Bóg w ciele, Bóg w człowieku…

1. Narodziny Chrystusa, Jego własne, te pierwsze i dotyczące Jego boskości niech będą uczczone milczeniem. Lepiej jest nie nakazywać naszym umysłom badania tych spraw i męczenia się nimi. Co mógłby wymyślić umysł, skoro ani czas, ani wiek tego narodzenia nie wymierzył, żadne miejsce nie oglądało, żaden świadek nie był obecny? Jak język zdołałby przysłużyć się pojęciom? Istniał bowiem Ojciec, a Syn został zrodzony. Nie powiesz: kiedy? Porzuć to pytanie! Nie zapytasz: jak? Niemożliwa jest odpowiedź na to pytanie. „Kiedy?” dotyczy przecież czasu, a „jak?” powoduje ześlizgnięcie się w stronę cielesnych sposobów rodzenia. Ja powiem biorąc słowa z Pisma, że stało się to jak odblask z chwały i jak obraz z pierwowzoru. A jednak ponieważ tego rodzaju słowo dane jako odpowiedź nie zatrzyma twojej dociekliwości w rozważaniu, odwołam się do niewypowiedzianej chwały i przyznam, że sposób boskiego rodzenia jest nie do poznania dla rozważań i nie do wypowiedzenia dla ludzkiej mowy. Nie mów: „Skoro został zrodzony, to nie istniał” i nie trzymaj przez przewrotność w wypowiedzi z ludźmi pozbawionymi dobrego myślenia niszcząc prawdę przez tego rodzaju argumenty i brukając naukę o Bogu. Powiedziałem „został zrodzony”, aby ukazać Jego początek i przyczynę, a nie aby ogłosić Jednorodzonego jako późniejszego w czasie. Niech twój umysł nie zmierza ku pustce, błąkając się ku wiekom starszym od Syna, które ani nie istnieją, ani nie powstały. Jak bowiem rzeczy uczynione mogą być starsze od tego, kto je uczynił? Ale zapomniałem o tym, czego chciałem uniknąć, odchodząc ku tym zagadnieniom od zaplanowanej kolejności mowy. Zostawmy więc mówienie o tym wiecznym i niewypowiedzianym zrodzeniu, zdając sobie sprawę z tego, że umysł mniejszy jest od tych spraw, zaś słowo jeszcze bardziej niewystarczające niż myślenie.

2. Zbadać więc trzeba, dlaczego tak wielkie jest oddalenie się od prawdy na temat Logosu. Jeśli bowiem umysł nie potrafi dojść do natury spraw niepoznawalnych, to niemożliwe jest, żeby odkrył naturę Logosu przez porównanie z jakimiś innymi rzeczami osiąganymi rozumem. Oto Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi… nie przy pomocy ognia, trąby i dymiącej góry, czy też przez ciemność i burzę zatrważającą dusze ludzi, którzy słuchali nadawanych im praw, ale przy pomocy ciała rozmawiający w sposób zażyły i miły ze swoimi krewnymi. Bóg w ciele… Nie na skutek niestałego działania w prorochach, ale dlatego, że stworzył samemu sobie zjednoczone z Nim człowieczeństwo, i dzięki swojemu ciału, które jest pokrewne z naszym, do samego siebie przyprowadza całe człowieczeństwo. Ale jak to możliwe – ktoś powie – że oświecenie przyszło do wszystkich dzięki jednemu? W jaki sposób boskość przebywa w ciele? Jak ogień w żelazie: nie spalając go, ale oddając się mu. Ogień przecież nie pożera żelaza, które trwa przez cały czas, ale oddaje mu własną moc, tak że ten, który siebie daje, nie zmniejsza się, i równocześnie napełnia sobą to, co jest obdarowane. W taki sposób również Bóg Logos nie wyprowadził się z siebie samego, a „Logos zamieszkał wśród nas” (J 1,14). Niebo nie zostało opuszczone przez Tego, którego obejmuje, a ziemia przyjęła w swoje łono niebo. Nie pojmuj tego jako upadku boskości, nie przemieszcza się przecież z miejsca na miejsce jak ciała. Nie myśl, że boskość zmieniła się przekształcając się w ciało, bowiem to, co nieśmiertelne, jest niezmienne. Jakże więc – ktoś powie –  Bóg Logos nie został dotknięty słabością ciała? Odpowiemy: tak jak ogień, który nie przyjmuje na siebie cech żelaza. Żelazo jest czarne i zimne, ale jednak podpalone przybiera postać ognia, samo jaśnieje nie czyniąc czarnym ognia i samo się rozpłomienia nie spalając płomienia. Tak samo ludzkie ciało Pana samo miało udział w boskości, ale nie przekazało boskości własnej słabości.  Czy może nie pozwolisz, żeby boskość działała tak samo jak ten zmysłowy ogień, i wymyślasz jakieś doznanie w tym, który od doznań jest wolny, płynące z ludzkiej słabości? Nie rozumiesz, jak zniszczalna natura przez wspólnotę z Bogiem zachowała nieskazitelność? Zrozum tę tajemnicę. Z tego powodu Bóg jest w ciele, aby zabić kryjącą się w nim śmierć. Jak bowiem środki medyczne zwyciężają szkodliwe substancje łącząc się z ciałem i jak znajdująca się w domu ciemność ustępuje dzięki wniesieniu światła, tak samo śmierć, która zapanowała nad ludzką naturą, została zniszczona przez przyjście boskości. I jak lód w wodzie, podczas gdy trwają noc i ciemność, przeważa nad wilgocią, ale gdy ogrzeje go słońce topi się pod jego promieniem, tak samo śmierć panoszyła się pod nieobecność Chrystusa, kiedy zaś ukazała się zbawienna łaska Boga i wzeszło słońce sprawiedliwości, śmierć została zniszczona nie mogąc znieść obecności prawdziwego życia. O głębokości Bożej dobroci i miłości ku człowiekowi! Ze względu na ogrom miłości ku człowiekowi stawiamy opór niewoli. Dlatego, że Bóg jest w ludziach, ludzie pragną Logosu, wypada oddać cześć dobroci.

Bazyli Wielki, O Narodzeniu Pańskim

Tłum. P.M.Szewczyk

Jedna myśl na temat “Bóg w ciele, Bóg w człowieku…

  • 6 stycznia 2014 o 18:27
    Permalink

    Kiedyś nad tym właśnie myślałam : czy w wyniku Wcielenia Syn opuścił niebo? Bazyli Wielki pisze:”…niebo nie zostało opuszczone przez Tego, którego obejmuje, a ziemia przyjęła w swoje łono niebo.” Czym jest właściwie niebo? Czy nie wyobrażamy go sobie zbyt statycznie?

    I porusza mnie zdanie :” …dzięki swojemu ciału, które jest pokrewne z naszym, do samego siebie przyprowadza całe człowieczeństwo.”
    Na ogół mało rozumiemy z Wcielenia, zbyt mało. Niebo naprawdę jakoś połączyło się z ziemią i nasze człowieczeństwo zyskało nowy wymiar, nową głębię.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *