Augustyn o rozmnożeniu chleba, cz. I

1. Cuda, których dokonał nasz Pan, Jezus Chrystus, rzeczywiście są boskimi dziełami i kierują umysł ludzki przez rzeczy widzialne do poznania Boga. Bóg bowiem nie ma takiej natury, która może być widziana oczami, a cuda Jego, przez które kieruje całym światem i zarządza całym stworzeniem, przez swoją codzienność straciły na znaczeniu, tak że prawie nikt nie potrafi dostrzec zdumiewających i zadziwiających dzieł Boga w ziarnie pszenicy. W swoim miłosierdziu Bóg zachował dla siebie pewne znaki, które czyni w odpowiednim czasie oprócz zwykłego biegu i porządku natury, aby ludzie, którzy przyzwyczaili się do codziennych cudów, zdumieli się widząc nie tyle większe, co niezwykłe dzieła. Większym bowiem cudem jest zarządzanie całym światem niż nakarmienie pięciu tysięcy ludzi pięcioma chlebami, a jednak temu nikt się nie dziwi, a tamtemu ludzie się dziwią, nie dlatego że jest czymś większym, ale dlatego że jest rzadkie. Kto bowiem także teraz karmi cały świat, jeśli nie ten, który z garści ziaren czyni pola pełne zboża? Chrystus działa więc jak Bóg. Mocą, którą mnoży pełne zboża pola z garści ziaren, pomnożył w swoich rękach pięć chlebów. Moc bowiem była w rękach Chrystusa, a te pięć chlebów były jakby ziarnem, ale nie zasianym w ziemi, lecz pomnożonym przez Tego, który uczynił ziemię. To bowiem zostało podsunięte zmysłom, przez co poruszany jest umysł, ukazane zostało oczom to, czym może zająć się umysł, abyśmy podziwiali niewidzialnego Boga dzięki widzialnym dziełom, i abyśmy pobudzeni do wiary i oczyszczeni przez wiarę zapragnęli także widzieć bez zmysłowego widzenia Tego, którego poznajemy jako niewidzialnego na podstawie rzeczy widzialnych.

2. Nie wystarczy jednak dostrzegać tych rzeczy w cudach Chrystusa. Zapytajmy samych cudów, co nam mówią o Chrystusie; mają one bowiem, jeśli rozumiemy, własny język. Przecież jeśli sam Chrystus jest Słowem Boga, to także działanie Słowa jest dla nas słowem. Jeśli więc chodzi o ten cud, to tak jak słyszeliśmy o jego wielkości, sprawdźmy jak jest głęboki: nie cieszmy się nim powierzchownie, ale przeniknijmy jego głębię. Ma bowiem on w sobie coś głębiej, co nas zdziwi jeszcze bardziej. Widzieliśmy, oglądaliśmy coś wielkiego, coś wspaniałego, zupełnie boskiego, co nie mogłoby się dokonać, gdyby nie było uczynione przez Boga: na podstawie czynu uwielbiliśmy Jego autora. Lecz tak samo jak wtedy, gdy gdzieś spoglądalibyśmy na piękne litery, nie wystarczyłoby nam pochwalić biegłości pisarza za to, że uczynił je równe i ozdobne, gdybyśmy także nie przeczytali, co nam mówi przez te litery, tak samo jest z tym wydarzeniem: kto tylko ogląda, cieszy się pięknem czynu i podziwia autora, a kto rozumie, to tak, jakby czytał. Inaczej bowiem patrzy się na obrazy, inaczej patrzy się na litery. Gdy zobaczysz obraz, to już jest wszystko: widziałeś, pochwaliłeś. Gdy zaś zobaczysz litery, to jeszcze nie jest wszystko, ponieważ chcesz także przeczytać. Przecież gdy widzisz litery, których nie umiesz przeczytać, mówisz: Jak myślisz, co tu jest napisane? Pytasz o to, co tam jest, chociaż już coś widzisz. Ten, kogo prosisz o poznanie tego, co widziałeś, ma ukazać ci coś nowego. Inne oczy on ma, inne ty. Czy nie widzicie podobnie kresek? A jednak nie w ten sam sposób rozpoznajecie znaki. Ty więc widzisz i chwalisz, on widzi, chwali, czyta i rozumie. Skoro więc zobaczyliśmy, skoro pochwaliliśmy, czytajmy i rozumiejmy.

3. Pan na górze: posuńmy się dużo dalej w naszym rozumieniu, ponieważ Pan na górze oznacza Słowo na wysokości. Dlatego to, co stało się na górze, nie leży nisko i nie powinno być lekceważone jako przemijające, ale przyjęte. Zobaczył tłum, poznał, że są głodni, nakarmił miłosiernie: nie tylko dlatego że jest dobry, ale także dlatego że jest potężny. Na co bowiem przydałaby się sama dobroć, gdzie nie byłoby chleba: jak głodny tłum by się nakarmił? Gdyby dobroci nie towarzyszyła potęga, ów tłum pozostałby głodny i nienasycony. Przecież także uczniowie, którzy razem z Panem byli i cierpieli głód, chcieli nakarmić tłum, aby nie odsyłać ich z pustymi rękoma, ale nie mieli jak ich nakarmić. Zapytał ich Pan, skąd można kupić chleba, żeby nakarmił tłum. I mówi Pismo: „Powiedział zaś to, wystawiając go na próbę – go, czyli ucznia, Filipa, którego pytał – Sam bowiem wiedział, co miał uczynić”. W jakim celu wystawiał na próbę, jeśli nie po to, żeby ukazać niewiedzę ucznia? I z pewnością przez ukazanie niewiedzy ucznia wskazał na coś. Ukaże się jednak na co chciał wskazać, gdy zacznie nam opowiadać o tym znaku pięciu chlebów. Wtedy zobaczymy, dlaczego Pan w tym dziele chciał ukazać niewiedzę ucznia przez zapytanie go o to, co On sam wiedział. My przecież pytamy o to, czego nie wiemy, chcąc o tym usłyszeć, żeby się nauczyć; kiedy zaś pytamy o to, co wiemy, chcemy wiedzieć czy także ten to wie, kogo pytamy. Pan zaś znał obie te rzeczy: wiedział to, o co pytał, bowiem wiedział, co miał uczynić, i podobnie wiedział o tym, że Filip nie wie. Dlaczego więc pytał, jeśli nie dlatego, żeby ukazać jego niewiedzę? A dlaczego to uczynił, jak powiedziałem, zrozumiemy potem.

Augustyn z Hippony, Homilie na Ewangelię św. Jana, Traktat XXIV, 1-3

Tłum. P.M.Szewczyk

[button link=”http://patres.pl/augustyn-o-rozmnozeniu-chleba-cz-ii/”]Przeczytaj dalszą część[/button]

2 myśli na temat “Augustyn o rozmnożeniu chleba, cz. I

  • 25 lipca 2015 o 21:16
    Permalink

    W zdaniu: ” Przecież także uczniowie…” jest chyba literówka – „…chcieli nakarmił tłum…”, wydaje mi się, że powinno być: „…chcieli nakarmić tłum…”

    Odpowiedz
  • 3 sierpnia 2015 o 17:37
    Permalink

    Dzięki za pomoc. To cieszy, że mamy tak uważnych czytelników :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *