Teodoret z Cyru o Wczłowieczeniu Boga

Uroczystość Narodzenia Pańskiego kieruje nasze oczy na tajemnicę, którą dziś nazywamy Wcieleniem, a o której Ojcowie mówili Wczłowieczenie Boga. Z tej okazji publikujemy na naszych łamach początek dziełka biskupa Cyru (V wiek po Chr.), Teodoreta „De Incarnatione”. Zapraszamy do lektury!

O wczłowieczeniu Pana

Rozdział I

Wspominanie boskiego działania przynosi korzyść słuchającym.

Człowiek, który wysłuchał tego, co na temat Trójcy świętej mówi pobożna nauka oraz dogmaty ewangeliczne, otrzymał – jak myślę – wystarczające nam pouczenie. Nie polemizowaliśmy bowiem z bezbożnikami sprzeciwiającymi się tej nauce, ale przedstawiliśmy wiarę Apostołów dla tych, którzy są uczniami. Ponieważ zaś wiadomo, że wielkość bożych dzieł jeszcze bardziej rozpala pragnienie tych ludzi, którzy kochają Boga, a to rozpalenie sprawia, że pojawiają się miłośnicy Boga, musiałem i na ten temat skierować słowo, przedstawiając przy pomocy nauki teologicznej działanie Boga w świecie (ekonomię) i ukazując jakiego rodzaju i jak znaczące rzeczy Twórca uczynił naszemu rodzajowi. Źródła bożych darów nie przestały nigdy ofiarowywać ludziom płynących z nich dóbr.

Rozdział II

Opowiedzenie o dziełach uczynionych przez Boga na rzecz człowieka na początku.

Twórca, od kiedy stworzył doskonale uporządkowany świat, obsypał naszą naturę różnorakimi dobrodziejstwami. Przede wszystkim uczynił coś, czego nie było, a kształtując to obdarzył czcią i proch przekształcił w naturę ludzką, jak zechciał: szpetnemu błotu ofiarował piękno i duszę, światło oczu, czystość spokoju, pełne policzki, giętki język, oraz obieg krwi we wszystkich członkach ciała, który nosi Boga, i skutecznie zapewnia żywotność ciału, nerwom i skórze, a także mocne kości i konieczny szpik, który w nich się znajduje, oraz wszystkie pozostałe rzeczy, które tylko posiada dostrzegalne oczami ludzkie życie. Oprócz tego dał mu rozum będący wodzem i sterem, napełnił go mądrością, wypełnił wszelką zdolnością i wiedzą, glinianej postaci dał poznać to, co logiczne, i figurę z prochu uczynił swoim własnym obrazem obdarowując ją przez dar nieśmiertelnej i rozumnej duszy panowaniem, przywództwem i zdolnościami twórczymi. Następnie ustanowił go królem zwierząt, zarówno czworonożnych jak i pełzających, pływających, oraz żyjących w obu środowiskach, a także ptaków latających w powietrzu. Ze względu na to rozpostarł nad nim niebo niczym jakiś najpiękniejszy portyk i utkał je kobiercem gwiazd, które przez swoje obroty przynoszą równocześnie korzyść: nakazał, żeby słońce wschodziło i zachodziło, żeby sprawiało dnie i noce oraz wyznaczało bieg czasu; żeby księżyc znikał i przybierał i żeby przez regularne zmiany zarówno sprawiał radość, jak i wskazywał zmiany pór roku. Pod nim zaś rozpostarł ziemię i dał jej barwny świat rozróżniając na niej lasy, pola i łąki, skrywając na wysokości góry, wykuwając doliny, ukazując pofałdowane przestrzenie i równiny, rozkazując, aby po środku niej tryskały źródła i nieustannie płynęły rzeki oraz wszystkie inne rzeczy, jakie tylko upiększają ziemię i morze.

Rozdział III

Dlaczego człowieka nazwał Adamem.

Po tym jak w ten sposób stworzył pierwszego człowieka, obdarzył go godnością podobieństwa i obsypał mnogością darów, nadał mu imię jego natury, nazwał go bowiem Adamem, co oznacza w języku hebrajskim „proch”. Również ono jest przejawem troski o człowieka. Ponieważ bowiem zamierzał uradować go tak wielkimi darami i ogłosić królem tych potęg, aby nie uniósł się pychą z powodu ogromu darów i aby podniesiony na wysokość władania nie znieważył Stwórcy, nie ściągnął na siebie wielkiego przekleństwa należnego tyranowi – tak jak wcześniej stało się z tym odstępcą, który niby błyskawica runął z nieba przez swoją próżność – mądry Pan wszechświata musiał zabronić człowiekowi nadęcia w myślach i nazwał go Adamem, aby na podstawie imienia zdał sobie sprawę ze swojego pochodzenia, był świadom źródeł własnej natury i mając przed oczami proch, swojego przodka, poznał dobrze samego siebie i uczcił tak wielką życzliwość wobec niego oraz ofiarowaną mu wielkość. Imię to ukazało już na początku, po stworzeniu troskę Stworzyciela o człowieka. W ten sposób od początku działał do końca jako ojciec, lekarz i nauczyciel, kierując, lecząc i ucząc człowieka cnoty.

Rozdział IV

Dlaczego kobietę stworzył z żebra.

Gdy w ten sposób ukształtował człowieka, tak go nazwał, od razu stworzył dla niego pomoc, narzędzie i towarzyszkę życia. Jednak nie bierze tworzywa tylko z ziemi, jak to było w jego przypadku, ale wziął jedno z jego żeber i posługując się nim jakby gliną i materiałem twórczym uczynił naturę kobiecą. Zrobił tak nie z powodu braku materii – do tworzenia wystarczyła Mu przecież tylko Jego wola – ale dlatego, że chciał przez zgodność natury ustanowić między nimi więź. Zasadza także raj i przyozdabia go wszelkiego rodzaju roślinami i daje go w darze człowiekowi jako jego mieszkanie, ofiarowując mu miejsce trenowania cnoty oraz nakaz nie wymagający trudu i wolny od potu, lecz bardzo łatwy dla człowieka zachowującego rozsądek.

Rozdział V

Dlaczego dał mu prawo

Gdy rozkazał korzystać mu ze wszystkich owoców rajskiego ogrodu, zabronił sięgać po jeden. Nie uczynił tego tak po prostu, ale po to, by poznał tego, który go uczynił, i aby mając na sobie niczym jarzmo prawo Stworzyciela poznał, że tak jak panuje nad wszystkim, co jest na ziemi, sam podlega panowaniu, że kieruje i jest kierowany, włada i posiada władcę, kieruje i podlega prowadzeniu. Poza tym nadanie prawa jest korzystne dla bytów logicznych, bowiem cechą bytów nielogicznych jest to, że kierowane są bez praw. Natomiast Stwórca nadał człowiekowi prawo dotyczące jedzenia, ponieważ nadanie innych praw było zbędne. Czego bowiem miał mu zabronić? Nie zabijaj? Nie było przecież nikogo, kto mógłby tego doznać? Może nie cudzołóż? Nie było jednak możliwe, żeby tego zapragnął, bo nie istniała żadna inna kobieta. Może nie kradnij? Ale czego? Przecież wszystko było jego. W tamtej więc sytuacji taki rozkaz był odpowiedni i pasował do nich nie tylko dlatego, że byli jedynymi istniejącymi ludźmi, ale także nie dlatego, że byli nowo narodzonymi dziećmi.

Rozdział VI

O wygnaniu Adama

Kiedy na skutek zawiści diabła i uległości kobiety dał się okłamać (niszczyciel naszej natury pochwycił bowiem w pułapkę Adama przez nią jako bardziej ufną, a wcześniej ją oszukał jako słabszą), natychmiast został wygnany z rajskiego ogrodu i zesłany na ziemię, z którą był spokrewniony, otrzymując w udziale pot, trud i cierpienie oraz powierzony trudom ziemi, smutkowi i innym ciężarom życia, które miały być dla niego niczym hamulec. Jako że wprzągł się w jarzmo nieszczęścia, ponieważ nie uniósł z wdzięcznością tamtego życia wolnego od trudu i smutku, miał dzięki trudom pozbyć się choroby wywołanej na skutek powodzenia. Dawca prawa przy pomocy śmierci kładzie kres biegowi nieprawości i sama ta kara ukazuje Jego miłość do człowieka. Skoro bowiem na mocy Jego postanowienia występek ma być sprzęgnięty ze śmiercią, a ten, który dopuścił się występku, otrzymał tego rodzaju karę, to ustanawia tym samym karę jako wybawienie. Śmierć bowiem rozwiązuje to życie, kończy działanie nieprawości, oddala trudy, uwalnia od potu, zabiera smutki i zmartwienia, kładzie kres doznaniom ciała. Z tak wielką miłością do człowieka Stwórca ogłosił karę!

Rozdział VII

Przedstawienie niewdzięczności ludzi i Bożej troski.

Jednak niewdzięczny rodzaj ludzki w żaden sposób z tego nie skorzystał, bowiem zamiast wdzięczności wykazał się jeszcze większą zatwardziałością. Od razu dopuścił się bratobójstwa, zbrodni, kłamstwa, brutalnej rozwiązłości, niesprawiedliwości, morderstw, wzajemnego rabunku i wszystkiego innego zła, jakie tylko grzech zdolny jest zrodzić. Lecz nawet wtedy Stwórca nie porzucił natury, którą ukształtował, lecz mądrze i na różne sposoby kształtował ją: lecząc, karcąc, nawołując, dając jej tego, czego potrzebowała, doradzając, grożąc, kierując ku niej ostrzeżenia, karząc złych, nagradzając dobrych, tego wywyższając, innego zabierając do góry[1], jeszcze innego dzięki drzewu ratując wraz z rodziną[2] i zachowując iskierkę natury, podczas gdy zatapiał ziemię i wodą niszczył ludzi dopuszczających się zła. Następnie od nowa powiększył ród ludzki czyniąc z częściowej kary powszechne uzdrowienie, wydzielił bezbożne miasta i spalił je ogniem z nieba, ale mieszkających w nich ludzi, którzy nie mieli udziału w bezbożności, zachował od kary[3]. Zsyłał powodzenie udzielając deszczu w odpowiednim czasie, pomnażając w sposób niewypowiedzialny ziarna rozsiewane przez ludzi, rozkazując drzewu wydawać z siebie obfitość owoców, darzył  powodzeniem, ale przez głód wychowując tych, którzy nie czerpali korzyści z obfitości. Zsyłał choroby, a następnie oddalał je i jak ostrogami spinał fundament życia kryjąc słońce za chmurami szarańczy i niszcząc owoce. Potem znowu czynił znak i odmieniał smutki, nie pozostawiając ludzi, którzy miłowali pobożność, ukazując się im, rozmawiając z nimi przyjaźnie i przez nich zapowiadając to, co miało nadejść.

Rozdział VIII

Wczłowieczenie Boga pełne jest miłości do człowieka.

Gdy jednak te i dziesiątki tysięcy innych niemożliwych do opowiedzenia form Bożego działania tylko garstce ludzi przyniosły korzyść, natomiast pozostali ludzie pozostawali nieuleczeni, wtedy dokonała się wielka i niewypowiedziana tajemnica Bożego działania: sam bowiem Logos Boga, twórca całego stworzenia, nieogarniony, nieopisany, niezmienny, źródło życia, światło ze światła, żyjący obraz Ojca, odblask chwały, odbicie istoty bierze na siebie ludzką naturę i odnawia własny obraz zniszczony przez grzech, odmładza postać postarzoną przez syna nieprawości, ukazuje ją piękniejszą od pierwszej, utworzył ją bowiem nie jak dawniej z ziemi, ale sam się w niej pokazał. Nie zamienił boskiej natury na ludzką, ale do boskiej dołączył ludzką, pozostając bowiem tym, czym był, wziął to, czym nie był. Uczy nas tego błogosławiony Paweł wołając: „Niech to myślenie w was będzie, które jest w Chrystusie Jezusie: On, istniejąc w postaci Bożej, nie uznał za swój łup być równym Bogu, ale samego siebie ogołocił, biorąc postać sługi”[4]. Z tych słów jasno wynika, że postać Boga, pozostając tym, czym była, wzięła postać sługi. „Postacią” zaś nazywa nie tylko wydawanie się człowiekiem, ale całą naturę ludzką. Tak jak „postać Boga” oznacza istotę Boga – boskość bowiem nie ma kształtu ani formy i nikt nie mógłby powiedzieć bez popadania w błąd, że bezcielesny i niezłożony ma postać i składa się z członków – tak samo „postać sługi” ukazuje nie tylko to, co jest widoczne, ale całą istotę ludzką.

Tłum. Przemysław M. Szewczyk



[1] Aluzja do Henocha wziętego do nieba ze względu na swoją sprawiedliwość.

[2] Chodzi oczywiście o Noego uratowanego wraz z rodziną z potopu.

[3] Sodoma, Gomora, Lot…

[4] Flp 2,5-7.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *