Strona sponsorowana: „O szczęśliwym życiu” św. Augustyna (2)

Publikujemy kolejną stronę przekładu tekstu św. Augustyna „O szczęśliwym życiu”, który powstaje dzięki Waszemu zaangażowaniu w projekt „strona sponsorowana”. Życzymy przyjemnej żeglugi po wodach myśli biskupa Hippony ku błogosławionym krainom prawdziwej filozofii!

O szczęśliwym życiu

Porównanie mądrości starożytnych do bardzo wielkiej góry

1.3. Niemniej na drodze tych, którzy w różny sposób docierają do krainy szczęśliwego życia, przed samym portem stoi jedna bardzo wielka góra (na domiar złego za jej przyczyną piętrzą się przed wpływającymi wielkie trudności). Trzeba się mieć przed nią na baczności i unikać jej z wielką rozwagą. Tak bowiem błyszczy, tak jest zdobna w oszukańczy blask, że nie tylko dla tych, którzy do niej docierają, dla tych, którzy jeszcze nie wpłynęli, jawi się jako godna zamieszkania, i obiecuje, że zaspokoi ich pragnienie znalezienia szczęśliwej ziemi, ale przyciąga do siebie również bardzo wielu ludzi z samego portu. Zatrzymuje ich swoim ogromem, bo z zadowoleniem mogą oni spoglądać z jej wysokości na innych. Ci jednak często napominają płynących, by nie zwiodły ich podmorskie skały albo by nie sądzili, że łatwo się do nich dostać. Z wielką chęcią, z uwagi na bliskość tej ziemi, pouczają, którędy bezpiecznie mogą wpłynąć. W ten sposób ponieważ wzbudzają zazdrość tej zupełnie próżnej chwały, wskazują miejsce wolne od trosk. Czyż bowiem rozum chce, by ci, którzy zbliżają się albo już wkroczyli na drogę filozofii postrzegali ową górę jako godną strachu? Czyż nie jest ona wyniosłym pragnieniem bardzo złudnej sławy, które nie ma w sobie żadnej pełni i trwałości do tego stopnia, że napuszeni, którzy przechadzają się po niej zapadają się na jej kruchej powłoce i są pod nią wciągani? Wpadają wtedy w ciemność, tracą wspaniały dom, który już prawie ujrzeli.

Doświadczenia Augustyna

1.4. Zrozum, mój Teodorze, że tak te sprawy się mają, a w tej, której pragnę, na ciebie jednego zważam, ciebie od zawsze otwarcie podziwiam. Powiadam ci, zrozum, który z tych trzech rodzajów ludzi mnie tobie powierzył, w którym miejscu jestem przekonany, że się obecnie znajduję i jakiego rodzaju pomocy od ciebie oczekuję pewny, że ją otrzymam. Odkąd w dziewiętnastym roku życia, wziąłem do ręki w szkole retora książkę Cycerona zatytułowaną „Hortensjusz”, rozpaliła się we mnie tak wielka miłość do filozofii, że wnet nieustannie zacząłem myśleć, by się nią zająć. Nie brakowało mi mgieł, które przesłaniały mi drogę i – muszę to przyznać – długo patrzyłem na spadające do oceanu gwiazdy, które mnie zwodziły. Jakiś chłopięcy przesąd odstraszał mnie bowiem od samego poszukiwania. A kiedy stałem się pewniejszy, rozproszyłem ten mrok i przekonałem się, że trzeba raczej wierzyć tym, którzy uczą niż nakazują. Natknąłem się na ludzi, którym zdawało się, że to światło, które widzą oczy, należy czcić jak jakieś najwyższe bóstwo. Nie godziłem się na to, lecz wciąż sądziłem, że za tymi zasłonami kryją oni coś wielkiego, co kiedyś zamierzają odsłonić. Gdy wydostałem się z ich gwałtownej szarpaniny, szczególnie po przeprawie przez to morze, przez długi czas Akademicy trzymali moje stery, które na samym środku morza stawiały opór wszystkim wiatrom. W końcu przybyłem na te ziemie. Tutaj poznałem gwiazdę, której mogłem zawierzyć. Zauważyłem bowiem często w mowach naszego biskupa, a niekiedy w dysputach z tobą, że kiedy była mowa o Bogu, nie należało łączyć tego z cielesnością, ani też w przypadku rozmów o duszy, gdyż jest to jedna z rzeczy najbliższej Bogu. Lecz muszę wyznać, że nie pomknąłem zbyt szybko na łono filozofii, powstrzymywały mnie bowiem powaby żony i zaszczyty. Gdy nasyciłem się nimi, zważywszy, że wolno było zakosztować tych niewielu szczęśliwości, wtedy dopiero na pełnych żaglach i przy pomocy wszystkich wioseł pognałem do tego schronienia i tam znalazłem wytchnienie. Nadto kiedy przeczytałem kilka ksiąg Plotyna, któremu wiem, że jesteś bardzo oddany, i kiedy porównałem z nimi, na ile zdołałem, również autorytet tych, które wykładają boskie tajemnice, zapłonąłem takim pragnieniem, że chciałem od razu zerwać wszystkie kotwice, chociaż mój niepokój budziła opinia niemałej liczby ludzi. Kiedy trwałem tak wciąż w zbytkach, cóż więc innego mi pozostało, jeśli nie pomoc udzielona mi przez burzę, którą uważa się za przeciwną. Schwycił mnie więc taki ból w piersiach, że nie mogłem już utrzymać ciężaru mego zawodu (być może zawiódłby on mnie aż do Syren). Odrzuciłem więc wszystko i przeprawiłem zniszczoną i sfatygowaną łódź do upragnionego, spokojnego miejsca.

Augustyn, O szczęśliwym życiu, 1.3-4

Tłum.: Marcin Cyrulski

[button link=”http://patres.pl/co-augustyn-wiedzial-o-szczesliwym-zyciu/”]Wstęp do pisma „O szczęśliwym życiu”[/button][button link=”http://patres.pl/o_szczesilwym_zyciu/”]Czytaj od początku[/button]

Wpłacając 30 PLN na rozwój portalu możesz zasponsorować kolejną stronę przekładu:

[button link=”https://ssl.dotpay.pl/t2/?pid=7kf0pbzqkxqtr6v3cqpap6p9jfktg12w”]Jedna strona dla Patres.pl[/button]

[button link=”http://patres.pl/patres-pl-przyspieszamy/”]O projekcie „strona sponsorowana”[/button]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *