Co zrobić z upadłymi? Problemy nie tylko św. Korneliusza

ofiara

Druga połowa III wieku po Chrystusie to w Imperium Rzymskim czas intensywnych wysiłków reformatorskich podejmowanych przez kolejnych cesarzy i administrację państwową. Ponieważ jednak odbudowanie spójności olbrzymiego państwa wiązano z próbą umacniania jedności kulturowej obywateli na bazie dawnych rzymskich kultów pogańskich, dla chrześcijan był to czas bolesnych prześladowań. Nie godzili się na składanie ofiar dawnym bogom Rzymu ryzykując w ten sposób oskarżenie o postawę antypaństwową i karę śmierci.

Cesarz Decjusz zorganizował potężne prześladowanie Kościoła w latach 250-251, a rządzący kilka lat po nim Walerian pod koniec lat 50. III wieku przeprowadził podobną akcję prześladowczą. Te dwa prześladowania są tłem, na którym historię swojego życia pisał święty biskup Rzymu, Korneliusz.

Przyszły biskup Wiecznego Miasta pochodził z rodziny chrześcijańskiej i stopniowo powierzano mu w Kościele rzymskim coraz bardziej odpowiedzialne funkcje. Gdy prześladowania ze strony Decjusza doprowadziły do śmierci biskupa Fabiana, Kościół w Rzymie nie był w stanie przez dłuższy czas przeprowadzić wyborów nowego biskupa i w tym czasie kierował nim prezbiter Nowacjan. Gdy ustały prześladowania i dokonano wyboru następcy Fabiana, głosy ludu wskazały jednak nie na niego, lecz na Korneliusza. Stronnicy Nowacjana nie dali za wygraną i ogłosili, że biskupem Rzymu jest on a nie Korneliusz. Okazało się w ten sposób, że Kościół ma nie tylko wrogów zewnętrznych w postaci cesarza i wrogiej administracji państwowej, ale także wewnętrznych związanych ze słabością ludzkiej natury, chociażby z zazdrością i z brakiem jednomyślności na temat tego, co jest dobre i jak należy postąpić.

Różnica zdań między stronnictwami kościelnymi reprezentowanymi przez Korneliusza i Nowacjana nie polegała tylko na preferencjach wyborczych. Sprawa była dużo poważniejsza, dotyczyła bowiem oceny różnych postaw chrześcijan w czasie prześladowań. Nie wszyscy ludzie Kościoła byli heroicznymi męczennikami. Wielu ratowało swoje życie ucieczką, wśród nich również biskupi, którzy opuścili swoje wspólnoty i usiłowali wypełniać obowiązki z ukrycia. Niektórzy chrześcijanie poszli na mniejszy lub większy kompromis wobec nacisków administracji państwowej: wydali księgi czy majątki kościelne, a nawet posunęli się do udziału w nakazanych ofiarach pogańskich. Jak teraz, gdy ustały prześladowania, należy traktować tych, którzy wtedy upadli? Czy biskup lub ksiądz, który uciekł, może nadal posługiwać diecezji czy parafii? Wielu z tych, którzy wrócili do pogańskich praktyk pod groźbą śmierci, teraz prosi o przebaczenie i chce wrócić do Kościoła. Czy należy ich przyjąć? Czy zbytnia łagodność nie będzie skutkowała tym, że jeśli znowu pojawią się dekrety antykościelne, to wszyscy je wykonają poddając się bardziej cesarzowi niż Bogu?

Nowacjan i jego ludzie wybrali drogę surowości, Korneliusz nakładania pokuty i udzielania przebaczenia. Do uzgodnienia jednego stanowiska i przywrócenia jedności nie doszło. Spór trwał i obie strony przekonywały do swojego stanowiska chrześcijan Rzymu i innych Kościołów Cesarstwa, ponieważ podobne problemy przeżywały wspólnoty chrześcijańskie w innych miastach Imperium Rzymskiego, które również dotknięte zostały prześladowaniami. Ostatecznie zdecydowana większość chrześcijaństwa wybrała drogę, którą poszedł Korneliusz, rygorystyczne wspólnoty nowacjańskie słabły, by wreszcie w VII wieku zupełnie zaniknąć. Za praktykę właściwą Kościołowi uznano dopuszczanie do pokuty nawet największych grzeszników.

Korneliusz swoim przykładem dowiódł, że łagodność nie oznacza uległości, a okazywanie miłosierdzia nie wiąże się koniecznie ze szkodliwą pobłażliwością. Gdy w 252 roku, chwilę po ustaniu prześladowań zadekretowanych przez Decjusza, w Rzymie wybuchła epidemia, pogańska administracja miasta nakazała Rzymianom udział w ofiarach mających powstrzymać zarazę. Chrześcijanie odmówili znowu ściągając na siebie gniew zarówno ulicy, jak i władz. Znowu na moment wybuchły prześladowania. Niektórzy mówią, że wówczas podczas tego rodzaju rozruchów zginął Korneliusz. Inni utrzymują, że śmierć poniósł nie z ręki tłumu, ale na skutek wyroku władzy (Liber Pontificalis w biogramie Korneliusza błędnie podaje Decjusza jako cesarza wydającego wyrok na biskupa). Tak czy inaczej, biskup, który nie uważał, że unikanie męczeństwa nawet za cenę udziału w pogańskim kulcie zasługuje na definitywne wykluczenie z Kościoła, sam nie zawahał się oddać życie za wierność Chrystusowi.

Te wydarzenia z czasów naszych Ojców są ważną lekcją dla Kościoła: łagodność i miłosierdzie nie są słabością, ale siłą Kościoła. Skłonność Kościoła do przebaczania występków nie osłabia w chrześcijanach wierności prawdzie i sprawiedliwości, wręcz przeciwnie: niebezpieczeństwo tkwi w zbytniej surowości, która koniec końców stawia ludzi poza udzielaną w Kościele łaską.

ks. dr Przemysław Szewczyk

Dodaj Komentarz

Newsletter

Kolejna multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Ja bowiem wiem i wierzę, że nawet po swoim zmartwychwstaniu Jezus był w ciele. A kiedy przyszedł do Piotra z towarzyszami, powiedział do nich: „Weźcie, dotknijcie mnie i zobaczcie, że nie jestem bezcielesnym demonem”. I natychmiast dotknęli Go i uwierzyli, trzymając się mocno Jego ciała i ducha. Dlatego też śmiercią wzgardzili i okazali się ponad śmierć wyżsi.
Ignacy z Antiochii, List do Smyrneńczyków, II wiek po Chr.