Kategorie | Teksty Ojców

Augustyn z Hippony, Traktat XXIV Homilii na Ewangelię Jana

Moltiplicazione_dei_pani01

1. Cuda, których dokonał nasz Pan, Jezus Chrystus, rzeczywiście są boskimi dziełami i kierują umysł ludzki przez rzeczy widzialne do poznania Boga. Bóg bowiem nie ma takiej natury, która może być widziana oczami, a cuda Jego, przez które kieruje całym światem i zarządza całym stworzeniem, przez swoją codzienność straciły na znaczeniu, tak że prawie nikt nie potrafi dostrzec zdumiewających i zadziwiających dzieł Boga w ziarnie pszenicy. W swoim miłosierdziu Bóg zachował dla siebie pewne znaki, które czyni w odpowiednim czasie oprócz zwykłego biegu i porządku natury, aby ludzie, którzy przyzwyczaili się do codziennych cudów, zdumieli się widząc nie tyle większe, co niezwykłe dzieła. Większym bowiem cudem jest zarządzanie całym światem niż nakarmienie pięciu tysięcy ludzi pięcioma chlebami, a jednak temu nikt się nie dziwi, a tamtemu ludzie się dziwią, nie dlatego że jest czymś większym, ale dlatego że jest rzadkie. Kto bowiem także teraz karmi cały świat, jeśli nie ten, który z garści ziaren czyni pola pełne zboża? Chrystus działa więc jak Bóg. Mocą, którą mnoży pełne zboża pola z garści ziaren, pomnożył w swoich rękach pięć chlebów. Moc bowiem była w rękach Chrystusa, a te pięć chlebów były jakby ziarnem, ale nie zasianym w ziemi, lecz pomnożonym przez Tego, który uczynił ziemię. To bowiem zostało podsunięte zmysłom, przez co poruszany jest umysł, ukazane zostało oczom to, czym może zająć się umysł, abyśmy podziwiali niewidzialnego Boga dzięki widzialnym dziełom, i abyśmy pobudzeni do wiary i oczyszczeni przez wiarę zapragnęli także widzieć bez zmysłowego widzenia Tego, którego poznajemy jako niewidzialnego na podstawie rzeczy widzialnych.

2. Nie wystarczy jednak dostrzegać tych rzeczy w cudach Chrystusa. Zapytajmy samych cudów, co nam mówią o Chrystusie; mają one bowiem, jeśli rozumiemy, własny język. Przecież jeśli sam Chrystus jest Słowem Boga, to także działanie Słowa jest dla nas słowem. Jeśli więc chodzi o ten cud, to tak jak słyszeliśmy o jego wielkości, sprawdźmy jak jest głęboki: nie cieszmy się nim powierzchownie, ale przeniknijmy jego głębię. Ma bowiem on w sobie coś głębiej, co nas zdziwi jeszcze bardziej. Widzieliśmy, oglądaliśmy coś wielkiego, coś wspaniałego, zupełnie boskiego, co nie mogłoby się dokonać, gdyby nie było uczynione przez Boga: na podstawie czynu uwielbiliśmy Jego autora. Lecz tak samo jak wtedy, gdy gdzieś spoglądalibyśmy na piękne litery, nie wystarczyłoby nam pochwalić biegłości pisarza za to, że uczynił je równe i ozdobne, gdybyśmy także nie przeczytali, co nam mówi przez te litery, tak samo jest z tym wydarzeniem: kto tylko ogląda, cieszy się pięknem czynu i podziwia autora, a kto rozumie, to tak, jakby czytał. Inaczej bowiem patrzy się na obrazy, inaczej patrzy się na litery. Gdy zobaczysz obraz, to już jest wszystko: widziałeś, pochwaliłeś. Gdy zaś zobaczysz litery, to jeszcze nie jest wszystko, ponieważ chcesz także przeczytać. Przecież gdy widzisz litery, których nie umiesz przeczytać, mówisz: Jak myślisz, co tu jest napisane? Pytasz o to, co tam jest, chociaż już coś widzisz. Ten, kogo prosisz o poznanie tego, co widziałeś, ma ukazać ci coś nowego. Inne oczy on ma, inne ty. Czy nie widzicie podobnie kresek? A jednak nie w ten sam sposób rozpoznajecie znaki. Ty więc widzisz i chwalisz, on widzi, chwali, czyta i rozumie. Skoro więc zobaczyliśmy, skoro pochwaliliśmy, czytajmy i rozumiejmy.

3. Pan na górze: posuńmy się dużo dalej w naszym rozumieniu, ponieważ Pan na górze oznacza Słowo na wysokości. Dlatego to, co stało się na górze, nie leży nisko i nie powinno być lekceważone jako przemijające, ale przyjęte. Zobaczył tłum, poznał, że są głodni, nakarmił miłosiernie: nie tylko dlatego że jest dobry, ale także dlatego że jest potężny. Na co bowiem przydałaby się sama dobroć, gdzie nie byłoby chleba: jak głodny tłum by się nakarmił? Gdyby dobroci nie towarzyszyła potęga, ów tłum pozostałby głodny i nienasycony. Przecież także uczniowie, którzy razem z Panem byli i cierpieli głód, chcieli nakarmić tłum, aby nie odsyłać ich z pustymi rękoma, ale nie mieli jak ich nakarmić. Zapytał ich Pan, skąd można kupić chleba, żeby nakarmił tłum. I mówi Pismo: „Powiedział zaś to, wystawiając go na próbę – go, czyli ucznia, Filipa, którego pytał – Sam bowiem wiedział, co miał uczynić”. W jakim celu wystawiał na próbę, jeśli nie po to, żeby ukazać niewiedzę ucznia? I z pewnością przez ukazanie niewiedzy ucznia wskazał na coś. Ukaże się jednak na co chciał wskazać, gdy zacznie nam opowiadać o tym znaku pięciu chlebów. Wtedy zobaczymy, dlaczego Pan w tym dziele chciał ukazać niewiedzę ucznia przez zapytanie go o to, co On sam wiedział. My przecież pytamy o to, czego nie wiemy, chcąc o tym usłyszeć, żeby się nauczyć; kiedy zaś pytamy o to, co wiemy, chcemy wiedzieć czy także ten to wie, kogo pytamy. Pan zaś znał obie te rzeczy: wiedział to, o co pytał, bowiem wiedział, co miał uczynić, i podobnie wiedział o tym, że Filip nie wie. Dlaczego więc pytał, jeśli nie dlatego, żeby ukazać jego niewiedzę? A dlaczego to uczynił, jak powiedziałem, zrozumiemy potem.

4. „Andrzej mówi: Jest tu pewien chłopiec, który ma pięć chlebów i dwie ryby, ale co to jest dla tak wielu?” Gdy Filip zapytany odpowiedział, że nie wystarczy chleba za dwieście denarów, żeby nakarmić nimi tak wielki tłum, był tam jakiś chłopiec, który miał ze sobą pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby. „Jezus powiedział: każcie ludziom usiąść. Było tam bowiem dużo trawy. Blisko pięć tysięcy ludzi usiadło. Pan Jezus zaś wziął chleby, dzięki składał”, wydał polecenie, chleby zostały podzielone i położone przed siedzącymi. Już nie pięć chlebów, ale to, co dorzucił Pan, który stworzył to, co zostało pomnożone. „Także ryby, ile im było potrzeba”. Mało jest powiedzieć, że ten tłum został nasycony, bowiem jeszcze pozostały ułomki: te nakazano zebrać, aby nie zginęły i „napełniono ułomkami dwanaście koszy”.

5. Skoro jesteśmy w pośpiechu, to krótko wyjaśnijmy, że te pięć chlebów należy rozumieć jako Księgi Mojżeszowe. Słusznie nie są pszeniczne, lecz jęczmienne, ponieważ dotyczą Starego Testamentu. Wiecie zaś, że jęczmień tak jest stworzony, że ledwo można dostać się do jego jądra: jest ono bowiem okryte zasłoną plew, a same plewa są mocne i dobrze się trzymają, przez co potrzeba wysiłku, żeby je odjąć. Taka jest litera Starego Testamentu, okryta zasłoną cielesnych znaków, ale jeśli dotrze się do jej jądra, karmi i nasyca. Niesie więc te pięć chlebów i dwie ryby jakiś chłopiec. Jeśli pytamy, kim byłby ten chłopiec, to może chodzi o Izraela: nosił w dziecięcym umyśle, ale nie spożywał. Te rzeczy bowiem, które nosił, jak długo pozostawały zamknięte, były ciężarem, ale gdy stawały się otwarte, karmiły. Zaś dwie ryby znaczą, jak nam się wydaje, te dwie najważniejsze osoby w Starym Testamencie, które otrzymywały namaszczenie w celu uświęcenia i rządzenia ludem: kapłan i król. I oto przychodzi ten, który kiedyś okryty był tajemnicą, na którego te dwie rzeczy wskazywały. Przyszedł ten, który kiedyś ukazywał się w jądrze jęczmienia, ale okryty był przez jęczmienne plewy. Przychodzi jako jeden ten, który nosi w sobie obie osoby: kapłana i króla – kapłana przez ofiarę, przez którą samego siebie ze względu na nas ofiarował Bogu, króla, ponieważ panuje nad nami. I otwarte zostają sprawy, która wcześniej trzymane były w zamknięciu. Niech Mu będą dzięki! W sobie wypełnił to, co w Starym Testamencie było obiecane. Nakazał łamanie chlebów, a przez łamanie zostały pomnożone. Nie ma nic bardziej prawdziwego. Pięć bowiem Ksiąg Mojżeszowych, gdy je się wyjaśnia jakby przez łamanie to znaczy rozważanie, ile ksiąg dadzą? Lecz ponieważ w tym ziarnie jęczmiennym kryje się niewiedza pierwszego ludu, o którym to pierwszym ludzie powiedziane zostało: „Jak długo czytają Mojżesza, na ich sercach spoczywa zasłona” (2 Kor 3,15) – jeszcze bowiem nie została zdjęta zasłona, ponieważ jeszcze Chrystus nie przyszedł, zasłona świątyni jeszcze nie została rozdarta przez Niego zawieszonego na krzyżu – ponieważ ludzie żyjący pod Prawem nie posiadali wiedzy, dlatego tamta próba, na którą Pan wystawił ucznia, ukazała jego niewiedzę.

6. Niczego więc nie brakuje, wszystko daje znaki, ale potrzebuje człowieka, który rozumie. Także bowiem sama liczba nakarmionego ludu wskazuje na lud żyjący pod Prawem. Dlaczego było ich pięć tysięcy, jeśli nie dlatego, że byli pod Prawem, które to Prawo wykładane jest przez pięć Ksiąg Mojżeszowych? Dlatego też chorzy, którzy powierzani byli tamtym pięciu krużgankom, nie byli uzdrawiani. On zaś tam uzdrowił chorego (J 5,2-9), a tutaj tłum nakarmił pięcioma chlebami. Także dlatego na trawie leżeli: skoro bowiem ich wiedza była cielesna, na tym, co cielesne się paśli. „Wszelkie bowiem ciało jest trawą” (Iz 40,6). A czym są te resztki, jeśli nie tym, czego lud nie mógł spożyć? Rozumie się więc przez nie pewne tajemnice poznania, których wielki tłum nie może pojąć. Cóż więc pozostaje zrobić, jeśli nie powierzyć te tajemnice poznania, których tłum nie może pojąć, tym ludziom, którzy są zdolni pouczyć innych, a którymi byli Apostołowie? Dlatego też napełnione zostało dwanaście koszów. Stało się to zarówno w sposób cudowny, ponieważ wielkie dzieło się dokonało, jak i w sposób korzystny, bowiem dokonała się rzecz duchowa. Ludzie, którzy wtedy na to patrzyli, byli zdumieni. My zaś nie dziwimy się, gdy o tym słyszymy. Dokonało się bowiem, aby oni zobaczyli, ale zapisane zostało, byśmy my o tym usłyszeli. To, co w ich oczach miało znaczenie, to samo ukazuje się jako znaczące dla nas przez wiarę. Dostrzegajmy więc duchem, czego nie możemy zobaczyć oczami: i jesteśmy bardziej uprzywilejowani od nich, ponieważ to o nas zostało powiedziane – „Błogosławieni, którzy nie widzą, a wierzą” (J 20,29). Dodam jeszcze, że także zrozumieliśmy to, czego tamten tłum nie rozumiał. I naprawdę zostaliśmy nakarmieni my, którzy zdołaliśmy dotrzeć do jądra jęczmienia.

7. Ci ludzie bowiem, którzy wtedy to widzieli, co myśleli? „Ci ludzie – mówi – którzy widzieli znak uczyniony przez Niego, mówili: naprawdę On jest prorokiem” (J 6,14). Pewnie dlatego aż dotąd uważali Chrystusa za proroka, że siedzieli na trawie. On zaś był Panem proroków, wypełnieniem proroctw, uświęcicielem proroków, ale także i prorokiem, bowiem również do Mojżesza zostało powiedziane: „Wzbudzę im proroka podobnego do ciebie” (Pwt 18,15). Podobnego według ciała, nie według majestatu. Jasno powiedziane jest w Dziejach Apostolskich, że ta obietnica Pana ma sens odnoszący się do samego Chrystusa, i tam to można przeczytać (zob. Dz 7,37). Także sam Pan o sobie powiedział: „Tylko w swojej ojczyźnie prorok nie odbiera czci” (Mt 13, 57; J 4, 44). Pan jest prorokiem, Pan jest Słowem Boga, a żaden prorok nie prorokuje bez Słowa Bożego: Słowo Boga jest z prorokami i jest prorokiem. Dawne czasy zasłużyły na proroków niesionych i napełnionych Słowem Boga, my zaś zasłużyliśmy na samo Słowo Boga, które jest prorokiem. Tak bowiem Chrystus jest prorokiem, Panem proroków, jak jest aniołem i Panem aniołów. Przecież i o Nim powiedziane jest: anioł wielkiej rady (Iz 9,6, LXX). A poza tym w innym miejscu, co mówi prorok? Że nie posłaniec i nie anioł, ale sam przyjdzie i uczyni nas zbawionymi (zob. Iz 35,4): to znaczy, że aby nas zbawić nie pośle posłańca, nie pośle anioła, ale sam przyjdzie. Kto przyjdzie? Sam anioł. Jasne że nie przez anioła, chyba że On jest aniołem w taki sposób, że jest także Panem aniołów. „Anioł” bowiem w naszym języku oznacza „zwiastuna”. Gdyby Chrystus niczego nie zwiastował, nie byłby nazwany aniołem. Gdyby Chrystus nie wygłosił żadnego proroctwa, nie byłby nazwany prorokiem. A przecież zachęcił nas do wiary i do sięgania po życie wieczne: jedno ogłosił jako obecne, drugie zapowiedział jako mające nadejść. Przez to, że zwiastował to, co obecne, był aniołem, a przez to, że zapowiedział to, co przyszłe, był prorokiem. A przez to, że Słowo Boga stało się ciałem, był Panem zarówno aniołów jak i proroków.

Augustyn, Komentarz do Ewangelii Jana, XXIV

tłum. P.M.Szewczyk

Traktat XXVTraktat XXVITraktat XXVII

KUP KSIĄŻKĘ OBEJRZYJ KOMENTARZE FILMOWE POBIERZ AUDIOBOOK

Inne teksty Augustyna na patres.pl

Dodaj Komentarz

Pierwsza multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Bóg posłał swojego Syna zrodzonego z niewiasty. Syn stał się człowiekiem, aby nas przez to w nim samym ubóstwić. Stał się z niewiasty i narodził się z dziewicy, aby nasze tułacze zrodzenie skierować ku Niemu i abyśmy stali się następnie ludem świętym i uczestnikami boskiej natury.
Atanazy Wielki, List do Adelfiosa, IV wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.