Augustyn: Jezus kroczy po jeziorze

4. Dlaczego zatem zostało powiedziane: „uciekł”? Przecież Tego, który gdyby nie chciał, nie byłyby poznany, nikt by nie zatrzymał, gdyby nie chciał, ani nie porwał wbrew Jego woli. Jednak abyście dowiedzieli się, że stało się to w sposób tajemniczy, nie z konieczności, ale ze względu na znamienne zrządzenie, zobaczycie teraz, co nastąpiło. Ukazał się bowiem tym tłumom, które Go szukały i podczas rozmowy wiele im powiedział, wiele dyskutował o chlebie niebiańskim. Czy nie dyskutował o chlebie niebańskim właśnie z tymi, od których uciekł, aby go nie zatrzymali? Czy więc nie potrafił wtedy tak zadziałać, żeby Go nie pochwycili, jak teraz, gdy z nimi rozmawia? Na jakąś inną rzecz wskazał więc uciekając. Co to znaczy, że uciekł? Znaczy to, że nie mogli zrozumieć Jego wielkości. Jeśli bowiem czegoś nie rozumiesz, mówisz: „uciekło mi”. Dlatego „ponownie uciekł na górę samotnie” (J 6,15). Pierworodny spośród umarłych wstąpił ponad wszystkie niebiosa i wstawia się za nami (por. Kol 1, 18; Rz 8, 34.).

5. Podczas gdy On samotnie stanął wysoko jako wielki kapłan, który wszedł za zasłonę, podczas gdy lud zgromadzony był na zewnątrz – Jego bowiem oznaczał w starym Prawie ten kapłan, który czynił tak raz w roku (Hbr 9,12)… Gdy więc On stanął wysoko, co działo się z uczniami w łodzi? Gdy on był na wysokości, ta łódź wyobrażała Kościół. Jeśli tego, co działo się z tamtą łodzią, nie zrozumiemy przede wszystkim w odniesieniu do Kościoła, te wydarzenia pozostaną bez znaczenia, po prostu czym co przeminęło. Jeśli zaś zobaczymy, że prawda tych znaczących zajść wyraża się w Kościele, stanie się jasne, że czyny Chrystusa są sposobem mówienia. „Gdy zapadł zaś wieczór – mówi Ewangelista – uczniowie Jego zeszli nad morze i gdy wsiedli na łódź, przeprawili się przez morze do Kafarnaum”. Mówi, że natychmiast się stało to, co dokonało się dopiero po jakimś czasie. „Przeprawili się przez morze do Kafarnaum”. I cofnął się w opowiadaniu, żeby wyjaśnić jak się przeprawili: że przepłynęli żeglując przez otwarte morze. I wyjaśnia, co się stało, gdy żeglowali do tego miejsca, o którym powiedział, że już tam dopłynęli: „zapadły już ciemności, a Jezus do nich nie przyszedł” (J 6,16-17). Słusznie mówi o ciemnościach, skoro nie przyszło światło: „zapadły już ciemności, a Jezus do nich nie przyszedł”. Kiedy nadchodzi koniec świata, mnożą się błędy, mnożą się lęki, mnoży się nieprawość, mnoży się niewierność. Światło, które ten właśnie Ewangelista Jan jasno i otwarcie ukazuje jako miłość – do tego stopnia, że mówi: „Kto nienawidzi swojego brata, ten jest w ciemnościach” (1 J 2,11) – bardzo nagle gaśnie. Mnożą się zaś te ciemności braterskiej nienawiści, mnożą się codziennie. A Jezus jeszcze nie przychodzi. Skąd wiadomo, że się mnożą? „Ponieważ nieprawość będzie w obfitości, ostygnie miłość wielu” (Mt 24,12). Mnożą się ciemności, a Jezus jeszcze nie przychodzi. Podczas gdy mnożą się ciemności, stygnie miłość, nieprawość jest w obfitości: to wszystko to są fale, które miotają łodzią. Krzyki złorzeczących są burzami i wichrami. Wtedy stygnie miłość, wtedy rosną fale i miotają łodzią.

6. „Gdy wiał potężny wiatr, zburzyło się morze”. Pogłębiły się ciemności, osłabło zrozumienie, wzrosła nieprawość. „Gdy więc wiosłując upłynęli jakieś dwadzieścia pięć czy trzydzieści stadiów…” (J 6,18-19). Gdy płynęli, posuwali się do przodu i te wichry, burze, fale i ciemności nie zdołały sprawić, żeby łódź stała w miejscu lub zatonęła, ale pośród całego tego zła, płynęła. Nawet wtedy gdy nieprawość była w obfitości, oziębła miłość wielu, podniosły się fale, pogłębiły się ciemności i dziko szalał wiatr, łódź jednak płynęła. „Kto bowiem wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mt 24,13). Nie należy również lekceważyć ilości stadiów. Naprawdę nie może być bez znaczenia to, co zostało powiedziane: „Gdy więc wiosłując upłynęli jakieś dwadzieścia pięć lub trzydzieści stadiów, wtedy przyszedł do nich Jezus”. Wystarczyłoby powiedzieć „dwadzieścia pięć”, wystarczyłoby powiedzieć „trzydzieści”, tym bardziej że był to szacunek a nie dokładne obliczenie. Czy oceniając minąłby się z prawdą, gdyby powiedział prawie trzydzieści stadiów lub prawie dwadzieścia pięć? Ale wychodząc od dwudziestu pięciu mówi trzydzieści. Zapytajmy o liczbę dwadzieścia pięć. Skąd się bierze, w jaki sposób powstaje? Przez pomnożenie pięciu przez pięć. A ta liczba pięć odnosi się do Prawa. Pięć się Ksiąg Mojżeszowych, pięć jest tych krużganków, w których mieścili się chorzy, pięć jest tych chlebów, które karmią pięć tysięcy ludzi. Liczba dwadzieścia pięć oznacza więc Prawo, ponieważ pięć razy pięć, to znaczy pięć razy po pięć daje dwadzieścia pięć, pięć do kwadratu. Lecz temu Prawu, które przyszło przed Ewangelią, brakowało doskonałości. Doskonałość zaś zawiera się w liczbie sześć. Dlatego w ciągu sześciu dni Bóg ukończył świat. I tamta piątka pomnożona ma być przez sześć, aby Prawo wypełniło się przez Ewangelię, aby sześć piątek dało trzydzieści. Do tych więc, którzy wypełniają Prawo, przychodzi Jezus. A jak przychodzi? Depcząc fale, mając pod nogami wszystkie zamęty świata, uciskając wszelką pychę światową. Dokonuje się to, im więcej jest tych rzeczy na świecie i im bardziej postępuje wiek świata. Mnożą się w tym świecie niepokoje, mnoży się zło, mnożą się przeciwności, coraz więcej jest tego wszystkiego, i wtedy Jezus przechodzi depcząc fale.

7. I jednak tak wielkie są niepokoje, że nawet ci, którzy uwierzyli w Jezusa i którzy próbują wytrwać do końca, obawiają się, czy nie ustaną. Gdy Chrystus depcze fale, uciska światowe potęgi i moce, chrześcijanin się lęka. Czy te rzeczy nie zostały mu zapowiedziane? Słusznie uczniowie „się przestraszyli” (J 6,19), gdy Jezus kroczył po falach: w taki sposób chrześcijanie, chociaż pokładają nadzieję w przyszłym świecie, gdy widzą uciskane potęgi tego świata, bardzo są zaniepokojeni z powodu upadku ludzkich spraw. Otwierają Ewangelię, otwierają Pisma i okazuje się, że tam wszystkie te rzeczy są przepowiedziane, ponieważ Pan tak uczynił. Ucisnął wyniosłych ludzi świata, aby uwielbiony został przez pokornych. O tej ich wielkości zostało powiedziane: „Niszczysz potężne miasta” i „Wrogowie zostali pokonani ostatecznie i zniszczyłeś miasta” (Ps 9,7). Czemu więc się boicie, chrześcijanie? Chrystus mówi: „To ja jestem, nie bójcie się”. Czemu te rzeczy was napełniają lękiem? Czego się boicie? Ja to przepowiedziałem ja to czynię, trzeba, aby się stało. „Ja jestem, nie bójcie się. Chcieli więc zabrać Go do łodzi”: poznając Go i ciesząc stali się bezpieczni. „I natychmiast łódź znalazła się przy brzegu, gdzie się udawali” (J 6,20-21). Dotarli do brzegu: z wody na ląd, z zamieszania do stabilności, z drogi do celu.

Augustyn, Komentarz do Ewangelii Jana, XXV, 4-7

Tłum. P.M.Szewczyk

[button link=”http://patres.pl/augustyn-szukac-jezusa/”]Czytaj następną część[/button]

[button link=”http://patres.pl/augustyn-jeszcze-nie-chcial-byc-krolem/”]Czytaj poprzednią część[/button]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *