Cyprian z Kartaginy, O jedności Kościoła

(1) Skoro Pan naucza i mówi: „wy jesteście solą ziemi” i skoro nakazuje nam, żebyśmy byli prości w niewinności, a jednocześnie w tej prostocie roztropni, to cóż innego wypada nam czynić, bracia umiłowani, niż przewidywać, czuwając uważnym sercem rozumieć zasadzki podstępnego wroga i równocześnie strzec się, żebyśmy będąc odzianymi w Chrystusa, który jest mądrością Boga Ojca, nie okazali się mało rozumni w trosce o zbawienie? Nie prześladowania bowiem powinniśmy się obawiać i tego, co grozi na skutek otwartego zwalczania sług Bożych, których chce się podstępnie zniszczyć i pokonać. Łatwiej przychodzi ostrożność tam, gdzie źródło obawy jest oczywiste, i gdy wróg przyznaje się do swoich zamiarów, duch już wcześniej gotowy jest do walki. Bardziej należy bać się i wystrzegać wroga, gdy napada z ukrycia, gdy niczym wąż pełznie tajnymi przejściami oszukując pozorami pokoju[1]. To jest jego wieczna sztuczka, to jest zdradliwe i pełne podstępu kłamstwo, którym spowija człowieka. W ten sposób od razu na początku istnienia świata skłamał i przymilając się fałszywymi słowami oszukał niedoświadczoną duszę, która była w sposób nieostrożny łatwowierna. W ten sposób próbując kusić samego Pana, przypełzł ponownie i oszukiwał przybliżając się do Niego w ukryciu. Został jednak przejrzany i poskromiony, a właśnie dlatego przepadł, że został rozpoznany i odkryty.

(2) W ten sposób został nam dany przykład unikania dróg dawnego człowieka i wytrwałego kroczenia śladami zwycięskiego Chrystusa, byśmy nieostrożnie na nowo nie zostali pochwyceni w sidła śmierci, lecz byśmy byli uważni na niebezpieczeństwo i mieli udział w udzielonej nam nieśmiertelności. Możemy zaś mieć udział w nieśmiertelności w tylko jeden sposób: gdy zachowujemy przykazania Chrystusa, mocą których śmierć jest pokonana i zwyciężona. On sam przecież upomina mówiąc: „Jeśli chcesz otrzymać życie, zachowuj przykazania” (Mt 19,17), a także: „Jeśli będziecie czynić to, co wam nakazuję, to już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi” (J 15,14nn). Takich ludzi nazywa mocnymi i stałymi, solidnie zbudowanymi na skalistym fundamencie, którzy opierając się wszystkim burzom i huraganom świata pozostają nieporuszeni i trwają w niewzruszonej stałości. Pan mówi: „Kto słucha moich słów i je wypełnia, podobny jest do człowieka mądrego, który zbudował swój dom na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, nadeszły wichry i uderzyły w ten dom. A on nie upadł. Założony był bowiem na skale” (Mt 7,24nn). Musimy zatem uczyć się i wypełniać wszystkiego, czego nauczał i co czynił, musimy trwać przy Jego słowach. W innym przypadku jak człowiek może twierdzić, że wierzy w Chrystusa, jeśli nie czyni tego, co Chrystus nakazał czynić? Na jakiej podstawie otrzyma nagrodę za wiarę człowiek, który nie chce zachować wiary w przykazania? Z konieczności osłabnie, zabłąka się i porwany duchem kłamstwa będzie miotał się jak proch, który wiatr porywa. Nie przybliży się do zbawienia człowiek, który idąc nie trzyma się zbawiennej drogi prawdy.

(3) Musimy zatem wystrzegać się, umiłowani bracia, nie tylko niebezpieczeństw jasnych i czytelnych, ale także przebiegłego kłamstwa zwodzącego subtelnie. Przecież przyszło już światło dla narodów i zbawienna jasność wylała się na ludzi niosąc im ocalenie, tak że głusi otrzymywali zdolność usłyszenia duchowej łaski, ślepi otwierali swoje oczy na Boga, chorzy odzyskiwali wieczne zdrowie, chromi przebiegli do Kościoła i wielu modliło się czystym głosem zanosząc modlitwy. Przez przyjście Chrystusa nieprzyjaciel został odsłonięty i pokonany. Zobaczył porzucone posągi bogów i opustoszałe przez wielki tłum ludzi wierzących swoje siedziby i świątynie. Jakie wtedy nowe kłamstwo wymyślił subtelnie i podstępnie, żeby posługują się nazwą „chrześcijanin” oszukać ludzi nieostrożnych? Wynalazł herezje i schizmy, przy pomocy których podkopywał wiarę, zniekształcał prawdę i rozwiązywał jedność. Ludzi, których nie potrafi utrzymać w ślepocie dawnej drogi, zwodzi i oszukuje błędem nowej ścieżki. Wyrywa ludzi będących w Kościele. Gdy wydaje im się, że zbliżyli się do światła i wydostali z nocy tego świata, wylewa na nieświadomych niczego ludzi innego rodzaju ciemności. Skutkiem tego chociaż już nie stoją przy Ewangelii Chrystusa i nie zachowują Jego prawa, nazywają siebie chrześcijanami i chodząc w ciemnościach uważają, że mają światło. Tymczasem to nieprzyjaciel, który według słów Apostoła przybiera postać anioła światłości (2 Kor 11,14), przymila się do nich i zwodzi. Przygotowuje swoje sługi podstępnie niby jako służących sprawiedliwości, a oni bronią nocy zamiast dnia, zagłady zamiast zbawienia, rozpaczy pod płaszczykiem nadziei i przewrotności pod pozorem wiary. Przyjmują antychrysta pod nazwą Chrystusa. Skutkiem tego gdy kłamliwie wypowiadają nauki podobne do prawdy, prawdę subtelnie fałszują. Dzieje się tak, umiłowani bracia, gdy człowiek nie sięga do początku prawdy, nie szuka istoty i nie zachowuje nauki niebiańskiego mistrza.

(4) Gdyby ktoś się nad tymi sprawami dobrze zastanowił i je zbadał, nie ma potrzeby długiego debatowania nad nimi i argumentowania. Istnieje łatwe potwierdzenie wiary przy pomocy krótkiej drogi [wskazanej] przez prawdę. Pan mówi do Piotra: „Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotrem, i na tej skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie zwyciężą. I tobie dam klucze Królestwa niebios: co zwiążesz na ziemi, będzie związane także w niebiosach, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane także w niebiosach” (Mt 16,18n). I znowu po swoim zmartwychwstaniu mówi do niego: „Paś moje owce” (J 22,15). Na nim jednym buduje swój Kościół i jemu zleca wypasanie swoich owiec. A chociaż wszystkim Apostołom po swoim zmartwychwstaniu powierza taką samą władzę i mówi: „Jak mnie posłał Ojciec tak i ja was posyłam: weźcie Ducha Świętego; i komu odpuścicie grzechy, będą mu odpuszczone, jeśli czyjeś zatrzymacie, będą zatrzymane” (J 25,21 – 23), to jednak w celu ukazania jedności ustanowił jedną katedrę i ustalił swoją mocą, że źródło tej jedności bierze początek od jednego człowieka. Bez wątpienia także pozostali Apostołowie byli tym, czym był Piotr, i otrzymali równy udział we czci i władzy, ale bierze to swój początek z jedności i to Piotrowi dane jest pierwszeństwo, aby jako jeden ukazał się Kościół Chrystusa i jako jedna katedra. Zarówno więc wszyscy są pasterzami jak i trzoda ukazana jest jako jedna, gdyż wypasają ją wszyscy Apostołowie jednomyślnie wznosząc ogrodzenie owczarni, aby Kościół Chrystusa ukazał się jako jeden. Na ten jeden Kościół wskazuje także Duch Święty w Pieśni nad pieśniami, gdy mówi ustami Pana: „Jedna jest moja gołąbka, moja doskonała, jedna jest dla swojego męża, wybrana swojej rodzicielki” (Pnp 6,9). Czy człowiek, który nie zachowuje tej jedności Kościoła, uważa, że zachowuje wiarę? Czy człowiek, który wyrzeka się Kościoła, sprzeciwia mu się i porzuca katedrę Piotra, na której Kościół jest założony, wierzy, że znajduje się w Kościele? Przecież także błogosławiony apostoł Paweł tego samego naucza i ukazuje misterium jedności mówiąc: „Jedno ciało i jeden duch, jedna nadzieja waszego powołania, jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg” (Ef 4,4-6).

(5) Powinniśmy mocno się trzymać tej jedności i jej bronić, a zwłaszcza będąc biskupami, którzy przewodzą w Kościele, abyśmy dowiedli, że także urząd biskupi jest jeden i ten sam oraz niepodzielony. Niech nikt nie zwodzi braterstwa kłamstwem! Niech nikt nie psuje prawdy wiary przewrotnym wiarołomstwem! Jest jeden urząd biskupi, w którym poszczególni biskupi mają pełny udział. Także Kościół, który rozciąga się w wiele stron na skutek płodnego rozrostu, jest jeden. Tak samo liczne są promienie słońca, ale jedno światło. Liczne są też gałęzie drzewa, ale jeden pień osadzony na mocnych korzeniach. I gdy z jednego źródła wypływają liczne strumienie, to chociaż wydaje się, że przez obfitość wypływającej wody wprowadza mnogość, w samym początku zachowana jest jedność. Wydziel promień słońca, a zobaczysz, że jedność nie dopuszcza podzielenia światła. Odłam gałąź od drzewa, odłamana cześć nie będzie potrafiła rosnąć. Odetnij strumień od źródła, a po odcięciu wyschnie. Tak samo też Kościół Pana jaśniejąc światłem rozsyłając swoje promienie po całej ziemi, a jednak jest jedno światło, które wszędzie dociera nie rozbijając jedności ciała. Swoje gałęzie rozciągnął po całej ziemi przez swoją bujną obfitość, rozszerzył się bardzo rozlewając obficie swoje strumienie, ale jest jedna głowa i jeden początek, jest jedna matka bogata w kolejne potomstwo. Rodzimy się jako jej płód, jej mlekiem jesteśmy karmieni, ożywia nas jej duch.

(6) Oblubienica Chrystusa nie może cudzołożyć, jest czysta i skromna. Zna jeden dom, zachowuje czystą wstydliwością świętość jednego łoża. Ona nas zachowuje dla Boga, ona przeznacza do Królestwa synów, których zrodziła. Każdy człowiek odłączony od Kościoła łączy się z cudzołożnicą i oddziela się od obietnic złożonych Kościołowi. Nie sięgnie po nagrodę Chrystusa człowiek, który porzuca Chrystusowy Kościół. Jest obcy, pozostaje poza wtajemniczeniem, jest wrogiem. Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę. Jeśli potrafił przeżyć człowiek będący poza arką Noego, także przeżyje człowiek, który znajdzie się poza Kościołem. Pan przestrzega i mówi: „Kto nie jest za mną, jest przeciwko mnie, a kto nie gromadzi ze mną, rozprasza” (Mt 12,30). Przeciwko Chrystusowi działa człowiek, który niszczy zgodę i pokój [przyniesiony przez] Chrystusa: kto gromadzi ludzi gdzie indziej, poza Kościołem, rozprasza Kościół Chrystusa. Pan mówi: „Ja i Ojciec jesteśmy jedno” (J 10,30). Także w innym miejscu jest napisane o Ojcu, Synu i Duchu Świętym: „Trzej są jedno” (1 J 5,7). Czy ktokolwiek sądzi, że da się tę jedność pochodzącą z boskiej stałości i umocnioną niebiańskimi tajemnicami rozerwać w Kościele i podzielić rozwodem na skutek sprzecznych zamiarów? Kto nie zachowuje tej jedności, nie zachowuje prawa Bożego, nie zachowuje wiary w Ojca i Syna, nie zachowuje życia i zbawienia.

(7) Ten sakrament jedności, ten węzeł zgody zawiązanej w sposób nie do rozwiązania został ukazany, gdy – jak opowiada Ewangelia – tunika Pana, Jezusa Chrystusa nie została podzielona ani rozdarta, lecz o szatę Chrystusa rzucono losy. Kto miałby zatem przyodziać się w Chrystusa, otrzymuje całą szatę i wchodzi w posiadanie szaty nietkniętej i niepodzielonej. Boskie Pisma mówią tak: „Jeśli chodzi o tunikę, ponieważ nie była zszywana od góry, ale tkana w całości, powiedzieli do siebie: nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy losy, do kogo ma należeć” (J 19,23-24). Nosiła ona w sobie jedność zaczynającą się „od góry”, czyli pochodzącą z nieba, od Ojca. Człowiek, który ją otrzymał w posiadanie, nie mógł w żaden sposób jej rozciąć, ale otrzymał ją całą razem z jej solidnością nie do rozdarcia. Nie może nosić odzienia Chrystusa człowiek, który rozdziera i dzieli Kościół Chrystusa. Przeciwnie niż wtedy, gdy przy śmierci Salomona jego królestwo i lud zostały rozdarte, a prorok Achiasz spotkał na polu króla Jeroboama, rozdarł swoją szatę na dwanaście części i powiedział: „weź sobie dziesięć części, ponieważ tak mówi Pan: oto rozdzieram królestwo z ręki Salomona i tobie dam dziesięć bereł, zaś dwa berła będą należeć do niego ze względu na sługę mojego Dawida i ze względu na Jerozolimę, miasto, które wybrałem, aby tam położyć moje imię” (1 Krl 11,31nn). Skoro dwanaście plemion Izraela zostało rozdzielonych, prorok Achiasz pociął swoje ubranie. Ponieważ zaś lud Chrystusa nie może być podzielony, Jego tunika jest tkana w całości i jako taka nie jest dzielona między tych, którzy wchodzą w jej posiadanie: niepodzielona, zjednoczona, spojona ukazuje mocną zgodę ludu budowanego z nas, którzy przyoblekliśmy się w Chrystusa. Przez znak i sakrament szaty ogłosił jedność Kościoła.

(8) Kto więc będzie tak występny i przewrotny, tak zapamiętały w szale niezgody, by wierzył, że można, lub ośmielał się rozcinać jedność Boga, szatę Pana, Kościół Chrystusa? On sam upomina w swojej Ewangelii i naucza mówiąc: „będzie jedna trzoda i jeden pasterz” (J 10,16). Czy ktoś sądzi, że w jednym miejscu może być albo wielu pasterzy albo wiele trzód? Apostoł Paweł także wpaja nam i usilnie błaga i zachęca do tej jedności mówiąc: „Błagam was – mówi – bracia, w imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy mówili to samo i by nie było wśród was podziałów; miejcie to samo myślenie i jedną opinię” (1 Kor 1,10). I znowu mówi: „Znoście siebie nawzajem w miłości, postępując w sposób wystarczający do zachowania jedności ducha we wspólnocie pokoju” (Ef 4,2nn). Uważasz, że może ostać się i żyć człowiek, który odchodząc od Kościoła wznosi sobie gdzie indziej inne mieszkanie? Tymczasem powiedziane jest do Rahab, która jest wyobrażeniem Kościoła: „Zgromadzisz u siebie, w twoim domu twojego ojca i twoją matkę, twoich braci i cały dom twojego ojca, i każdy, kto wyjdzie poza drzwi twojego domu, sam będzie sobie winien” (Joz 2,18nn). Tak samo sakrament Paschy w prawie Księgi Wyjścia nie zawiera nic innego jak tylko to, żeby w jednym domu spożywano baranka, którego zabijano jako zapowiedź Chrystusa. Bóg stwierdza mówiąc: „Będzie jedzony w jednym domu, nie wyrzucisz jego mięsa poza dom” (Wj 12,46). Nie można wyrzucać na zewnątrz ciała Chrystusa i świętości Pańskiej. Żadne inne miejsce nie jest domem dla wierzących poza jednym Kościołem. Na ten dom i na jednomyślność gospodarzy wskazuje Duch Święty w Psalmach i ogłasza mówiąc: „Bóg sprawia, że zgodnie mieszkają razem w domu”. W domu Boga, w Kościele Chrystusa ludzie zgodnie mieszkają trwając w porozumieniu i prostocie.

(9) Z tego powodu także Duch Święty przybył pod postacią gołębicy. Jest to zwierzę proste i radosne, bez goryczy żółci. Nie dziobie dziko, ani nie rozrywa brutalnie szponami. Lubi ludzkie siedzimy i zna życie w związku w jednym domu. Gdy wydają na świat potomstwo, synów wychowują w parze. Gdy przelatują w inne miejsce, trzymają się razem, swoje życie prowadzą wspólnie. Całowaniem dziobów okazują zgodę i pokój, we wszystkim jednomyślnie wypełniają to co należy. W Kościele powinniśmy okazywać taką prostotę i zachowywać taką miłość, byśmy naśladowali braterską miłość gołębi oraz szli za łagodnością i delikatnością jagniąt i owiec. Czego szuka w chrześcijańskim sercu wilcza dzikość, wściekłość psów, zgubny jad węży czy brutalność dzikich zwierząt? Należy być wdzięcznym, jeśli tego rodzaju rzeczy daleko są od Kościoła, aby swoją dzikością i zaraźliwą trucizną nie pożarły gołębi czy owiec. Nie może być razem w jednym związku gorycz ze słodyczą, ciemność ze światłem, posępność z pogodą, bitwa z pokojem, bezpłodność z płodnością, susza z nawadnianiem, wzburzenie ze spokojem. Niech nikt nie sądzi, że to dobrzy mogą odejść od Kościoła: wiatr nie porywa pszenicy, ani wichura nie wywraca solidnie zakorzenionego drzewa, ale burza miota pustymi plewami, a porywy wiatru wywracają chore drzewa. Apostoł Jan takich ludzi oskarża i uderza w nich mówiąc: „z nas wyszli, ale nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, razem z nami by pozostali” (1 J 2,19).

(10) Stąd często powstawały i obecnie powstają herezje, że przewrotny umysł nie zachowuje pokoju, że przewrotność dążąc do kłótni nie zachowuje jedności. Pan natomiast pozwala, żeby takie rzeczy miały miejsce i cierpliwie znosi pozostawiając decyzję wolności każdego człowieka, aby nienaruszona wiara ludzi wypróbowanych jaśniała światłem, gdy poszukiwanie prawdy bada nasze serca i umysły. Duch Święty przestrzega przez Apostoła i mówi: „Trzeba nawet, żeby były stronnictwa, aby ukazali się wśród was wypróbowani” (1 Kor 11,19). W ten sposób wypróbowywani są ludzie wierni, w ten sposób odkrywają się przewrotni i w ten sposób jeszcze przed dniem sądu, nawet tutaj już rozróżniane są dusze sprawiedliwych i niesprawiedliwych oraz oddziela się ziarno od plew. Z tego powodu pojawiają się ludzie, którzy bez boskiego zarządzenia sami się stawiają na czele zuchwałych uchodźców, czynią siebie przełożonymi bez żadnego legalnego ustanowienia i przyjmują sobie imię biskupa, chociaż nikt z biskupów im go nie daje. Na tych ludzi Duch Święty wskazuje [mówiąc] o zasiadających na katedrze zarazy, o pomorze i dżumie wiary, o kłamiących podstępnymi ustami, biegłych w psuciu prawdy i wypluwających zgubnymi językami trujący jad. Ich mowa zakrada się podstępnie niczym rak, a ich rozważania wprowadzają w serca i umysły ludzi prostych śmiertelną truciznę.

Cyprian z Kartaginy, De unitate Ecclesiae (tł. P. Szewczyk)


Drogi Czytelniku,

bardzo się cieszymy Twoją obecnością na tym portalu! Cieszy nas Twoje zainteresowanie myślą, nauką i życiem Ojców Kościoła, bo sami jesteśmy głęboko przekonani, że Kościół dla swojej żywotności potrzebuje nieustannego czerpania z tych, których wybrał Bóg, żeby byli aż do końca istnienia świata jego Ojcami.

Nasz portal opiera się na pracy woluntarnej kilku osób, konieczne koszty (opłacenie serwera i podstawowych usług informatycznych) pokrywa Stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”. Jeśli chcecie wesprzeć rozbudowę portalu, będziemy wdzięczni za Wasze wsparcie. Dzięki przekazanym nam środkom, będziemy w stanie zrealizować dużo więcej tłumaczeń, nagrań filmowych i publikacji oraz dotrzeć do większego grona odbiorców.

Środki na portal Patres.pl można przekazać na konto:
mBank, 70 1140 2004 0000 3002 7483 9388
W tytule przelewu należy podać: patres.pl

PRZEKAŻ 30 PLN PRZEKAŻ 50 PLN  PRZEKAŻ 100 PLN

Dziękujemy!



[1] W języku łacińskim czasownik „pełznie” brzmi „serpit” i od niego pochodzi łacińska nazwa węża: „serpens”, czyli dosłownie „pełzający”. Cyprian przywołuje tę grę słów mówiąc, że nazwa „wąż” pochodzi od czasownika „pełznąć”. Ze względu na brak tej gry słów w języku polskim dokładny przekład tego zdania jest niemożliwy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *