Ryzyko intelektualnego trądu. Kilka uwag do komentarza Bedy Czcigodnego

mowca

Komentarz Bedy Czcigodnego do perykopy o trędowatych oczyszczonych przez Jezusa przynosi frapującą interpretację wydarzenia, które miało miejsce na pograniczu Samarii i Galilei, a o którym czytamy w 17. rozdziale Ewangelii św. Łukasza.

Przede wszystkim mnich proponuje wyjaśnienie alegoryczne zajścia. Zostawmy na boku pytanie o prawomocność takiej metody przy fragmentach Pisma, które opowiadają wydarzenia historyczne. Szkoła antiocheńska podobnie jak wielu współczesnych egzegetów miałaby pewne zastrzeżenia, ale metoda przenośnego odczytania historii ma swoich znaczących sprzymierzeńców, chociażby w osobie św. Augustyna.

W alegorycznym odczytaniu Pisma materiał dostarczany przez tekst służy często jako odskocznia, czy inspiracja do przekazania treści, które faktycznie są zupełnie nieobecne w omawianym tekście. Nie inaczej jest z alegorią zaproponowaną przez Bedę. W konsekwencji znika w komentarzu sens przekazywany w literze danego fragmentu Pisma, a pojawia się temat zupełnie nowy. Jakie zagadnienie porusza więc Beda Czcigodny na kanwie opowieści o oczyszczeniu dziesięciu trędowatych? Mnich postanowił przy tej okazji powiedzieć o problemie, który także dzisiaj jest niezwykle ważny dla Kościoła i świata: Beda mówi o głoszeniu nauki.

W komentarzu czytamy:

Nie jest nieuzasadnione rozumieć trędowatych jako ludzi, którzy nie mając poznania prawdziwej wiary, wyznają różnego rodzaju błędne doktryny. Nie ukrywają oni swojej niewiedzy, lecz wystawiają ją na widok publiczny jako wielką biegłość oraz ostentacyjnie chełpią się swoimi przemowami. Nie istnieje zaś żadna błędna doktryna, która nie miałaby jakiejś domieszki prawdy. Nieuporządkowane pomieszanie prawdy i fałszu w jednym rozumowaniu czy opowiadaniu człowieka, niczym pojawienie się na jednym ciele różnych kolorów, symbolizuje trąd zmieniający naturalne kolory różnych części ludzkich ciał na fałszywe i wywołujący plamy.

Bardzo dojrzała obserwacja: chorobą wielu głosicieli jest podobne do trądu psującego miejscami zdrowe ciało przemieszanie w ich myśleniu i mówieniu przekonań prawdziwych i fałszywych. Sam fakt takiej przypadłości nie czyni jeszcze prawdziwego trędowatego, bo na dobrą sprawę każdy człowiek tak ma… Trędowaty zgodnie z zaleceniem Prawa Mojżeszowego ma jeszcze głośno wołać, że jest nieczysty, co Beda łączy z podobną postawą wielu „trędowatych intelektualnie”: także i oni „chełpią się swoimi przemowami”. Chcecie przykładów? Otwórzcie internet, poczytajcie najostrzejszych publicystów lub teksty komentarzy osób, które wszystko jasno widzą i wiedzą, którzy oznajmiają wszystko ze zdumiewającą pewnością i stanowczością. Najczęściej ich twierdzenia są jak ciało trędowatego: trochę prawdziwe i trochę fałszywe.

Beda wskazuje na cztery rodzaje tego rodzaju „prawdo-fałszu”, który ludzi czyni podobnymi do krzykliwych trędowatych, i wymienia kolejno „heretycką przewrotność, pogański zabobon, żydowską wiarłomność i zrywającą braterską miłość schizmę”. Wydaje się, że dobrze rozumiejąc naturę tych czterech doktrynalno-społecznych zjawisk do którejś z tych grup można by przyporządkować każdy z obecnie funkcjonujących i głoszonych przez wielu krzykliwych heroldów „izmów”, od nacjonalizmu po „multi-kultizm”, od komunizmu po kapitalizm, od liberalizmu po konserwatyzm, od anty- po filosemityzm. Jednak nie w klasyfikacji odmian intelektualnego trądu tkwi znaczenie nauki Bedy Czcigodnego, lecz w proponowanym lekarstwie na chorobę: przyjść do Kościoła.

Beda ma rację. Jedynym zabezpieczeniem przed popadnięciem w ten intelektualny, krzykliwy trąd dla ludzi zaangażowanych na polu doktrynalnym, dla ludzi, którzy mają ambicję głosić prawdę i przekonywać do niej innych, jest trwanie w jedności z Kościołem. Wtedy poglądy są ścierane, korygowane błędy, wsparcie znajduje to, co w naszych przekonaniach prawdziwe, wyhamowane zostają domieszki błędu.

ks. Przemysław M. Szewczyk

Dodaj Komentarz

Newsletter

Kolejna multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Wypowiadając Psalmy może ktoś podobać się Panu, zaś przez wprowadzanie w czyn tego, co mówi, może doprowadzić samego siebie do porządku i dziękować Panu, aby przez wierne trzymanie się tych słów nie dopuścić do popadnięcia w bezbożność. Przecież mamy zdać sprawę Sędziemu nie tylko z czynów, ale także z bezużytecznego słowa. Gdybyś więc zechciał kogoś pobłogosławić, w Psalmach: 1, 31, 40, 111, 118 i 127 masz podane w jaki sposób, w odniesieniu do kogo i co trzeba mówić
Atanazy Wielki, List do Marcelina, 15, IV wiek po Chr.