Kategorie | Teksty Ojców

Jan Chryzostom: Jezus i Samarytanka

jezussamarytanka

Jan Złotousty w IV wieku po Chr. komentował w Konstantynopolu ten fragment Ewangelii, który w III niedzielę Wielkiego Postu do dziś odczytywany jest w Kościołach rozsianych po świecie. Przeczytaj jego homilię o spotkaniu Jezusa z Samarytanką.

Homilie na Ewangelię św. Jana

Homilia XXXII

1. Łaskę Ducha Pismo nazywa czasem ogniem, a czasem wodą, ukazując tym samym, że nie są to imiona wskazujące na istotę, ale na działanie. Duch bowiem nie składa się z różnych od siebie istot, ponieważ jest niewidzialny i prosty. Ukazuje to Jan, gdy mówi: „On was ochrzci w Duchu świętym i ogniu” oraz Chrystus: „Popłyną z jego łona rzeki wody życia”. „A powiedział to o Duchu – mówi – którego mieli otrzymać”. Tak samo gdy rozmawia z kobietą nazywa Ducha wodą: „Kto napiłby się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”. W ten sposób nazywa Ducha: raz przy pomocy słowa „ogień”, mówiąc symbolicznie o pobudzającym żarze łaski i o zniszczeniu grzechów, a raz przy pomocy słowa „woda”, wyrażając pochodzące od Niego oczyszczenie i wielkie umocnienie dla umysłów, które Go przyjmują. I słusznie. Na wzór bowiem jakiegoś rajskiego ogrodu, który zawsze kwitnie i wydaje z siebie różnorodne drzewa rodzące owoce, umacnia gorliwą duszę, nie pozwalając na głosy zniechęcenia i szatański podstęp, lecz z łatwością gasząc wszystkie rozżarzone pociski Złego.

Ty zaś przypatrz się mądrości Chrystusa, jak łagodnie prowadzi tę kobietę. Nie bowiem od początku powiedział: „Gdybyś wiedziała, kim jest ten, który ci mówi: Daj mi pić…”, ale dał jej powód do nazwania Go Żydem, spotkał się z zarzutem i dopiero wtedy, odpowiadając na oskarżenie, mówi te słowa. Mówiąc zaś: „Gdybyś wiedziała, kim jest ten, który ci mówi: Daj mi pić, ty byś go prosiła…” i wymuszając przez wzmiankę o wielkich rzeczach wspomnienie Patriarchy, pozwala w ten sposób kobiecie widzieć rzeczy jasno. Kiedy więc ona odpowiedziała z kolei: „Czyżbyś ty był większy od naszego ojca Jakuba?”, nie powiedział: „Tak, jestem większy”, bowiem wydawałoby się, że tylko się przechwala, a nie dokonałoby się żadne objawienie. Natomiast przy pomocy słów, które wypowiada, dokonuje tego. Nie powiedział bowiem również tak po prostu: „Dam ci wody”, ale stawiając najpierw to, co pochodzi od Jakuba, a dopiero wtedy stawiając wyżej to, co pochodzi od Niego, na podstawie natury darów chciał zestawić znaczenie osób i różnicę między udzielającymi daru oraz ukazać swoją wyższość nad Patriarchą. Jeśli więc podziwiasz – mówi – Jakuba, dlatego że dał tę wodę, to co powiesz, jeśli dałbym ci dużo lepszą od tej? Czy zakładając wcześniej przez odpowieź i słowa: „Czyżbyś był większy od Jakuba?”, nie przyznałaś, że jestem większy od Jakuba, skoro obiecana ci została lepsza woda? Gdybyś przyjęła tę wodę, z pewnością przyznasz, że ja jestem większy. Widzisz czysty osąd tej kobiety, która na podstawie dzieł wybiera między Patriarchą a Chrystusem?

Żydzi tak nie postępowali: nawet bowiem widząc jak On wyrzuca demony, nie tylko nie powiedzieli, że jest większy od Patriarchy, ale nazwali Go opętanym przez demona. Ta kobieta tak nie postąpiła, ale jak chce Chrystus, tak dokonuje osądu: na podstawie ukazanych dzieł. Również bowiem On w ten sposób osądzał siebie: „Jeśli nie czynię dzieł mojego Ojca, nie wierzcie mi. Ale jeśli czynię, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie moim dziełom” (J 10,26). W ten sposób także kobieta jest prowadzona do wiary. Dlatego gdy usłyszał: „Czyżbyś był większy od naszego ojca Jakuba?”, zostawił Jakuba i rozmawia o wodzie: „Każdy, kto pije tę wodę, znowu będzie pragnął”, i doprowadza do porównania nie na podstawie cech, ale mocy działania. Nie mówi bowiem, że ta woda jest niczym, ani że tania i nędzna, ale stawia przed oczy to samo, o czym świadectwo daje także natura: „każdy kto pije tę wodę, znowu będzie pranął; kto by zaś napił się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”.

Kobieta usłyszała o wodzie żywej w miejsce tej wody, ale nie zrozumiała. Ponieważ mianem wody żywej określia się także wodę nieustannie płynącą i zawsze tryskającą, której źródła nie wyczerpują się, kobieta uznała, że mówa jest o takiej wodzie. Dlatego bardzo mądrze umocnił następnie to, co jej powiedział, i ukazując wyższość na podstawie porównania dodał mówiąc: „Gdyby ktoś napił się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”. Dlatego – jak powiedziałem – ukazał wyższość i to także przy pomocy tego, co powiedział później, a co nie ma już nic wspólnego ze zwykłą wodą. Co zaś jest dalej?

„Stanie się w nim źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu”.  Jak bowiem o kimś, kto ma wewnątrz siebie leżące źródło, nie można powiedzieć, żeby kiedykolwiek pragnął, tak samo ten, kto posiada tę wodę. I kobieta uwierzyła natychmiast, okazując się dużo mądrzejsza niż Nikodem; nie tylko mądrzejsza, ale także bardziej odważna. On bowiem, kiedy słyszał o tych niezmierzonych sprawach, ani potem nie poprosił o coś innego, ani nie dał wiary. Ona zaś dała dowód zachowania apostolskiego, przyjmując całą dobrą nowinę i wołając do Jezusa oraz całe miasto przyciągając do Niego. Gdy natomiast on usłyszał, powiedział: „Jak coś takiego może się stać?” (J 3,4), a gdy Chrystus dał jasny przykład wiatru, nie przyjął wtedy tego słowa. Ona zaś nie postąpiła w ten sposób, ale najpierw była niepewna, później zaś przyjmując słowo nie bez zastanowienia, ale w porządku dialogu, śpieszy ku zdobyczy. Gdy tylko Chrystus powiedział: „Stanie się w nim źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu”, natychmiast kobieta mówi: „Daj mi tej wody, abym nie pragnęła i nie przychodziła stąd czerpać”.

2. Widzisz, jak pomału wstępuje ku wzniosłości nauk? Najpierw niesłusznie uznała Go za jakiegoś Żyda. Potem, skoro to określenie zostało odrzucone (musiał bowiem być osobą poza podejrzeniami, żeby nauczyć ją następych rzeczy), gdy usłyszała o wodzie żywej, uznała, że zostało to powiedziane o rzeczy podadającej pod zmysły. Wreszcie jednak nauczyła się, że wypowiedź dotyczyła spraw duchowych, i uwierzyła, że ta woda może usunąć konieczne pragnienie, jeszcze jednak nie wiedziała, jak to jest możliwe, ale cały czas była niepewna uważając, że jest to coś wznioślejszego niż rzeczy zmysłowe, dobrze jednak nie wiedziała. Odtąd już bardzo jasno widziała, chociaż jeszcze nie rozumiała wszystkiego („Daj mi – mówi – tej wody, abym nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”), i ceniła Go bardziej niż Jakuba. Nie potrzebuję tego źródła, jeśli otrzymam od Ciebie tamtą wodę. Widzisz, że stawia Go przed Patriarchą? Jest to cecha duszy poprawnie myślącej. Wydawało się, że posiada taką samą opinię o Jakubie, zobaczyła jednak kogoś lepszego i nie została powstrzymana przez swoje poprzednie przekonanie. Kobieta nie była więc ani naiwna (nie przyjęła bowiem tak po prostu tego, co powiedziano: z jaką dociekliwością dopytywała!), ani też niedająca wiary czy kłótliwa. Ukazało się to w tym, że postawiła pytanie. Kiedyś bowiem powiedział do Żydów: „Kto spożywa moje ciało, nie będzie głodny, a kto wierzy we mnie, nie będzie nigdy pragnął”, ale oni nie tylko nie uwierzyli, ale zgorszyli się. Kobieta zaś niczego takiego nie doświadczyła, ale trwa przy Nim i zadaje pytanie. Żydom więc powiedział: „Kto wierzy we mnie, nie będzie pragnął”, kobiecie natomiast nie w ten sposób, ale mocniej: „Kto pije tę wodę, nie będzie pragnął”. Obietnica dotyczyła spraw duchowych, a nie widzialnych czynow. Dlatego gdy skierował jej umysł w górę ku obietnicom, jeszcze trwa w słowach dotyczących spraw podlegających pod zmysły, przez to, że jeszcze nie mógł przejść do precyzji w sprawach duchowych. Gdyby powiedział: „Jeśli uwierzysz we mnie, nie będziesz pragnąć”, mogłaby nie zrozumieć tej wypowiedzi, skoro nie wiedziała, kim jest jej rozmówca, ani o jakiego rodzaju pragnieniu mówi. Dlaczego więc nie postąpił tak również wobec Żydów? Ponieważ oni byli naocznymi świadkami wielu znaków, ona zaś żadnego znaku nie widziała i po raz pierwszy słuchała nauk.

Dlatego też następnie odkrywa swoją moc przy pomocy proroctwa i nie od razu wysuwa oskarżenie, ale co mówi? „Idź, zawołaj swojego męża i przyjdź z nim”. Ona zaś mówi: „Nie mam męża”. Jezus jej mówi: „Dobrze powiedziałaś: ‘Nie mam męża’, miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą”. Mówi Mu kobieta: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem”.

O, jak wielkie u tej kobiety jest umiłowanie mądrości! Jak spokojnie przyjmuje oskarżenie! Czy mówi: jak to możliwe? Powiedz mi, dlaczego? Czyż i Żydów nie oskarżał często i to o rzeczy poważniejsze niż to? Nie jest przecież tym samym wyciągnąć na jaw sprawy ukryte w sercu i uczynić zupełnie jawnym czyn, który dokonał się w ukryciu. Tylko Bóg to pierwsze potrafi i nikt inny, poza samym człowiekiem, który ma tę myśl w sercu, zaś to drugie znają wszyscy, którzy w czynie uczestniczą. A jednak gdy ich oskarża, nie znoszą tego łagodnie, lecz gdy mówi: „Dlaczego chcecie mnie zabić?”, nie tylko nie wpadają w podziw jak ta kobieta, ale przeklinają i unoszą się pychą. Chociaż oni mieli też dowód na podstawie innych znaków, ona zaś tylko to jedno słyszała. A jednak nie tylko nie wpadli w podziw, ale unieśli się pychą mówiąc: „Masz demona! Kto chce Ciebie zabić?” Ona zaś nie tylko nie unosi się pychą, ale wpada w podziw i zdumienie i rozumie, że jest On prorokiem, mimo to że zarzut jej postawiony był ciężki ten, kierowany pod ich adresem. Ten grzech bowiem był tylko jej, a tamten wspólny. A przecież nie tak samo uderza w nas coś, co odnosi się do wspólnoty, niż to, co odnosi się do naszych własnych spraw. Poza tym oni byli postrzegani jako ludzie robiący coś dobrego, chociaż zabili Chrystusa, o czynie zaś tej kobiety wszyscy wiedzieli, że jest zły, a jednak kobieta dała radę znieść to z szacunkiem i podziwem.

Również w odniesieniu do Natanaela Jezus uczynił to samo. Przecież nie od początku posłużył się proroctwem i nie powiedział: „Widziałem cię pod figowcem”, ale gdy ten powiedział: „Skąd mnie znasz?”, wtedy nim się posłużył. Chciał bowiem zarowno, żeby początek czerpania od Niego pochodził z przepowiedni i cudów – aby ludzie kierowali się tym, co miało rzeczywiście miejsce – jak i żeby uniknąć podejrzenia o tanie przechwałki.  Dlatego też w ten sposób postępuje. Skierowane otwarcie oskarżenie: „Nie masz męża” sprawia wrażenie, że jest On szorstki i to bardzo, z drugiej zaś strony wypowiedzenie pod jej adresem oskarżenia i wszystkich tych słów, było bardzo odpowiednie i uczyniło kobietę, która to usłyszała, łagodniejszą. Jaki był cel – mówisz – tego, że powiedział: Idź, przyprowadź swojego męża? Słowo to dotyczyło daru i łaski, która przekracza naturę ludzką. Stanęła przed Nim kobieta pragnąca otrzymać dar, a On jej mów: „Przyprowadź swojego męża”, jakby ukazywał, że i on powinien mieć udział w tych sprawach. Ona zaś, która pragnęła otrzymać, ale ukrywała szpetotę postępowania i myślała, że mówi do człowieka, stwierdza: Nie mam męża. Chrystus, gdy to usłyszał, w sposób odpowiedni podaje zarzut przemawiając równocześnie z precyzją. Wylicza bowiem wszystkie poprzednie winy i oskarża o skrywaną sytuacje obecną. Co na to kobieta? Zniosła to, nie uciekła oddalając się i nie uznała, że takie działanie jest wyniosłe, ale raczej podziwia Go i tym bardziej zbliża się do Niego: „Widzę – mówi – że jesteś prorokiem”. I przyjrzyj się jej świadomości! W tej sytuacji nie uciekła pośpiesznie, ale nawet przygląda się i podziwia. Słowo „widzę” znaczy bowiem: „Ukazałeś mi, że jesteś prorokiem”. Potem, gdy takie przypuszczenie się w niej pojawiło, nie pyta Go o sprawy tego życia, ani o zdrowie ciała, ani o dobra doczesne, ani o pieniądze, ale od razu o naukę. Co bowiem mówi? „Nasi ojcowie na tej górze czcili Boga” – mówi to o ludziach Abrahama, bowiem – jak twierdzą – tam on ofiarował swojego syna.  „Dlaczego więc wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy Go czcić?”

3. Czy widzisz, jak wysoko wzniosła się swoją myślą? Ona, która niepokoiła się o to, by nie doznawać trudu z powodu pragnienia, następnie pyta o naukę. Co na to Chrystus? Nie rozwiązał zagadnienia (nie na tym bowiem zależało Mu najbardziej, żeby po prostu odpowiedzieć na jej słowa, które zmieniały tok rozmowy), ale prowadzi kobietę ku jeszcze większej wzniosłości i nie wcześniej rozmawia z nią o tych sprawach, jak po wyznaniu, że jest prorokiem, aby też z wielką pewnością słuchała rzeczy pozostałych do powiedzenia. Skoro bowiem do tego została przekonana, już nie miała wątpliwości odnośnie do tego, co ma zamiar jej następnie powiedzieć. Zawstydzeni więc jesteśmy i będziemy się czerwienić.

Kobieta bowiem, która miała pięciu mężów i była Samarytanką, posiada tak wielką gorliwość w sprawach nauki, że ani pora dnia, ani pojawienie się czegoś innego, ani żadna inna sprawa nie pozbawia jej tej dociekliwości w tych rzeczach, my zaś nie tylko nie prowadzimy dociekań w sprawach nauki, ale po prostu zanurzeni jesteśmy we wszystkim, co popadnie. Dlatego wszystko zaniedbujemy. Kto z was, powiedzcie mi, będąc w domu wziął do rąk książkę chrześcijańską, przebrnął przez jej treść i przebadał Pismo? Nikt nie może tego powiedzieć? Ale u wielu znajdziemy kości i stoliki karciane, książek nie znajdziemy zaś nigdzie, albo u niewielu. A i oni nie mają dla nich należnego szacunku, odkładają je i zamykają w skrzyniach, a cała ich uwaga koncentruje się na gładkości skórzanej oprawy i pięknie liter, a nie na czytaniu. Przecież wykonano je nie dla korzyści i zysku, ale dla pokazania bogactwa i wygórowanych ambicji, o które ci ludzie się troszczą: aż taka jest pycha próżnej chwały. Nigdy nie słyszałem, żeby mówiono o kimś, że się pyszni, dlatego że zna zawartość ksiąg, ale dlatego że ma książki napisane złotymi literami. Jaki z tego zysk? Powiedz mi. Nie po to przecież zostały dane Pisma, abyśmy mieli je tylko w książkach, ale byśmy je wyryli w sercach. Takie posiadanie jest żydowską próżnością: złożenie przykazań tylko w księgach. Nam Prawo nie zostało dane w taki sposób, ale na cielesnych tablicach serca. I mówię to nie w tym celu, by zabronić wykonywania ksiąg, ale nawet doradzam to i bardzo o to proszę. Chcę jednak, by to, co jest w nich zapisane i nakazane, przenościć z nich do naszego umysłu, aby w ten sposób umysł, który to otrzymuje posiadł zamysł pism. Jeśli do domu, w którym leżałaby Ewangelia, diabeł nie ośmiela się zbliżyć, to o ileż bardziej daleki będzie od zdobycia duszy, która nosi w sobie tego rodzaju myślenie, i nie wejdzie do niej demon czy też jakaś grzeszna natura. Uświęć więc twoją duszę, uświęc twoje ciało, mając zawsze te słowa w sercu i na języku. Jeśli bowiem rozmowa o rzeczach wstydliwych wprowadza bród i przyzywa demona, jest oczywiste, że duchowe czytanie uświęca i przyciąga łaskę Ducha. Pisma są boskimi zaklęciami. Przy ich pomocy rzucajmy zaklęcia na nas samych i płynące z nich lekarstwo dostarczajmy namiętnościom w duszy. Gdybyśmy wiedzieli czym jest to, co czytamy, słuchalibyśmy tego z wielkim zapałem. Zawsze to powtarzam i nie przestanę powtarzać. Czy to jest w porządku, że ci, którzy siedzą na rynku, omawiają imiona, rody, miasta i sposoby działania dostawców wozów i jeźdźców, dyskutują ze szczegółami o zaletach i wadach ich koni, a ci, którzy przyszli tutaj nie wiedzą o niczym, co się tu dzieje w taki sposób, a nawet nie znają liczby swoich ksiąg? Jeśli to z powodu przyjemności idziesz za tamtymi sprawami, to pokażę ci, że tutaj jest ona większa. Co jest przyjemniejsze, powiedz mi, co jest wspanialsze: patrzeć na człowieka górującego nad człowiekiem, czy też na człowieka walczącego z diabłem, na ciało splecione z niecielesną mocą i zwyciężające? Takie walki oglądajmy!  Takie też dobrze i korzystnie jest naśladować – a naśladowcy mogą otrzymać chwałę – a nie takie, w których zaangażowanie przynosi naśladowcy wstyd. Taką walkę z demonami oglądasz, a jeśli naprawdę oglądasz, to patrzysz na nią z aniołami i Panem aniołów. Powiedz mi: gdybyś miał możliwość usiąść razem z wysokimi urzędnikami i królami na spektaklu i cieszyć się widowiskiem, nie uważałbyś, że jest to wielki zaszczyt? Tutaj zaś oglądasz wraz z królem aniołów i otoczony niebem patrzysz na diabła, jak usilnie próbuje czegoś dokonać, ale do niczego nie jest zdolny. Nie śpieszno ci na takie widowisko?

Ale mówisz: jak coś takiego może się stać? Kiedy masz w ręce księgę. Zobaczysz w niej zarówno arenę, jak i wspaniałe pojedynki, biegłość sprawiedliwego i jego chwyt. Patrząc na to, zrozumiesz, że to ty sam walczysz w ten sposób i odepchniesz demony. Świętem bowiem demonów, a nie ludzkim spektaklem są celebracje dokonujące się na zewnątrz kościoła. Jeśli bowiem nie jest słuszne wchodzić do świątyni bożków, to tym bardziej na szatańskie święto. Mówię to i nie przestanę was męczyć, aż zobaczę zmianę. Mówienie zaś tego, „dla mnie nie jest uciążliwe – mówi [Pismo] (Flp 3,1) – zaś dla was jest środkiem niezawodnym”. Nie bądźcie uparci wobec zachęty. Jeśli zaś musicie być uparci, trzeba, żebym ja często do was mówił i to nawet jak nie słuchacie; nie powinniśmy z jednej strony zawsze słuchać, a z drugiej zawsze nie posłuchać. Nie może tak być, żebyście zawsze byli oskarżani, ale odrzućcie tego rodzaju zarzut i stańcie się godni wejrzenia w sprawy duchowe oraz ucieszycie się przyszłą chwałą dzięki łasce i miłości ku człowiekowi naszego Pana, Jezusa Chrystusa, któremu razem z Ojcem chwała, i z Duchem Świętym na wieki wieków. Amen.

Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię św. Jana, XXXII

tłum. P.M.Szewczyk

3 komentarze do “Jan Chryzostom: Jezus i Samarytanka”

  1. Alina napisał(a):

    … my zaś nie tylko nie prowadzimy dociekań w sprawach nauki, ale po prostu zanurzeni jesteśmy we wszystkim, co popadnie. Dlatego wszystko zaniedbujemy…

    Bardzo fajny tekst !

  2. senex pater napisał(a):

    Pod koniec pierwszego akapitu widnieje ewidentny błąd ortograficzny :-)
    Nie pisze się „rozżażone” tylko „rozżarzone”.
    http://sjp.pl/roz%C5%BCarzone

Trackbacks/Pingbacks


Dodaj Komentarz

Newsletter

Kolejna multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Pewni ludzie prości, chociaż wierzą, że te słowa Psalmów są natchnione przez Boga, to jednak uważają, że trzeba je wykonywać z melodią z racji na piękno takiego wykonania i dla przyjemności słuchania. Nie jest jednak tak. Pismo przecież nie szukało tego, co słodkie i przekonywujące, lecz to dla korzyści duszy rzecz została tak zaplanowana, a zwłaszcza dla dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wypadało, aby boskie Pismo chwaliło Boga nie samym tylko ciągłym tekstem, ale także szeroko rozchodzącym się głosem. Po drugie natomiast, dlatego że podobnie jak harmonia łącząca instrumenty muzyczne doprowadza do doskonałości jedno wspólne brzmienie, tak samo – ponieważ w duszy ukazują się różne poruszenia i jest w niej zarówno logiczne myślenie, jak i pragnienie oraz żywe namiętności, a przez ich poruszenie dokonuje się działanie członków ciała – Logos chce, aby człowiek nie był pozbawiony współbrzmienia z samym sobą i aby nie był wewnętrznie podzielony, skoro rzeczy najlepsze są skutkiem logicznego myślenia, zaś czyny złe są działaniem z porywu serca.
Atanazy Wielki, List do Marcelina, 27, IV wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.