Artykuły patrystyczne

Arianizm w ocenie Atanazego

Termin „arianizm”, jeśli wziąć pod uwagę tylko jego strukturę formalną, oznacza po prostu poglądy teologiczne czy filozoficzne Ariusza. Tak właśnie Jan Szymusiak rozpoczyna w Encyklopedii Katolickiej artykuł wyjaśniający hasło „arianizm”: jest to według niego „nauka teologiczna Ariusza dotycząca tajemnicy Trójcy Świętej, w szczególności relacji Boga Ojca do Syna Bożego”[abbr title=”J. Szymusiak, „Arianizm” w: Encyklopedia Katolicka, t. I, k.911″](1)[/abbr]. Jednak lektura pism Atanazego, którego imię związane jest z arianizmem nie mniej niż imię Ariusza, nie pozostawia wątpliwości, że dla Patriarchy słowo to odnosi się do zdecydowanie szerszej rzeczywistość, w której doktryna stanowi ważny, ale nie fundamentalny element. Chciałbym zatem w moim wystąpieniu najpierw zwrócić uwagę na to, czym właściwie arianizm był dla Atanazego, następnie przedstawić, jak Patriarcha przez lata swojej działalności pasterskiej ustosunkowywał się do tego zjawiska i wreszcie w ostatniej, trzeciej części tego wystąpienia powiedzieć dwa słowa o tym, jak przyczynił się on do powstania tego arianizmu, który dzisiaj znamy.

Arianizm: bardziej wydarzenie niż doktryna

Zacząć wypada od słów, które Atanazy napisał we wstępie do „Mów przeciw arianom”. Wydaje się, że rolą tego wstępu było nie tyle wprowadzenie czytelnika w szczegółowe zagadnienia egzegetyczno-doktrynalne, które Patriarcha poruszał w tych pismach, co raczej po prostu w „ta areia”, czyli w sprawy Ariusza i w to wszystko, co się z nim wiąże, w „arianizm” rozumiany szerzej niż nauka teologiczna Ariusza. Atanazy rozpoczął „Mowy przeciw arianom” w następujący sposób:
[quote]Z herezjami jest tak, że to, jak daleko odstąpiły od prawdy, ujawniają wtedy, gdy wymyślają sobie obłędne nauki, ale ich bezbożność już od dawna jest dla wszystkich jawna. Przecież odłączenie się od nas ludzi, którzy wynaleźli tego rodzaju rzeczy, może być jasnym dowodem – jak napisał błogosławiony Jan (por. 1 J 2,19) – że ich myślenie ani nie było, ani też obecnie nie jest naszym. Dlatego – jak powiedział Zbawca (por. Mt 12,30) – ci, którzy nie zbierają z nami, rozpraszają razem z diabłem i czatują na śpiących, aby posiać swój zgubny jad i mieć współtowarzyszy własnej agonii [abbr title=”Mowy przeciw arianom I,1″](2)[/abbr] .[/quote]

Dla Atanazego zatem – i jest to sprawa, o której dobrze jest pamiętać czytając jego dzieła – herezja nie jest błędną doktryną; herezja błędną doktrynę, czy też „obłędną naukę” wymyśla, ale sama jest czymś starszym i bardziej pierwotnym od niej. Znamienne jest, że według Patriarchy pierwszy dowód na nieortodoksyjność doktryny znajduje się nie w niej samej, nie w jej „obłędzie”, ale w postawie jej nauczycieli: kto się od nas odłącza – rozumuje Atanazy – nie myśli tak jak my. Patriarcha czyni w tym miejscu aluzję do 1 Listu św. Jana Apostoła, idzie jednak krok dalej niż autor natchniony. O ile bowiem Jan pisze, że „nie byli z nas, bo gdyby byli, pozostaliby z nami” (1 J 2,19), o tyle Atanazy zamienia „nie byli z nami” na „nie myśleli jak my” i utrwala tego rodzaju rozbieżność w myśleniu dorzucając „ani też obecnie ich myślenie nie jest naszym”. Ostatecznie wydaje się, że dla Atanazego „myślenie”, czyli doktryna, ma zupełnie drugorzędne znaczenie: najważniejsze jest trwanie w jedności. Koronnym argumentem na słuszność takiej postawy mają być słowa samego Zbawcy: „kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”, które Atanazy wypowiada w pierwszej osobie liczby mnogiej, co pozwala przypuszczać, że myśli zarówno o sobie, jak i o całym Kościele, który jako Patriarcha uosabia. Ostatecznie za kryterium ortodoksyjności doktryny Atanazy przyjmuje więź między jej głosicielem a sobą, czy też Kościołem. Błędnym uproszczeniem byłoby zapewne stwierdzenie, że Patriarcha uznawał za ortodoksyjne to, co pochodziło od niego, a za nieortodoksyjne to, co pochodziło od jego wrogów, niemniej jednak miał zdecydowanie więcej zaufania do nauk głoszonych przez swoich przyjaciół i współpracowników, niż do doktryn pochodzących od tych, którzy za nim nie przepadali.

W dalszej części wstępu do „Mów przeciw arianom” Atanazy rozwija tego rodzaju koncepcję herezji, której wyznacznikiem jest nie tyle błąd teologiczny, co raczej zerwanie kościelnej jedności, posługując się dowodem, który można by nazwać „argumentem z imienia”. Patriarcha stwierdza:
[quote]Podczas gdy my wszyscy od Chrystusa zwiemy się i jesteśmy chrześcijanami, Marcjon, wynalazca herezji, został niegdyś wyłączony ze wspólnoty i ci, którzy pozostali po wyrzuceniu tamtego, nadal byli chrześcijanami, a ci, którzy poszli za Marcjonem, od tego czasu już nie nazywali się chrześcijanami, lecz marcjonitami. Tak samo również Walentyn, Bazylides, Manes i Szymon Mag przekazali własne imię tym, którzy poszli za nimi, i jedni nazywani są walentynianami, drudzy bazylidianami, manichejczykami, czy też Szymonikami (…).Tak samo więc, skoro błogosławiony Aleksander wyłączył ze wspólnoty Ariusza, ci, którzy pozostali przy Aleksandrze, pozostali chrześcijanami, natomiast ci, którzy poszli za Ariuszem, nam, będącym z Aleksandrem, pozostawili imię Zbawcy, a oni odtąd otrzymali imię arian. I oto nawet po śmierci Aleksandra ci, którzy zachowują wspólnotę z jego następcą Atanazym i z którymi Atanazy jest we wspólnocie, postępują w ten sam sposób: ani oni nie biorą sobie jego imienia, ani on nie jest nazywany od ich imion, lecz wszyscy nadal nazywają się po prostu chrześcijanami [abbr title=”tamże”](3)[/abbr].[/quote]

Zastanawianie się nad wartością metodologiczną tego rodzaju argumentu wykracza poza temat, którym tutaj się zajmujemy, choć niewątpliwie kwestia warta jest uwagi. Dla nas ważne jest przede wszystkim to, że Atanazy tak radykalnie odmawia imienia chrześcijan tym, którzy związani są z Ariuszem. W przypadku wymienionych przez niego imion i doktryn, które w jego czasach były już rzeczywiście zupełnie obce Kościołowi – jak Marcjon, Walentyn, Bazylides czy Manes – takie postępowanie jest zrozumiałe: dwa wieki historii dowiodły, że rzeczywiście mamy do czynienia z odmiennymi zjawiskami i doktrynami, które zasłużyły na odmienne nazwy. Wątpliwości natomiast może budzić tego rodzaju postawa wobec sprawy całkiem świeżej i wobec doktryny teologicznej, która jeszcze nie została ostatecznie przez całość chrześcijaństwa osądzona, a taką właśnie była w IV wieku nauka Ariusza i jego sympatyków. I chociaż Atanazy doskonale wiedział, że nie wszyscy podzielają jego opinię, sam bardzo zdecydowanie twierdził, że arianizm nie jest chrześcijaństwem i pisał Mowy przeciw arianom między innymi po to, żeby przekonać do swoich racji Kościół: „ci zaś – twierdził – którzy nazywają tych ludzi chrześcijanami, bardzo się mylą, jako że ani nie czytali Pism, ani w ogóle nie znają chrześcijaństwa i będącej w nich wiary” [abbr title=”tamże”](4)[/abbr] . Atanazy zatem bardzo świadomie i z wewnętrznym przekonaniem traktuje arianizm nie jako doktrynę czy koncepcję teologiczną, ale jako swego rodzaju anty-Kościół. Według Patriarchy Ariusza należy ustawić nie w opozycji do Aleksandra, Atanazego czy jakiegoś innego nauczyciela, ale samego Chrystusa. „U nich na miejscu Chrystusa jest Ariusz – pisze Patriarcha w Mowach przeciw arianom – (…) a zamiast Mojżesza i innych świętych wynaleźli sobie jakiegoś Sotadesa, z którego sami Grecy się naśmiewają” [abbr title=”Mowy przeciw arianom I,2″](5)[/abbr]. Dlatego dyskusja teologiczna z arianizmem ma dla niego drugorzędne znaczenie, a imię chrześcijanina otrzymuje się nie tyle przez posiadanie chrześcijańskich poglądów – chociaż to jest oczywiście ważne – lecz zasługują na nie ci, którzy „utrzymują wspólnotę z (…) Atanazym i z którymi Atanazy jest we wspólnocie”. Arianizm jest w oczach Atanazego nie tyle fałszywą doktryną, co raczej fałszywym Kościołem, który rodzić może z siebie tylko fałsz.

Ariusz jak biskup

Takie rozumienie arianizmu przez Atanazego jest właściwie oczywiste, jeśli uświadomimy sobie, że dla Patriarchy Ariusz był nie tylko teologiem proponującym jakąś koncepcję teologiczną, ale przede wszystkim ważnym prezbiterem Kościoła, człowiekiem, który z powodzeniem mógłby objąć przywództwo nad chrześcijaństwem Egiptu. Jak wiadomo, Atanazy od wczesnej młodości przebywał w pobliżu Patriarchy Aleksandra, kształcił się u jego boku i był przez Patriarchę stopniowo coraz głębiej wprowadzany w sprawy kościelne. Wszelkie ustalenia chronologiczne związane ze starożytnymi biografiami są oczywiście hipotetyczne, ale można przypuszczać, że Atanazy przyjął chrzest i pojawił się u boku Aleksandra jako piętnasto lub szesnastoletni młodzieniec około roku 315, czyli w dwa lub trzy lata po objęciu przez Aleksandra stolicy biskupiej. Wybory, które wyniosły Aleksandra do godności biskupiej, odbyły się bowiem w 313 roku, a podczas tych wyborów – jak świadczy zarówno Teodoret [abbr title=”Teodoret, Historia kościelna I,2,9″](6)[/abbr]  jak i Filostorgiusz [abbr title=”Filostorgiusz, Historia kościelna, I,3″](7)[/abbr]  – konkurentem Aleksandra był Ariusz. Atanazy pojawia się u boku Aleksandra, gdy po przegranych przez Ariusza wyborach napięcie między nim a Patriarchą pogłębiło się i przeradzało w coraz bardziej otwarty konflikt. Ścisły związek Atanazego z Aleksandrem, który będzie się coraz bardziej pogłębiał, od początku ustawił go zatem w opozycji do Ariusza, nie tylko jako kontrowersyjnego teologa, ale jako przywódcy całego stronnictwa, które burzy kościelną jedność przez dystansowanie się a nawet wrogość wobec Patriarchy.

W liście napisanym do Aleksandra biskupa Konstantynopola, przekazanym przez Teodoreta, będącym chyba najstarszym świadectwem na temat sporu Aleksandra z Ariuszem, Patriarcha tak opisuje panującą wówczas w tamtejszym Kościele sytuację:
[quote]Ariusz i Achilles (…) nie wytrwali w posłuszeństwie Kościołowi, lecz zbudowali sobie jaskinię zbójców i organizują we własnym gronie nieustanne synody, wprawiając się w nocy i za dnia w oskarżeniach przeciw Chrystusowi i przeciw nam. Ci ludzie sprzeciwiając się wszelkiej pobożnej i apostolskiej opinii prowadzą przy pomocy żydowskiej wymówki wrogi Chrystusowi warsztat: negują boskość naszego Zbawcy i głoszą, że jest równy wszystkim bytom. (…) Umacniając bezbożny pogląd Greków i Żydów na temat Chrystusa, zabiegają u nich o jak największe uznanie, posługują się zaś tym wszystkim, co oni wykorzystują dla wyszydzenia nas, przeciwstawiają się nam otwarcie i gorliwie zastawiają pułapki.  (…) Nierozdartą szatę Chrystusa, której żołnierze nie chcieli podzielić, oni ośmielili się rozciąć. My zatem, co prawda z racji na ich uniki dość późno, ale podjęliśmy decyzję odpowiednią do ich życia oraz bezbożnego działania i jednogłośnie wyrzuciliśmy ich z Kościoła, który czci boskość Chrystusa [abbr title=”Historia kościelna, I,4″](8)[/abbr].
[/quote]

Trudno uniknąć wrażenia, że spór teologiczny jest tylko czubkiem góry lodowej. Knowania nieprzyjaciół Aleksandra skierowane są oczywiście przeciw Chrystusowi, ale także przeciw Patriarsze. „Wrogi Chrystusowi warsztat”, który otworzył Ariusz i jego stronnictwo, nie produkuje tylko i wyłącznie fałszywej nauki, ale przy jej pomocy „wyszydza Patriarchę, przeciwstawia się mu otwarcie i gorliwie zastawia na niego pułapki”. Ostatecznym powodem wyrzucenia tych ludzi z Kościoła jest to, że „ośmielili się rozciąć” całodzianą szatę Chrystusa. Trudno nie dostrzec podobieństwa tych słów do Atanazjańskiego wstępu do Mów przeciw arianom: Ariusz nie tylko proponuje jakąś wątpliwą doktrynę, on organizuje konkurencyjną wspólnotę posługując się własną nauką.

Ariusz został więc wyłączony ze wspólnoty, bo swoją działalnością wprowadzał podział we wspólnotę Kościoła i rywalizował z Aleksandrem. Sama natomiast nauka głoszona przez Aleksandryjskiego prezbitera nie była na tyle bulwersująca i jawnie nieortodoksyjna, żeby usprawiedliwić tak radykalny krok, o czym Patriarcha musiał zdać sobie dość szybko sprawę. Wyrzucony przez niego ze wspólnoty Ariusz dość łatwo zdobywał bowiem liczne listy jedności od różnych biskupów, co siłą rzeczy czyniło decyzję Aleksandra niezrozumiałą i podważało jej sensowność. Aleksander nie miał najwidoczniej zamiaru się z niej wycofywać, dlatego musiał ją uprawomocnić w oczach całego Kościoła, co wiązało się z koniecznością przekonania biskupów, że nauka Ariusza jest błędna i to tak poważnie, że zasłużył on na wyrzucenie z Kościoła. Znamienne jest, że pierwszy list okólny do biskupów, w którym Aleksander wyjaśnia, na czym polega błędna nauka Ariusza, napisany został z tego powodu, że – jak czytamy w tym piśmie:
[quote]…niektórzy podpisali z nimi listy jedności przyjmując ich do Kościoła, co naraża tych naszych współbraci w posłudze na poważny jak mi się wydaje zarzut, jako że nie postąpili zgodnie z apostolską normą , lecz wzmocnili ogień obecnego w tych ludziach diabelskiego działania przeciw Chrystusowi. Z powodu tych spraw, umiłowani, nie już dłużej się nie wahając powstałem, by ukazać wam niewiarę tych ludzi… [abbr title=”tamże”](9)[/abbr][/quote]

Dopiero w tym momencie rozpoczął się prawdziwy spór teologiczny i kształtowanie się „arianizmu” jako doktryny. Wydaje się, że Ariusz nie został wyłączony ze wspólnoty li tylko jako heretyk, skoro jego nauka przez bardzo wielu biskupów uważana była za jak najbardziej poprawną. Również świadectwo Sozomena mówiące o wahaniach Aleksandra podczas dyskusji nad doktryną Ariusza sugeruje brak jednoznacznego potępienia jego sposobu myślenia i mówienia o Chrystusie . Nieortodoksyjność nauki Ariusza nie była oczywista i nie była bezpośrednim powodem wyłączenia go ze wspólnoty. Korzeniem natomiast i paliwem „sporów Ariańskich”, zwłaszcza w pierwszym okresie, był po prostu brak jedności we wspólnocie egipskiego Kościoła, w którym od około roku 305 było właściwie dwóch „Patriarchów”: Aleksander i Melicjusz, zaś rosnąca rola Ariusza groziła pojawieniem się trzeciego. Swoją polityką kościelną Aleksandrowi udało się umocnić własną pozycję i rok po roku chrześcijaństwo nad Nilem stawało się coraz bardziej jednym organizmem, którego zwornikiem był urząd Patriarchy. Po synodzie w Nicei Aleksander, któremu najwyraźniej sprzyjał Cesarz, był właściwie niekwestionowanym przywódcą chrześcijan w Egipcie, a opozycyjne wobec niego środowiska skupione według Melicjusza i Ariusza traciły na znaczeniu i włączane do wspólnoty podległej Aleksandrowi. Śmierć Aleksandra w roku w 328 i konieczność wyboru nowego Patriarchy musiały na nowo rozdmuchać spór. Stronnictwo Aleksandra bardzo szybko na jego następcę (podobno wyznaczonego przez umierającego Patriarchę) wybrało Atanazego, co jawnie pokrzyżowało plany innych biskupów, stronników Ariusza i Melicjusza, którzy liczyli na znalezienie bardziej kompromisowego czy też bardziej „swojego” kandydata. Objęcie urzędu przez Atanazego spotkało się zatem z silnym sprzeciwem: wrogowie Atanazego z determinacją i – jak wiadomo – nie bez sukcesów dążyli do usunięcia go z urzędu. Przeciwnicy Atanazego zarzucali mu głównie nadużywanie władzy, ale w jego oczach to, co go spotkało, było tak naprawdę prostą kontynuacją konfliktu Aleksandra z Ariuszem, dlatego każdy, kto sprzeciwiał się zasiadaniu Atanazego na Aleksandryjskiej stolicy biskupiej, był postrzegany i przedstawiany przez niego jako ukryty lub jawny zwolennik heretyckich poglądów Ariusza.

Poglądy Ariusza według Atanazego

Jednak nawet jeśli konflikty personalne, zawiści i pragnienie wpływów w Kościele legły u podstaw „sporów ariańskich”, to nie ma wątpliwości, że polem walki była teologia, a same spory teologiczne wyrosłe z konfliktów, o których przed chwilą była mowa, były sporami autentycznymi, nawet jeśli intencje prowadzących je teologów nie były od początku do końca czysto „teologiczne”. Warto zatem przejść do tego, co najciekawsze, czyli do opinii Atanazego na temat poglądów Ariusza, czy raczej „arianizmu”.

Atanazy polemice z różnej maści arianami poświęcił wiele pism i roztrząsał bardzo wiele kwestii szczegółowych, posługiwał się jednak pewnym prostym schematem, do którego przykładał różne opinie teologiczne, by zawyrokować o tym, czy są ariańskie, czy nie. W Liście do Jowiana, Atanazy streszcza poglądy Ariusza i tych, co razem z nim ośmielili się „przekręcić” wiarę chrześcijańską i „zniszczyć ją wprowadzając w jej miejsce własną bezbożność”:
[quote]Twierdzą, że Syn Boży powstał z niebytu, że jest stworzeniem, dziełem, że jest zmienny [abbr title=”Atanazy, List do Jowiana”](10)[/abbr].[/quote]
Na arianizm składają się zatem trzy podstawowe twierdzenia: powstanie Syna Bożego z niebytu, określenie go mianem „stworzenia i dzieła” (ktisma, poiema) oraz uznanie za zmiennego .

Arianizm jest zatem wszędzie tam, gdzie mówi się o rzeczywistym zapoczątkowaniu Syna, które czyniłoby go „mniej wiecznym” niż Bóg, co wyraża określenie „powstał z niebytu”. Tak według Patriarchy uważał bowiem Ariusz: „Syn od Boga posiada istnienie, przekazane Mu zostały liczne chwały, życie i wszystko, i w tym znaczeniu Bóg jest Jego początkiem. Rozpoczyna Go przecież jako Jego Bóg i jako Ten, który istnieje przed Nim” . Według Ariusza – tak przynajmniej jego sposób myślenia postrzegał Atanazy – imię „Syn” oznacza rozróżnienie od Ojca, „Syn” to po prostu „nie Ojciec”, dlatego czasowniki „zrodzić”, „stworzyć”, „uczynić” można właściwie stosować zamiennie, gdyż w byciu Synem chodzi głównie o to, że się pochodzi od Ojca, że Ojciec jest pierwszy, że daje życie czy powołuje do istnienia; o Synu można więc równie dobrze powiedzieć „stworzenie”.

Według Atanazego Ariusz błędnie rozumie posiadanie przez Syna początku w Bogu. Syn ma początek – wyraża to przecież już samo imię „Syn” – ale „początkiem, korzeniem i źródłem Syna jest istota Ojca” . W pierwszej Mowie przeciw arianom Atanazy tłumaczy tę kwestię dość dokładnie:
[quote]Ojciec jest początkiem i rodzicem Syna. Ojciec jest ojcem, i nie urodził się jako czyjś syn. Syn natomiast jest synem, a nie bratem. Słusznie jednak mówi się, gdy płód Ojca nazywa się wiecznym. Istota Ojca nie była nigdy niekompletna, żeby to, co jest jej własne, miało uzupełnić ją później. Również Syn nie narodził się jak człowiek rodzi się z człowieka, aby musiał pojawić się po istnieniu ojca, lecz jest płodem Boga i należąc do istniejącego wiecznie Boga, istnieje wiecznie. (…) Jeśli więc jest Synem – a to przecież również Ojciec mówi i Pisma głoszą – i jeśli słowo „Syn” nie oznacza nic innego jak zrodzonego z Ojca, a tym, co zrodzone z Ojca, jest Jego Logos, Mądrość i odblask, to czy nie należy stwierdzić, że mówiąc: „Było kiedyś tak, że Syn nie istniał” wykradają Bogu Logos jak jacyś złodzieje i jawnie występują przeciw Niemu mówiąc, że istniał kiedyś bez własnego Logosu i Mądrości, że światło istniało kiedyś bez blasku a źródło było bezpłodne i suche?” [abbr title=”Atanazy, O synodach w Rimini i Seleucji, 16″](11)[/abbr].[/quote]
Według Atanazego arianizm popełnia błąd próbując mówić o Bogu bez Syna, o jakimś „kiedyś” bez Niego. Taki Bóg bez Syna, którego arianie potrafią sobie wyobrazić przypisując Mu zapoczątkowanie Syna, jest dla Atanazego bezbożnością, jest odarciem istoty Bożej z Logosu i Mądrości.

W De decretis Nicaeae Synodi znajdujemy pozytywne ujęcie tego przekonania, gdy Atanazy stwierdza:
[quote]O wiele bardziej prawdziwe jest więc ukazywanie Boga ze względu na Syna i nazywanie Go Ojcem, niż określanie Go tylko ze względu na dzieła i mówienie, że jest On niestworzony. (…) Imię Ojca mówi o Jego własnym płodzie [pochodzącym] z Jego istoty. (…) Termin „niestworzony” wynaleziony został przez pogan, którzy nie znali Syna, zaś imię „Ojciec” sam Pan dał nam łaskawie poznać. On bowiem wiedząc, czyim jest Synem, powiedział: Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (J 14,9), Kto Mnie widzi, widzi i Ojca (J 14,10) oraz Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10,30). (…) Chciał, żeby serce  naszej wiary w tym się zawierało: nie wezwał nas przecież do chrztu w imię niestworzonego i stworzonego, ani w imię nieuczynionego i uczynionego, ale w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego [abbr title=”Atanazy, O dekretech Soboru Nicejskiego, 31″](12)[/abbr].
[/quote] Ponownie widać jasno przekonanie Atanazego, że spór z arianizmem dotyczy sprawy ważnej, zasadniczego punktu, serca (kefalaion) wiary chrześcijańskiej, która daje Kościołowi zupełnie nowe poznanie Boga, wgląd w Jego wewnętrzne życie, zanurza go w Trójcę. Przyjmując takie rozumienie Bożego Synostwa Logosu, jakie proponuje Ariusz, Kościół straciłby to, co odróżnia go od pogan; właściwie nie byłoby już w Bogu Trójcy, bo Syn znalazłby się poza Bogiem.

Atanazy określenie „Syn” rozumiał odwrotnie niż Ariusz, mówiło ono raczej o ścisłym związku Syna z Ojcem i o podobieństwie do Niego – zwłaszcza, że Pismo często dorzuca przecież określenie „jednorodzony”; „Syn” to dla Atanazego właściwie „drugi Ojciec”, „ktoś jak Ojciec”. Dlatego arianizm jest według Patriarchy faktycznym zanegowaniem Bożego Synostwa Chrystusa: „Jeśli Syn, to nie stworzenie, jeśli zaś stworzenie, to nie Syn; wielka między nimi różnica! I nie może On być Synem i stworzeniem, aby Jego istota nie była pojmowana jako zarówno [będąca] z Boga, jak i zewnętrzna w stosunku do Boga” (13).

Warto jeszcze dodać jedną rzecz na koniec: Atanazjańskie rozumienie Synostwa Bożego nastręczało wielu problemów egzegetycznych, które domagały się nowatorskich rozwiązań. Teologia ariańska była dużo bardziej konserwatywna w tym sensie, że wystarczało jej powtarzanie i wierne przyjmowanie słów Pisma Świętego, chociażby słynnych wersetów z Księgi Przysłów, gdy Mądrość Boża mówi: Pan mnie stworzył (8,22). Atanazy w sporze z arianizmem interpretuje te wypowiedzi w zupełnie nowy sposób: nie odnoszą się one do powstania, zrodzenia czy pojawienia się (jak zwał, tak zwał) Syna, ale do Jego wcielenia. Atanazy pisze:
[quote]Logos, gdy przemawiał przez Salomona, nie wskazywał więc w tym tekście ani na istotę swojej boskości, ani na wieczne i prawdziwe zrodzenie ze swojego Ojca, lecz na to, co ludzkie, i na Jego podjętą ze względu na nas ekonomię. Dlatego też, jak już mówiłem, nie powiedział: „Jestem stworzeniem” ani „Stałam się stworzeniem”, lecz jedynie: „stworzył” [abbr title=”Atanazy, Mowy przeciw arianom II,45″](14)[/abbr].[/quote]

Syn zatem został stworzony, ale nie jako Syn – Jego istota pozostaje boska i wieczna – ale jako człowiek. Atanazy więc za wszelką cenę broni przeciw arianizmowi niestworzoności Logosu, żeby obronić Trójcę i dostęp jaki do Niej mamy dzięki wcieleniu pozostającego w łonie Ojca Syna.

ks. dr Przemysław M. Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *