Kategorie | Teksty Ojców

Beda Czcigodny o chrzcie Pańskim

Beda obraz

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich…

Jak to możliwe, że odpowiedział tym, którzy snuli domysły na jego temat i w ukryciu serca myśleli, że jest Mesjaszem? Czy nie dlatego, że nie tylko myśleli, lecz także – jak stwierdza inny Ewangelista – posłali do niego kapłanów i lewitów, żeby dowiedzieli się, czy jest Mesjaszem? Na tej podstawie jest oczywiste, że już wtedy było Żydom wiadomo, że według Pism był to czas wcielenia Pańskiego. Zdumiewa jednak ślepota, że o ile w Jana wierzyli sami z siebie, to w Zbawcę, o który świadczą liczne znaki i cuda i któremu sam Jan daje świadectwo, nie uwierzyli.

Ja was chrzczę wodą. Przyjdzie jednak mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzin rozwiązać rzemyka u sandałów.

Jan chrzci nie Duchem, lecz wodą, ponieważ nie ma mocy, żeby odpuszczać grzechy: obmywa ciała ludzi, których chrzci, przy pomocy wody, ale ich umysłów nie obmywa przy pomocy przebaczenia. Dlaczego więc chrzci, skoro przez chrzest nie uwalnia od grzechów? Zachowując swoje miejsce poprzednika Jan, który rodząc się przyszedł przed mającym się narodzić, także przez chrzest uprzedza Pan, który ma udzielać chrztu. Ten, który przez swoje przepowiadanie stał się poprzednikiem Chrystusa, stał się Jego poprzednikiem także przez chrzest naśladujący sakramenty.

Był zaś u ojców zwyczaj, że jeśli ktoś nie chciał wziąć za żonę kobiety, o którą wcześniej zabiegał, to rozwiązywał rzemyk sandałów mężczyzny, który przychodził do niej jako oblubieniec mocą prawa pokrewieństwa. A czy Chrystus nie pojawił się między ludźmi jako oblubieniec świętego Kościoła? O Nim sam Jan przecież mówi: „Kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem” (J 3, 29). Ponieważ jednak ludzie uważali, że Jan jest Chrystusem, czemu sam Jan zaprzeczał, słusznie ogłosił, że nie jest godny rozwiązać rzemienia u Jego sandałów. Jakby otwarcie mówił: Ja nie jestem godzien obnażyć stóp Odkupiciela, ponieważ nie uzurpuję sobie niezasłużenie imienia oblubieńca.

Sprawę jednak można rozumieć inaczej. Któż nie wie, że sandały wykonuje się z martwych zwierząt? Wcielony Pan, który przychodzi, ukazał się jakby obuty, bowiem przyjął w swojej boskości śmiertelność naszego zepsucia. Jednak ludzkie spojrzenie nie wystarczy, żeby przeniknąć tajemnicę Jego wcielenia. Nikt bowiem nie potrafi zbadać, w jaki sposób wciela się Słowo, jak najwyższy i ożywiający Duch ożywa w łonie matki, jak Ten, który nie ma początku, mógł zaistnieć i być poczętym. Rzemień sandałów oznacza więc związanie tajemnicą. Jan nie jest godny rozwiązać rzemienia u Jego sandałów, ponieważ sam nie jest w stanie zgłębić tajemnicy wcielenia, które poznał dzięki duchowi prorockiemu.

On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem.

To znaczy: zarówno przez uświęcające oczyszczenie, jak i przez próby przeciwności. Można jednak samego Ducha Świętego rozumieć jako skrywającego się pod słowem „ogień”. Zarówno bowiem rozpala miłością, jak i oświeca mądrością serca, które napełnia. Dlatego też tym, do których powiedziano: „Jan chrzcił wodą, wy zaś będziecie ochrzczeni w Duchu Świętym” (Dz 11, 16), ten chrzest Ducha otrzymują razem z widzeniem ognia. Inni zaś tłumaczą to w ten sposób, że teraz w Duchu, zaś w przyszłości ochrzczeni będziemy w ogniu. Chodzi o to, że teraz odradzamy się z wody i Ducha na odpuszczenie wszystkich grzechów, a później z każdego lekkiego grzechu, który od tego czasu przylgnął do nas podczas naszej wędrówki, oczyszczeni będziemy chrztem w ogniu czyśćca przed Sądem Ostatecznym. Mówi bowiem Apostoł: „Jeśli ktoś buduje na tym fundamencie: ze złota, srebra, drogich kamieni, drewna, trawy czy ze słomy – ogień sprawdzi, jakie jest czyje dzieło. Jeśli czyjeś dzieło, które zbudował, przetrwa, otrzyma zapłatę. Jeśli czyjeś dzieło spłonie, poniesie szkodę. Sam co prawda będzie ocalony, ale jakby przez ogień” (1 Kor 3,12-15). Wypowiedź ta może być także rozumiana w odniesieniu do ognia prób, który spada na nas w tym życiu, jednak przyjmowanie ich w odniesieniu do ognia przyszłego czyśćca jest słusznym myśleniem, ponieważ Apostoł powiedział, że może być ocalony nie taki człowiek, który na fundamencie Chrystusa budował z żelaza, brązu czy ołowiu – chodzi o grzechy wielkie i ciężkie, już wtedy nieodpuszczalne – ale taki, który budował z drewna, trawy czy słomy, czyli popełnił grzechy małe i lekkie, które ogień łatwo strawi. Trzeba jednak wiedzieć, że tam nikt nie otrzyma żadnego oczyszczenia z grzechów lekkich, jeśli podczas tego życia dobrymi czynami nie zasłuży, żeby tam otrzymać oczyszczenie.

Gdy cały lud przystępował do chrztu, także Jezus został ochrzczony, a gdy się modlił, otworzyło się niebo.

Pan został ochrzczony, nie dlatego, że sam pragnął być oczyszczony przez wodę, ale chciał oczyścić samą wodę, która obmyta przez Jego ciało niepotrzebujące obmycia z grzechu odziana została w sprawiedliwość, i ponieważ tak niepoliczone chrzty dokonywane pod Prawem nie miały mocy przeciw złu występków, woda otrzymała moc odradzania i uświęcania. Dlatego słusznie Ewangelista mówiąc, że „gdy cały lud przystępował do chrztu”, niczego wielkiego nie dodaje, a stwierdza: „Jezus także został ochrzczony, a gdy się modlił, otworzyło się niebo”. Gdy bowiem Pan zanurzył się w falach Jordanu dzięki uniżeniu cielesnemu, otworzył dla nas bramy nieba mocą swojej boskości. I gdy zimne wody dotknęły niewinne ciało, ugaszone zostały płomienne bramy, które niegdyś zamknięto przed winnymi. Cóż więc? Czy doprawdy niebo otworzyło się przed Tym, którego oczy dostrzegają wnętrze nieba? Ukazana w tym miejscu została moc chrztu: przed każdym, kto do niego przystępuje, otwierają się drzwi do Królestwa niebios. Również fakt, że wspomniano, że Jezus, który posiada wszystko, co należy do Ojca, po chrzcie się modlił, bez wątpienia stało się w celu poinformowania nas, którzy po obmyciu chrzcielnym, gdy przestrzeń nieba stoi otworem, nie powinniśmy żyć bezczynnie, ale trwać na postach, modlitwie i dawaniu jałmużny. Ponieważ nawet jeśli wszystkie grzechy odpuszczone zostały we chrzcie, to jeszcze nie do końca umocniona została słabość ciała. Jakby po przejściu Morza Czerwonego cieszymy się ze śmierci Egipcjan, ale na pustyni światowego życia pojawiają się inni wrogowie, których pokonujemy własnym trudem mając za wodza i współpracownika łaskę Chrystusa, aż nie dojdziemy do obiecanej ojczyzny życia wiecznego.

I Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica.

Słusznie, że w widzialnej postaci, bowiem nie może być widziany przez śmiertelników w naturze boskiej. Słusznie, że jako gołębica,ponieważ Duch unika odstępstwom od porządku i nie zamieszka w ciele poddanym grzechom. I ludzie, którzy za przykładem Szymona trwają w goryczy kłamstwa i w przywiązaniu do nieprawości, nie mogą w żaden sposób mieć w Nim udziału. Dlatego też gdy kiedyś przestępstwa świata oczyszczone zostały przez potop wyobrażający chrzest, to nie w dziobie kruka, ale gołębicy przyniesiona została gałązka oliwna, która zwiastowała pokój przywrócony światu. Mówiąc duchowo: namaszczenie Duchem Świętym dokona się tylko wobec tych, którzy przyjęli chrzest w prostocie serca. Nikt bowiem nie będzie sądził, że Pan po chrzcie został po raz pierwszy namaszczony Duchem Świętym, albo że dokonał jakiegoś postępu w czasie odnośnie do boskiej natury, lecz raczej pozna i zobaczy, że od samego początku ludzkiego czasu ten, który jest prawdziwym człowiekiem, istnieje także jako Bóg. Przez przyjście zaś gołębicy zostało ukazane, że ludzie w Jego ciele, to znaczy w Kościele, zwłaszcza ochrzczeni otrzymują Ducha Świętego.

A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.

Słusznie Jan nie ma sobie równych spośród narodzonych z niewiast: jemu Chrystus nakazał się ochrzcić, jemu dał się widzieć niewidzialny Duch, jemu o swoim Synu mówi z nieba Ojciec. Nie udzielił przecież wskazówek samemu Synowi, ponieważ ten doskonale wiedział, ale albo Janowi, albo innym, którzy byli obecni, a nie wiedzieli. Dlatego należy zwrócić uwagę, że sam Jan, który do tej pory zapowiadał Chrystusa i męża od siebie mocniejszego, teraz już czy to na skutek zstąpienia Ducha, czy poruszony wyznaniem Ojca, otwarcie przepowiada Syna Bożego: „To jest – mówi – ten, o którym powiedziałem: po mnie idzie mąż, który był przede mną, bo był większy ode mnie, a ja Go nie znałem (J 1,30-31). Tak samo o gołębicy mówi: „Ja widziałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,34). A zatem w chrzcie Zbawcy ukazuje się tajemnica Trójcy, aby nas pouczyć, że i my winniśmy być ochrzczeni w Jej imię.

Słowa zaś: „W Tobie mam upodobanie”, oznaczają, jakby powiedział: postanowiłem w Tobie umieścić moje upodobanie, czyli: przez ciebie oznajmić, co mi się podoba. Według Mateusza padły słowa: „W którym mam upodobanie” (Mt 3,17). Tak to można wyjaśnić. Każdy człowiek, który żałuje, poprawia to, co zrobił, i kto poprawia swoje czyny mówi, że nie ma upodobania w sobie w tym właśnie, czego żałuje. Ludzie na miarę możliwości swojego pojmowania, na ludzki sposób powiedzieli o wszechmogącym Ojcu, że z powodu grzeszników „pożałował, iż stworzył człowieka na ziemi” (Rdz 6,6), w tym sensie że nie miał upodobania w grzesznikach, których stworzył. Tylko w jednorodzonym Panu naszym Jezusie Chrystusie znalazł upodobanie. Ponieważ On jest między ludźmi, nie żałował, że stworzył człowieka, w którym nigdy nie znalazł żadnego grzechu, jak o Nim mówi przez Psalmistę: „Przysiągł Pan i nie będzie żałował: Ty jesteś kapłanem na wieki” (Ps 110,4).

Beda Czcigodny, Komentarz do Ewangelii Łukasza

Tłum. P.M.Szewczyk

Inne teksty Bedy Czcigodnego

Jedna odpowiedź do “Beda Czcigodny o chrzcie Pańskim”

  1. O napisał(a):

    Może to oczywiste, ale uderzyło mnie słowo o zapoczątkowaniu nowego rodzaju ludzkości. Doświadczenie jak w drodze do Emaus – oczy się otwierają na Pisma. Nowe stworzenie, nowy wewnętrzny człowiek, nowy Adam, nowe narodzenie, nowe życie… Puzzle się układają.

Trackbacks/Pingbacks


Dodaj Komentarz

Pierwsza multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Ciało nie przyniosło niesławy Logosowi – nie może być! Lecz to raczej ono zostało wsławione przez Niego. I Syn nie został pozbawiony boskości, gdy istniejąc w postaci Bożej przybrał postać sługi, lecz to raczej On stał się wyzwolicielem wszelkiego ciała i całego stworzenia.
Atanazy Wielki, List do Adelfiosa, IV wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.