszące przybliżaniu się Jego królestwa. Przez jak długi okres czasu będzie trwała ta godzina? Skoro do Apostołów zostało powiedziane: „nie wasza to rzecz wiedzieć” (Dz 1,7), to o ile bardziej zwykły człowiek, którym jestem, powinien znać własną miarę i nie wiedzieć więcej niż wiedzieć należy (Rz 12,3)!

11.36. „Nieszczęścia, które na nas spadają – mówisz – zmuszają nas jednak do przyznania, że już blisko jest koniec, skoro wypełnia się zapowiedź: ”Ludzie słabnąć będą ze strachu oczekując wydarzeń zagrażających całemu światu” (Łk 21,26). Twierdzisz, że jest oczywiste, że w naszych czasach każda kraina i każde miejsce doświadcza ucisku i wstrząsu, zgodnie z tym co jest napisane o strachu i oczekiwaniu wydarzeń zagrażających całemu światu. Jeśli jednak te nieszczęścia, które obecnie cierpi rodzaj ludzki, są pewnymi wskazówkami, że Pan ma już przyjść, czemu Apostoł wypowiada słowa: „Gdy będą mówić: pokój i bezpieczeństwo” (1 Tes 5,3)? Gdy w Ewangelii zostało powiedziane: „Ludzie mdleć będą ze strachu oczekując wydarzeń zagrażających całemu światu’, od razu dodane zostało: „Bowiem poruszone zostaną moce niebios i wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką potęgą i majestatem” (Łk 21,26-27).

11.37. Zobaczmy zatem, czy czasem nie jest bardziej poprawne rozumienie zapowiedzi wyrażonych w tych słowach nie w tym sensie, o którym mówisz, ale jako zapowiedzi wydarzeń, które nadejdą wtedy, gdy cały świat będzie dotknięty wstrząsem, ale ten wstrząs dotykający cały świat będzie kierował się ku Kościołowi, a nie ku tym, którzy w niego godzą. Tamci bowiem będą mówili: „Pokój i bezpieczeństwo” (1 Tes 5,3), aby nagle przyszła na nich zagłada, a przyjście Pana zaskoczy ich w nocy jak złodziej, podczas gdy ludzie miłujący ukazanie się Pana przeciwnie będą cieszyć się i radować (2 Tm 4,8). Obecne zaś nieszczęścia, które wydają się olbrzymie i wyjątkowe, są, jak widzimy, wspólne obydwu ludom i obydwu królestwom, czyli zarówno Chrystusa, jak i diabła: na równi uderzają one w ludzi dobrych i złych. Nie ma nikogo, kto mówi: „Pokój i bezpieczeństwo”, skoro wszędzie się zdarzają albo budzą trwogę, że mogą się zdarzyć. Jednak pośród tych nieszczęść dotąd wszędzie często mają miejsce wystawne uczty, kwitnie pijaństwo, wzmaga się chciwość, rozbrzmiewają swawolne pieśni, organy, piszczałki, liry, cytry, kości do gry, liczne i różnorodne odgłosy muzyki i zabaw. Czy tak wygląda omdlewanie ze strachu czy raczej pławienie się w rozwiązłości? Synowie ciemności obficie cieszyć się będą takimi sprawami i praktykować je, gdy będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo”.

11.38. A co powiedzieć o synach światła i synach dnia, którzy nie przebywają w ciemnościach, aby ten dzień nie pochwycił ich jak złodziej (zob. 1 Tes 5,4-5)?  Czy nie korzystają cały czas z tego świata, tak jakby nie korzystali” (zob. 1 Kor 7,31)? Chociaż wiele lat temu w czasach Apostołów padły te słowa, to jednak z pobożną troską biorą sobie do serca to, co zostało powiedziane: „Czas jest krótki” (1 Kor 7,29). Czy nie jest prawdą, że większa część z nich sadzi nowe drzewa, buduje, kupuje, posiada, sprawuje różne urzędy, wstępuje w związki małżeńskie? O tych ludziach mówię, którzy oczekując „swojego Pana, kiedy wróci z uczty weselnej” (Łk 12,36), nie powstrzymują się od cielesnych związków, ale z posłuszną miłością słuchają Apostoła zalecającego w jaki sposób powinny żyć żony z mężami, mężowie z żonami, dzieci z rodzicami, rodzice z dziećmi, niewolnicy z panami czy panowie z niewolnikami (zob. Ef 5,22-6,9; Kol 3,18-22). Czy oni wszyscy w tych sprawach nie korzystają ze świata? Dokonują orki, żeglują, handlują, rodzą potomstwo, walczą, uczestniczą w rządach. Sądzę, że nie będą tak żyli, kiedy będą miały miejsce zapowiedziane w Ewangelii „znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi ucisk narodów z powodu bezradności wobec huku morza i nawału fal; ludzie mdleć będą ze strachu oczekując wydarzeń zagrażających całemu światu: bowiem moce niebios zostaną poruszone” (Łk 21,25-26).

11.39. Uważam, że te znaki lepiej rozumieć jako mające mieć miejsce w Kościele, aby nie wydawało się, że Pan Jezus zapowiedział zbliżanie się Jego drugiego przyjścia głosząc jako coś wielkiego wydarzenia, które w sposób całkiem zwyczajny działy się w tym świecie także przed Jego pierwszym przyjściem, i aby nie wyśmiewali nas ci ludzie, którzy dużo czytali w historii narodów o takich wydarzeniach, których my lękamy się jakby były całkiem nowe i największe ze wszystkich, a nawet o jeszcze większych. Kościół bowiem jest słońcem, księżycem i gwiazdami, skoro powiedziano do niego: „Piękna jesteś jak księżyc, wybitna jak słońce” (Pnp 6,10). To Kościół w tym świecie oddaje pokłon naszemu Józefowi jakby w Egipcie, bo został on wywyższony ze swojego poniżenia (zob. Rdz 35,19). Jest oczywiste przecież, że matka nie mogła oddać pokłonu tamtemu Józefowi, skoro umarła zanim Jakub przybył do syna (zob. Rdz 46,1-7). Prawda tamtego prorockiego snu (zob. Rdz 37,9-11) została więc zachowana, żeby wypełnić się w Chrystusie Panu. Kiedy więc „słońce się zaćmi, księżyc nie da swojego blasku, gwiazdy spadną z nieba, a moce niebios zostaną poruszone” – jak słowa tego fragmentu zostały przekazane przez dwóch Ewangelistów – Kościół nie będzie widoczny. Wtedy będą szerzyły się po świecie bezbożne prześladowania i wyzbywając się obawy na skutek poczucia radości z pomyślności w tym świecie ludzie będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo” (1 Tes 5,3). Wtedy „gwiazdy spadną z nieba, a moce niebios zostaną poruszone”, ponieważ liczni ludzie, którzy jawnie jaśnieć będą dzięki darowi łaski, raz za razem będą upadać pod prześladowaniami i niektórzy z najmocniejszych wiernych będą cierpieć ucisk. Dlatego też według Mateusza i Marka mówi się o tych wydarzeniach jako mających nadejść „po ucisku tych dni” (Mt 24,29; Mk 13,24-25), ale nie w tym sensie, że będą miały miejsce po ustaniu całego tego prześladowania, ale dlatego że ucisk będzie najpierw, a jego skutkiem będzie śmierć tych ludzi. A ponieważ będzie to miało miejsce przez wszystkie te dni, dlatego będzie się tak działo nie tylko po ucisku tych dni, ale także podczas tych dni.

11.40. Słowa zaś, które znajdujemy w Ewangelii według Łukasza: „A na ziemi będzie ucisk narodów” (Łk 21,25) chciał, żeby rozumieć w ten sposób, że słowo „narody” nie odnosi się do potomstwa Abrahama, w którym błogosławione będą wszystkie narody (zob. Rdz 22,18; 26,4), ale do tych ludzi, którzy staną po lewej stronie, gdy przed Sędzią zostaną zgromadzeni wszyscy ludzie żyjący i umarli (zob. Mt 25,33.32; Dz 10,42). Pośród wszystkich narodów będą bowiem obecne dwa rodzaje ludzi: ci, którzy uciskają, i ci, którzy są uciskani; ci, którzy mówią: „Pokój i bezpieczeństwo” (1 Tes 5,3), i ci, w których słońce się zaćmi i księżyc nie da swojego światła, u których też gwiazdy będą spadać a moce niebiańskie zostaną poruszone (zob. Mt 24,29; Mk 13,24-25).

11.41. „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką potęgą i majestatem” (Łk 21,27; Mt 24,30; Mk 13,26). Wydaje mi się, że to zdanie może być przyjęte na dwa sposoby. Może chodzić o Pana przychodzącego w Kościele niczym na obłoku, jak przychodzi nieustannie także teraz. Zgodnie z tym rozumieniem mówi: „Odtąd będziecie widzieć Syna człowieczego siedzącego po prawicy Mocy i przychodzącego na obłokach nieba”, ale wtedy stanie się to „z wielką potęgą i majestatem” (Mt 26,64), ponieważ Jego wielka potęga i majestat ukażą się świętym, którym udzieli wielkiej mocy, aby nie zostali pokonani przez to wielkie prześladowanie. W innym sensie chodzi o Pana przychodzącego w swoim ciele, w którym zasiada po prawicy Ojca, w którym także umarł, zmartwychwstał i wstąpił do nieba (Rz 8,34; Mk 16,19; Kol 3,1). Zgodnie z tym rozumieniem jest napisane w Dziejach Apostolskich: „Gdy to powiedzieli, obłok Go przyjął i został od nich zabrany” (Dz 1,9). W tym samym miejscu także powiedziane jest przez aniołów: „Tak przyjdzie, jak widzieliście Go idącego do nieba” (Dz 1,11), dlatego słusznie należy wierzyć, że przyjdzie nie tylko w tym samym ciele, ale także w obłoku, ponieważ tak przyjdzie, jak odszedł, a gdy odchodził, przyjął Go obłok.

11.42. Trudno jest jednak rozstrzygnąć, który z tych dwóch sposobów interpretacji należy wybrać. Bardziej oczywistym rozumieniem jest, że gdy ktoś usłyszy lub przeczyta słowa: „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką mocą i majestatem” (Łk 21,27; Mt 24,30; Mk 13,26), uzna, że chodzi o to ponowne Jego przyjście, już nie przez Kościół, ale w sobie samym, gdy przyjdzie, żeby sądzić żywych i umarłych (2 Tm 4,1). Ponieważ jednak Pisma należy badać głęboko i  nie powinniśmy zadowalać się ich powierzchownym odbiorem, skoro w celu naszego wyrobienia zostały tak sporządzone, jakby chciały być przenikane głęboko, musimy tym zdaniom przyjrzeć się uważnie. Gdy powiem powiedział: „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką mocą i majestatem”, dodał i stwierdził: „Gdy spostrzeżecie, że to się dzieje, nabierzcie ducha i podnieście wasze głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. I opowiedział im przypowieść: Spójrzcie na drzewo figowe i wszystkie drzewa; gdy wydają z siebie pąki, wiecie, że blisko jest lato; tak też i wy, gdy zobaczycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest królestwo Boga” (Łk 21,28-31). Skoro więc mówi: „Gdy zobaczycie, że to się dzieje”, jak inaczej możemy to rozumieć niż w tym sensie, że mówi o sprawach, które wspomniane zostały wcześniej. Do nich zalicza się także to, co powiedział: „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką mocą i majestatem” (Łk 21,27). Poza tym, gdy będzie się widzieć coś takiego, królestwo Boga będzie nie już tu, ale blisko.

11.43. Widzimy, że taką kolejność zachowuje też dwóch pozostałych Ewangelistów. U Marka bowiem powiedziane jest: „I moce, które są w niebiosach, zostaną poruszone; a wtedy – mówi – zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłokach z wielką mocą i chwałą”. Następnie dodaje, czego Łukasz nie powiedział: „I wtedy pośle swoich aniołów i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata od krańca ziemi po granicę nieba” (Mk 13,25-26). W tym momencie Marek daje wzmiankę tylko o figowcu, podczas gdy Łukasz zarówno o figowcu jak i innych drzewach. Mówi bowiem: „Od figowca nauczcie się tego podobieństwa. Gdy jego gałąź już będzie miękka i pojawią się liście, wiecie, że blisko jest lato; tak i wy, gdy zobaczycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach” (Mk 13,28-29). O czym jest mowa w zdaniu: „gdy zobaczycie, że to się dzieje”, jeśli nie o tych wydarzeniach, o których powiedział wcześniej? Wśród nich jest także to, co mówi: „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą. I wtedy pośle swoich aniołów i zgromadzą Jego wybranych” (Mk 13,26-27). Zatem nie wtedy nastanie koniec, ale będzie blisko.

11.44. Może jednak trzeba powiedzieć, że nie wszystkie sprawy, o których wspomina się wcześniej, które ujmuje stwierdzeniem: „Gdy zobaczycie, że to się dzieje” (Mk 13,29), należy rozumieć w ten sposób, ale tylko część, to znaczy wszystko z wyjątkiem słów: „I wtedy zobaczą Syna człowieczego przychodzącego…” i tak dalej? Bo to wydarzenie będzie końcem świata, a gdy będą działy się pozostałe, koniec po prostu będzie blisko. Mateusz jednak ukazał, że bez żadnych wyjątków trzeba przyjąć to co zostało ujęte słowami: „Gdy zobaczycie, że to się będzie dziać”, bowiem także u niego, gdy jest powiedziane: „I moce niebios zostaną poruszone” – mówi się dalej – „I wówczas pokaże się na niebie znak Syna człowieczego i będą lamentować wtedy wszystkie plemiona ziemi. I zobaczą Syna człowieczego przychodzącego na obłokach nieba w wielkiej mocy i majestacie. I pośle swoich aniołów z wielką trąbą i donośnym głosem, i zbiorą Jego wybranych z czterech stron świata, od szczytu nieba aż po jego krańce. Od drzewa figowego uczcie się tego podobieństwa. Gdy już jego gałąź będzie miękka i pojawią się liście, wiecie że blisko jest lato: tak samo też wy, gdy zobaczycie wszystkie te wydarzenia, wiedzcie, że jest blisko, we drzwiach” (Mt 24,28-35).

11.45. Wtedy więc będziemy wiedzieć, że Pan jest blisko, gdy zobaczymy nie tylko niektóre z nich, ale wszystkie te znaki, wśród których jest także to, że będzie widziany przychodzący Syn człowieczy, że pośle On swoich aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, to znaczy z całego okręgu ziemi. Wszystko to czyni On podczas całej tej ostatniej godziny (zob. 1 J 2,18), gdy przychodzi w swoich członkach (zob. 1 Kor 6,15) jakby na obłokach czy też w całym Kościele, który jest Jego ciałem, jakby na wielkim obłoku, który wydaje owoce i rośnie na całym świecie (zob. Kol 1,6.24)). Dzieje się tak od kiedy Pan zaczął przepowiadać i głosić: „Czyńcie pokutę, bowiem przybliżyło się królestwo niebios” (Mt 3,2; 4,17). Możliwe jest dzięki uważnemu zestawieniu i przebadaniu wszystkiego, co ci trzej Ewangeliści powiedzieli o Jego przyjściu, zobaczyć, że te wypowiedzi odnoszą się do faktu, że codziennie Pan przychodzi w swoim ciele, którym jest Kościół. To o tym swoim przychodzeniu powiedział: „Odtąd zobaczycie Syna człowieczego siedzącego po prawicy mocy i przychodzącego na obłokach nieba” (Mt 26,64; Mk 14,62). Wyjątek stanowią te miejsca, w których przepowiada On ostateczne przyjście w sobie samym, gdy będzie sądził żywych i umarłych (2 Tm 4,1), w taki sposób, że mówi się o nim, że jest już bliskie, oraz słowa z zakończenia mowy przekazanej przez Mateusza, które w sposób całkowicie jasny mówią o tym przyjściu, a którego bliskość można zrozumieć dzięki ukazanym wcześniej znakom. W tej mowie przekazanej przez Mateusza zawarte są słowa: „Gdy zaś przyjdzie Syn człowieczy – mówi – w swoim majestacie, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na tronie swojego majestatu i wtedy zbiorą się przed nim wszystkie narody… i tak dalej aż do słów: „I ci pójdą na wieczną karę, zaś sprawiedliwi do życia wiecznego” (Mt 25,31-46). Nikt nie ma wątpliwości, że przepowiedziane to zostało o ostatecznym przyjściu Chrystusa i o końcu świata. Z kolei nie brakuje ludzi, którzy na temat pięciu panien mądrych i pięciu głupich (zob. Mt 25,1-12) zechcieli nauczać nie bez godnej uwagi argumentacji, że przypowieść ta dotyczy tego przyjścia Pana, które obecnie dokonuje się dzięki Kościołowi. Jednak nie należy takich rzeczy przepowiadać z pewnością siebie, aby czasem nie spotkać się z jakimś argumentem, który jawnie sprzeciwia się takiemu przepowiadaniu, tym bardziej że w tych zawiłościach boskich wypowiedzi, przy pomocy których Bogu spodobało się ćwiczyć naszą inteligencję, nie tylko zdarza się, że między ludźmi, którzy wyjaśniają święte Pisma w sposób poprawny, jeden głębiej dociera niż pozostali, ale także u jednego z takich możemy zauważyć, że raz rzecz rozumie gorzej, a innym razem lepiej.

12.46. Nie wiem jednak, czy w tej kwestii moglibyśmy, mając nawet jakieś racje i zdolności, zobaczyć coś w sposób bardziej pewny, niż to, co już wcześniej w tym liście wyraziłem, że koniec świata dokona się, gdy cały świat napełniony będzie Ewangelią (zob. Mt 24,14). Dowiodłem pewnymi argumentami, że nie jest tak, jak sądzi Wasza Czcigodność, że już to zostało dokonane przez Apostołów. Są bowiem u nas, to znaczy w Afryce, niezliczone ludy barbarzyńskie, wśród których jeszcze nie jest głoszona Ewangelia. Codziennie łatwo możemy się tego dowiedzieć od tych, którzy jako jeńcy przyprowadzani są spośród tamtych ludzi i dołączani do liczby niewolników Rzymian. Od kilku zaledwie lat, bardzo rzadko nieliczne z tych plemion, które zostały pokonane i włączone w granice Cesarstwa Rzymskiego, nie mają już swoich władców, ale przywódców ustanowionych nad nimi przez Cesarstwo Rzymskie i zarówno te ludy jak i ich przywódcy zaczynają być chrześcijanami. W głębi Afryki jednak ludy, które nie są poddane w żaden sposób pod rzymskie panowanie, nadal ani nie mają u siebie religii chrześcijańskiej, ani w żaden sposób nie można o nich powiedzieć, że dotyczy ich obietnica Boga.

12.47. Pan zaś obiecał potomstwu Abrahama i to pod przysięgą nie samych Rzymian, ale wszystkie narody (zob. Rdz 22,16-18; 26,3-4) i z tej obietnicy wypełniło się już, że wiele narodów, które nie są poddane panowaniu rzymskiemu, przyjęły Ewangelię i dołączyły do Kościoła, który owocuje i rośnie w całym świecie (Kol 1,3). Cały czas jednak ma on jednak gdzie rosnąć dalej, póki nie stanie się tym, co powiedziało proroctwo o Chrystusie posługując się obrazem Salomona: „Będzie panował od morza do morza, od rzeki aż po krańce okręgu ziemi” (Ps 72(71),8). „Od rzeki”, czyli od miejsca, gdzie został ochrzczony, gdyż stamtąd zaczął głosić Ewangelię, „od morza do morza” oznacza zaś cały okrąg ziemi ze wszystkimi narodami, ponieważ cały świat otoczony jest morzem, oceanem. Jak inaczej wypełni się to proroctwo: „Przyjdą wszystkie narody, które uczyniłeś, i padną na twarz przed Tobą, Panie” (Ps 86(85),9)? Przyjdą przecież nie w ten sposób, że ruszą się ze swoich miejsc, ale przez to, że uwierzą tam, gdzie żyją. O wierzących bowiem Pan powiedział: „Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli nie będzie mu to dane od mojego Ojca” (J 6,66). Prorok zaś mówi: „I każdy odda Mu pokłon ze swojego miejsca, wszystkie wyspy narodów” (So 2,11). Powiedział „wszystkie wyspy”, jakby mówił: „także wszystkie wyspy”, ukazując w ten sposób, że nie pozostanie żadna kraina, gdzie nie byłoby Kościoła, skoro nie pozostanie żadna wyspa, których wiele znajduje się na oceanie. A wiemy, że niektóre z nich już przyjęły Ewangelię. Tak też na wszystkich poszczególnych wyspach wypełni się to, co zostało powiedziane, że „będzie panował od morza do morza” (Ps72(71),8), którym otoczona jest każda wyspa, jak i na całym okręgu ziemi, który jest niczym największa ze wszystkich wysp, skoro otacza ją ocean. Wiemy, że Kościół dotarł już do jego brzegów w zachodnich stronach, a do tych brzegów, do których jeszcze nie dotarł, dotrze w przyszłości, gdyż wszędzie owocuje i rośnie.

12.48. Skoro więc proroctwo prawdy nie może skłamać, konieczne jest żeby wszystkie narody, które Bóg uczynił, oddały Mu pokłon. A jak oddadzą Mu pokłon, jeśli Go nie wzywają? „Jak mogą wzywać, jeśli nie uwierzyli? A jak mogą wierzyć w Tego, o którym nie słyszeli? Jak mogą słyszeć bez głoszenia? A jak mogą głosić, skoro nie zostali posłani? (Rz 10,14-15). Pan więc posyła swoich aniołów i gromadzi swoich wybranych z czterech stron świata, to znaczy z całego okręgu ziemi. W przypadku tych narodów, w których nie ma jeszcze Kościoła, to nie chodzi o to, żeby uwierzyli wszyscy, którzy tam będą, ale żeby był pośród nich Kościół. Przecież obietnicę złożono wszystkim narodom, a nie wszystkim ludziom wszystkich narodów: „nie wszyscy mają wiarę” (2 Tes 3,2). Każdy naród wierzy więc we wszystkich, którzy zostali wybrani „przed założeniem świata” (Ef 1,4), a w pozostałych nie wierzy i nienawidzi wierzących. Jak bowiem będzie mogło się wypełnić to słowo: „Będziecie w nienawiści u wszystkich narodów z powodu mojego imienia” (Mt 24,9; 10,22; Mk 13,13; Łk 21,17), jeśli nie w ten sposób, że we wszystkich narodach będą obecni zarówno ci, którzy nienawidzą, jak i ci, którzy będą znienawidzeni?

12.49. W jaki więc sposób przez Apostołów zostało w pełni wykonane to głoszenie Ewangelii, skoro są jeszcze teraz narody (co jest dla nas oczywiste), w których ledwo co się zaczęło, a także takie, w których jeszcze nawet nie zaczęło się dokonywać? Do Apostołów zostały przecież skierowane słowa: „Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie, w całej Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8), ale nie w tym sensie, że tylko oni sami, do których wówczas mówił, jako jedyni mają wypełnić to zadanie. Tak samo może się wydawać, że do nich tylko skierowane zostały słowa, które powiedział: „Oto ja jestem z wami aż do skończenia świata” (Mt 28,20). A jednak kto nie rozumie tej wypowiedzi w tym sensie, że obiecał siebie całemu Kościołowi, który będzie istniał aż do skończenia świata, podczas gdy jedni ludzie będą tutaj umierali, a inni się rodzili? W ten sam sposób powiedział im to, co nie odnosi się wyłącznie do nich, ale powiedziane jest jakby tylko do nich się odnosiło: „Gdy będziecie widzieć te wszystkie wydarzenia, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach” (Mt 24,33; Mk 13,29). Do kogo te słowa się odnoszą, jeśli nie do tych ludzi, którzy będą przebywali w ciele wtedy, gdy wszystko się wypełni? O ile bardziej to tych ludzi odnoszą się także słowa o głoszeniu Ewangelii, które w olbrzymiej części miało zostać zrealizowane przez Apostołów, skoro to samo działanie zostało przekazane także ich następcom?

12.50. Apostoł powiedział: „Czy więc nie usłyszeli? Po całej ziemi rozszedł się ich dźwięk i ich słowa aż po krańce okręgu ziemi” (Rz 10,18). Chociaż wypowiada się używając czasowników w czasie przeszłym, to jednak powiedział o sprawie, która była wówczas mającą się dopiero dokonać, a nie o czymś, co już się dokonało i wypełniło. Tak jak sam prorok, którego świadectwem się posłużył, nie mówi: „Po całej ziemi rozejdzie się, ale stwierdza: „Po całej ziemi rozszedł się ich dźwięk” (Ps 18(19),5), choć jest oczywiste, że wtedy jeszcze to się nie dokonało. Tak samo mamy tę wypowiedź: „Przebili moje ręce i nogi” (Ps 21(22),17), co – jak wiemy – stało się dużo później. Żebyśmy jednak nie sądzili, że są to tylko wypowiedzi, które znajdujemy u proroków, a nie u Apostołów, czy ten sam Apostoł nie mówi: „Jest tym Kościół Boga żywego, filar i sklepienie prawdy. I bez wątpienia wielkie jest misterium pobożności, które ukazało się w ciele, usprawiedliwione zostało w duchu, ukazało się aniołom, ogłoszone zostało wśród narodów, dano mu wiarę w świecie i zostało wzięte w chwale” (1 Tm 3,15-16)? Skoro zaś jest oczywiste, że to, co umieścił na końcu, aż dotąd się jeszcze nie wypełniło, to tym bardziej wtedy, gdy o tym mówił. Kościół bowiem wtedy będzie wzięty w chwale, gdy usłyszy słowa: „Pójdźcie, błogosławieni mojego Ojca, obejmijcie panowanie” (Mt 25,34). Choć więc bez wątpienia wiedział, że sprawa dotyczy przyszłości, powiedział jednak o niej, jakby już się wydarzyła.

12.51. Dużo mniej winniśmy się dziwić temu, że Apostoł posłużył się czasownikami w czasie teraźniejszym, gdy wypowiedział słowa, które wielokrotnie przywoływałeś, a które Apostoł powiedział do tego samego adresata: „Z powodu nadziei, którą dla nas odłożono, o której już wcześniej słyszeliście w słowie prawdy Ewangelii, które dociera do was i obecne jest w całym świecie owocując i rosnąc” (Kol 1,5-6). A przecież Ewangelia nie obejmowała jeszcze całego świata, ale powiedział, że owocuje ona i rośnie w całym świecie, aby w ten sposób wskazać, do jakiego stopnia miała dojść w swoim owocowaniu i wzroście. Jeśli więc nie wiadomo, kiedy Kościół swoim owocowaniem i wzrostem wypełni cały okrąg ziemi od morza do morza, bez wątpienia nie wiadomo także, kiedy będzie koniec świata: nie nadejdzie on bowiem wcześniej niż tamto.

13.52. Jako świętemu i bożemu człowiekowi, który równocześnie jest mi naprawdę bratem, całkowicie otwarcie wyznam, co myślę w związku z tym zagadnieniem: unikać trzeba obu błędów, o ile możliwe to jest dla człowieka, czyli wiary, że Pan przyjdzie wcześniej lub później niż to rzeczywiście będzie miało miejsce. Nie wydaje mi się natomiast, żeby błądził człowiek, gdy wie, że czegoś nie wie, ale błądzi wtedy, gdy uważa, że wie coś, czego naprawdę nie wie. Usuńmy więc spośród nas tego złego sługę, który mówiąc w swoim sercu: „Mój Pan opóźnia swoje przyjście” (Mt 24,48-49; Łk 12,45) zaczyna panoszyć się wśród innych sług i dołącza do pijaków ucztując. Taki człowiek bez wątpienia nienawidzi momentu przyjścia swojego Pana. Po usunięciu złego sługi postawmy sobie teraz przed oczy trzech dobrych służących, którzy z zaangażowaniem i trzeźwo troszczą się o rodzinę Pańską, z utęsknieniem pragną powrotu swojego Pana, czuwając czekają na Niego i wiernie miłują. Niech jeden z nich uważa, że Pan ma nadejść wcześniej, drugi, że później, a trzeci niech przyznaje się, że nie wie nic na ten temat. Chociaż wszyscy działają zgodnie z Ewangelią, ponieważ wszyscy miłują ukazanie się Pana, pragną go i pilnie oczekują, zobaczmy jednak, który z nich w sposób pełniejszy jest z nią zgodny.

13.52. Jeden mówi: „Czuwajmy i módlmy się, ponieważ Pan ma zaraz nadejść”. Drugi mówi: „Czuwajmy i módlmy się, ponieważ to życie jest krótkie i niepewne, chociaż Pan tak szybko nie przyjdzie”. Trzeci mówi: „Czuwajmy i módlmy się, ponieważ to życie jest krótkie i niepewne i nie wiemy, kiedy Pan przyjdzie”. Ewangelia zaś mówi: „Uważajcie, czuwajcie i módlcie się, bo nie wiecie, kiedy nadejdzie ten czas” (Mk 3,33). Błagam cię, czy słyszymy u tego trzeciego coś, czego nie słyszymy w Ewangelii? Wszyscy trzej bowiem poza wspólnym pragnieniem królestwa Boga chcą, żeby prawdziwe było to, co mówi pierwszy, ale ten drugi temu przeczy, zaś trzeci nie zaprzecza żadnemu terminowi, ale przyznaje, że nie wie, który z nich mówi prawdę. Poza tym jeśli stanie się to, co przepowiadał pierwszy, drugi i trzeci będą razem z nim się cieszyć, bo wszyscy miłują ukazanie się Pana. Radować się więc będą, że szybciej przyszło to, co miłują. Jeśli jednak nie stanie się tak i zacznie się wydawać, że raczej prawdziwe jest to, co mówił ten drugi, trzeba będzie się obawiać, aby ludzie, którzy uwierzyli temu, co powiedział pierwszy, nie doznali zmieszania na skutek opóźnienia i nie zaczęli sądzić, że przyjście Pana nie tyle będzie później, co wcale się nie dokona. Rozumiesz, jaka to byłaby klęska dla dusz. Nawet jeśli ludzie okażą się mieć tak wielką wiarę, że zwrócą się ku temu, co zapowiadał ten drugi sługa, i nadal będą oczekiwać wiernie i cierpliwie Pana, który się opóźnia, to bardzo liczne będą zarzuty, obelgi i kpiny nieprzyjaciół odciągających ludzi słabych od wiary chrześcijańskiej i mówiących, że tak samo kłamliwa jest dana im obietnica królestwa, jak kłamliwie było głoszone, że Pan szybko przyjdzie. Ludzie, którzy wierzą natomiast w to, co mówi ten drugi, że Pan ma przyjść później, nawet jeśli wcześniejsze przyjście Pana dowiedzie fałszu takiego przekonania, to w żaden sposób nie zachwieją się w wierze, lecz doświadczą nieoczekiwanej radości.

13.54. Dlatego człowiek, który mówi, że Pan zaraz przyjdzie, wypowiada się co prawda w sposób bliższy naszym oczekiwaniom, ale niebezpiecznie może się pomylić. Oby miał rację, bo naprawdę będzie przykre, jeśli okaże się inaczej. Kto zaś mówi, że Pan przyjdzie w późniejszym czasie, ale wierzy, ma nadzieję i kocha przyjście Pana, to nawet jeśli myli się w sprawie późnego terminu, myli się szczęśliwie. Jeśli tak będzie, jak mówi, będzie musiał wykazać się większą cierpliwością. A jeśli tak nie będzie, będzie miał tym większą radość. Ludzie, którzy miłują ukazanie się Pana, będą słuchali go spokojniej i wiara w jego słowa będzie bezpieczniejsza. Natomiast człowiek, który przyznaje, że naprawdę nie wie, kiedy dokona się przyjście Pana, szybkiego przyjścia pragnie, a zwłokę Pana cierpliwie znosi, natomiast w niczym nie błądzi, skoro ani jednego, ani drugiego nie potwierdza i nie neguje. Błagam cię, byś nie gardził mną, który takim człowiekiem jestem. Kocham ciebie, który twierdzisz, że prawdziwe jest to, czego pragnę, i tym bardziej nie chcę, żebyś się pomylił, im bardziej kocham to, co obiecujesz, i im bardziej widzę, jak niebezpieczne byłoby, gdybyś się mylił. Wybacz mi, jeśli naprzykrzyłem się twoim świętym myślom. Im rzadziej jednak mam ku temu okazję, tym dłużej mam ochotę rozmawiać z tobą chociaż przy pomocy listów.

Augustyn z Hippony, List 199 (o końcu świata)
Tłum.: P.M.Szewczyk


[1] Józef Frawiusz, O wojnie żydowskiej 6,3,3.

Wysłuchaj nagrań poszczególnych rozdziałów:

Rozdział I Rozdział II Rozdział III Rozdział IV Rozdział V Rozdział VI Rozdział VII Rozdział VIII Rozdział IX Rozdział X Rozdział XI Rozdział XII Rozdział XIII

Obejrzyj komentarze ks. dr. Przemysława Szewczyka do Listu:

Wstęp
Powtórne przyjście Pana
Bać się, czy miłować przyjście Pana?
Data końca świata

Drogi Czytelniku,

bardzo się cieszymy Twoją obecnością na tym portalu! Cieszy nas Twoje zainteresowanie myślą, nauką i życiem Ojców Kościoła, bo sami jesteśmy głęboko przekonani, że Kościół dla swojej żywotności potrzebuje nieustannego czerpania z tych, których wybrał Bóg, żeby byli aż do końca istnienia świata jego Ojcami.

Nasz portal opiera się na pracy woluntarnej kilku osób, konieczne koszty (opłacenie serwera i podstawowych usług informatycznych) pokrywa Stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”. Jeśli chcecie wesprzeć rozbudowę portalu, będziemy wdzięczni za Wasze wsparcie. Dzięki przekazanym nam środkom, będziemy w stanie zrealizować dużo więcej tłumaczeń, nagrań filmowych i publikacji oraz dotrzeć do większego grona odbiorców.

Środki na portal Patres.pl można przekazać na konto:
mBank, 70 1140 2004 0000 3002 7483 9388
W tytule przelewu należy podać: patres.pl

PRZEKAŻ 30 PLN PRZEKAŻ 50 PLN  PRZEKAŻ 100 PLN

Jedna myśl na temat “List Augustyna do Hezychiusza o końcu świata (List 199)

  • 1 lutego 2021 o 13:58
    Permalink

    Wielka szkoda, ze wciaz niedostepny jest w jezyku polskim obszerny List 799 sw. Augustyna poswiecony w calosci tematowi znakow konca swiata. Autor zwraca tam uwage na to, ze im dalej od czasow apostolskich, tym wieksze prawdopodobienstwo, ze Chrystus przyjdzie wlasnie w naszym pokoleniu. Ale zarazem nawet ostatnie pokolenie ludzkosci nie bedzie wiedzialo, czy na dzien ten nie trzeba bedzie czekac jeszcze tysiace lat. Juz w pokoleniu apostolskim, jak mowi swiety, byly dni ostateczne. „O ilez bardziej sa teraz dni ostateczne, chocby nawet do konca pozostawalo tyle dni, ile uplynelo od Panskiego wniebowstapienia az do dzisiaj. Zostalo ich mniej czy wiecej? Tego zupelnie nie wiemy, gdyz «nie nasza to rzecz znac czasy i chwile, ktore Ojciec ustalil swoja wladza» (Dz 1,7). Wiemy natomiast, ze – podobnie jak apostolowie – dzialamy w czasach ostatecznych, w dniach ostatecznych, w ostatniej godzinie” (List 199).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *