Kategorie | Teksty Ojców

Beda Czcigodny: przypowieść o synu marnotrawnym

syn01

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich.

Uczonym w Piśmie i faryzeuszom, którzy szemrali z powodu przyjmowania grzeszników, Zbawca przedstawił trzy ułożone w odpowiednim porządku przypowieści. Przy pomocy dwóch pierwszych, które rozważyliśmy, wpaja nam, jak bardzo On sam raduje się wraz z aniołami z uratowania ludzi, którzy się nawracają. W trzeciej przypowieści, która następuje po tamtych, nie tylko ukazuje swoją radość i radość swoich ludzi, ale także gani szemranie ludzi zazdrosnych.

Człowiek, o którym mówi się, że miał dwóch synów, rozumiany jest jako Bóg Ojciec, będący rodzicem dwóch ludów i jakby twórcą i stworzycielem dwóch gałęzi rodzaju ludzkiego. Starszy syn oznacza tych, którzy trwali oddając cześć jednemu Bogu, młodszy zaś tych, którzy porzucili Boga, żeby czcić bałwany.

Część majątku, która należy do młodszego syna, jest samą rozumnością w człowieku. Żyć, rozumieć, pamiętać, wzbijać się ku górze przy pomocy wzniosłości ducha – wszystko to jest majątkiem boskiego działania. Młodszy syn zażądał tego od ojca, gdy człowiek, rozkochany w swojej mocy, siłą własnego wolnego sądu pragnie kierować sobą samym i wyrwać się spod panowania Stwórcy.

Podzielił więc między nich majątek, zapewniając wiernym opiekę swojej łaski, której pragnęli, zaś niewiernym zapewniając dobrodziejstwo samego naturalnego rozumu, którym się zadowolili.

Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.

Odjechał w dalekie strony nie poprzez zmianę miejsca, ale ducha. Każdy bowiem im bardziej pogrąża się w nieprawe działanie, tym dalej odsuwa się od łaski Boga. Powiedział zaś, że niedługo potem to się stało, że zabrał wszystko i odjechał w dalekie strony, ponieważ niedługo po zaistnieniu rodzaju ludzkiego spodobało się duszy zabrać mocą własnego wolnego sądu tę jakby moc własnej natury i porzucić Tego, przez którego została stworzona, ceniąc wyżej swoje siły. Siły te zużył tak szybko, jak szybko porzucił ich dawcę. I dlatego nazywa takie życie rozrzutnym, bo miłuje ono szastać i błyszczeć zewnętrznym przepychem, a czyni się wewnętrznie puste, gdy każdy idzie z tym, co życie daje, ale porzuca Tego, który jest bardziej w nas niż my sami.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie…

Całe bogactwo, które wydał, oznacza piękno natury, które zużył. Głód w odległej krainie oznacza brak słowa prawdy z powodu zapomnienia o Stwórcy. O nim powiedziane jest w księgach prorockich: „Ponieważ Pan zesłał głód na ziemię, nie głód chleba, nie pragnienie wody, ale słuchania słowa Bożego” (Am 8, 11)

…i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy…

Słusznie zaczął cierpieć niedostatek człowiek, który porzucił skarby mądrości Bożej oraz wzniosłość spraw boskich i niebiańskich. Jeden obywatel owej krainy, do którego przystał cierpiąc, oznacza tego, który z powodu swojej przewrotności został przywódcą ziemskich pragnień i przez Pana nazywany jest księciem tego świata. O nim Apostoł powiedział: „Bóg tego świata, zaślepił umysły ludzi niewierzących” (2 Kor 4, 2).

A ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie.

Posłanie na pola oznacza nałożenie jarzma pragnienia światowego bogactwa. O tym samym w innej przypowieści mówiącej o duchowej uczcie, na którą Pan zaprasza, człowiek odrzucający zaproszenie powiedział: „Kupiłem pole i muszę iść, żeby je obejrzeć” (Łk 14,18). Pasać świnie zaś oznacza czynienie tego, co cieszy ducha nieczystego.

Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie…

Strąki, którymi karmiono świnie, są nauki świeckie, rozbrzmiewające bezpłodną przyjemnością, z których płyną pochwały bałwanów i mity o bogach ludów wyrażone w różnych słowach i pieśniach, a którymi radują się demony. Gdy ten człowiek pragnął się nimi nasycić i chciał znaleźć w nich coś trwałego i prawego, co odnosi się do szczęśliwego życia, nie mógł tego uczynić. Dlatego zostało powiedziane: „lecz nikt mu ich nie dawał”.

Wtedy zastanowił się…

Oto teraz odwraca swoją uwagę od tych spraw, które z zewnątrz na próżno nęcą i kuszą, i kieruje ją ku wewnętrznemu sumieniu.

I rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę.

Skąd mógł o tym wiedzieć człowiek, w którym tak wielkie było zapomnienie o Bogu, że pogrążył się we wszelkiego rodzaju bałwochwalstwie, jeśli nie z tego powodu, że na skutek głoszenia Ewangelii dokonuje się w nim refleksja człowieka, który dochodzi do opamiętania? Najemnicy Ojca mają pod dostatkiem chleba, ponieważ ludzie, którzy oczekując na przyszłą odpłatę starają się gorliwie wypełniać godne dzieła codziennie nasycani są pokarmem łaski z góry. Naprawdę zaś z głodu giną ci, którzy znaleźli się poza domem Ojca i pragną napełnić żołądek strąkami. To znaczy, ci, którzy żyjąc bez końca poszukują szczęśliwego życia przy pomocy próżnych nauk filozoficznych. Tak jak chleb, który umacnia serce człowieka, jest obrazem słowa Boga, które odnawia umysł, tak strąki, które same wewnątrz są puste a na zewnątrz miękkie i nie umacniają ciała, lecz je wypełniają, przez co bardziej ciążą niż pomagają, słusznie stają się porównaniem ilustrującym wiedzę świecką: jej słowa brzmią wymownie, ale co do korzyści w sprawie cnoty są puste.

Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem wobec nieba i względem ciebie.

Jak głęboko poznał miłosierdzie i łaskawość ojca, skoro nawet po obrażeniu ojca syn nie wzbrania się przed wysłuchaniem jego słowa. „Wstanę” więc – mówi – ponieważ wiedział, że leżałem. „I pójdę”, ponieważ odszedłem daleko. „Do mojego ojca”, ponieważ marnieję z nędzy pod panowaniem księcia świń. „Zgrzeszyłem” zaś „wobec nieba” oznacza: wobec duchów anielskich i dusz świętych, pośród których znajduje się tron Boga. „Względem ciebie” natomiast: w zamknięciu wewnętrznego sumienia, gdzie tylko może przeniknąć spojrzenie Boga.

Już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.

Nie myśli już nawet liczyć na miłość jak do syna, który nie wątpi, że wszystko, co należy do ojca, jest też jego, ale pragnie pozycji najemnika, chcąc służyć ze względu na nagrodę. Świadczy w ten sposób, że nie może zasłużyć na miłość inaczej jak dzięki łaskawości ojca. Gdzie więc są pelagnianie, którzy wierzą, że mogą być uratowani dzięki własnej sile, wbrew bardzo jasnemu stwierdzeniu prawdy, która mówi: „Beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5)?

Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.

Przyjść do ojca oznacza znaleźć się przez wiarę w Kościele, gdzie już może się dokonać autentyczne i owocne wyznanie grzechów.

A gdy był jeszcze daleko…

Jeszcze zanim zrozumiał Boga, ale już kiedy szukał go pobożnie.

…ujrzał go jego ojciec.

Słusznie mówi się bowiem, że Bóg nie widzi ludzi bezbożnych i pysznych, tak jakby nie miał ich przed oczami. „Mieć kogoś przed oczami” zwykło mówić się tylko o tych, którzy są miłowani.

I wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję…

Ojciec nie porzucił swojego jednorodzonego Syna, w którym przybiegł i zstąpił aż do naszego oddalenia i przebywania na obczyźnie. Ponieważ Bóg był w Chrystusie, pojednał ze sobą świat (2 Kor 5, 19). Sam Pan mówi: „Ojciec trwa we Mnie, On dokonuje swoich dzieł” (J 14, 10). A co znaczy, że rzucił mu się na szyję, jeśli nie to, że Jego ramię nachyliło się i zniżyło, żeby go objąć? „Komu objawiło się ramię Pana?” (J 12, 38) – czyli nasz Pan Jezus Chrystus.

I ucałował go.

Jest to pocieszenie słowem łaski Bożej budzące nadzieję na odpuszczenie grzechów. Po długiej drodze zatrzymał się i zasłużył otrzymać od ojca pocałunek miłości.

A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.

Będąc już w Kościele rozpoczął wyznawanie grzechów, ale nie powiedział wszystkiego, co obiecał sobie, że powie, lecz tyko do słów: „Nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Z łaski chciał stać się tym, czym przez swoje zasługi – jak przyznaje – był stać się niegodny. Nie dodał jednak tego, co podczas swoich rozważań powiedział: „Uczyń mnie choćby jednym z najemników”. Gdy bowiem nie miał ojca, pragną być chociaż najemnikiem. Nie wzbraniał się już jednak wielkodusznie przed tym, gdy ojciec go ucałował. Zrozumiał bowiem, że nie mała jest różnica między synem, najemnikiem i sługą. Sługą jest ten, kto powstrzymuje się od występków przez strach przed piekłem lub przez siłę praw. Najemnikiem ten, kto to czyni przez nadzieję i pragnienie królestwa Niebios. Synem zaś, kto z miłości do samego dobra i z ukochania cnoty. W doskonałości tych trzech cnót błogosławiony Apostoł zamyka całą pełnię zbawienia: „Teraz – mówi – trwają wiara, nadzieja i miłość. Z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13, 13). Wiara bowiem jest tym, co z obawy przed przyszłym sądem i karami sprawia odwrócenie się od kontaktu ze słabościami. Nadzieja, która odwraca nasz umysł od spraw obecnych, potępia wszystkie pragnienia cielesne przez oczekiwanie na nagrody niebiańskie. Miłość, która zapala nas duchowym ogniem miłości ku śmierci Chrystusa i owocom duchowych cnót, sprawia, że pełnią nienawiści nienawidzimy tego, co im jest przeciwne. Dlatego też ten syn marnotrawny, po tym jak zastanowił się i uląkł się jak sługa kary strasznego ognia, następnie – myśląc już o nagrodzie – zapragnął pozycji najemnika. Lecz gdy Ojciec wybiegł naprzeciw niemu, nie zadowolił się otrzymaniem rzeczy mniejszych i po przebyciu bez zwłoki obydwu stopni, odnowił dawną godność synowską i już zaczął myśleć nie o nagrodzie najemnika, ale o synowskim dziedzictwie.

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go;

Najlepsza szata jest ubraniem niewinności, którą człowiek otrzymał, gdy został dobrze stworzony, ale utracił, gdy został nakłoniony do złego, gdy winny sprzeniewierzenia się poznał, że jest nagi, że utracił chwałę nieśmiertelności i otrzymał odzienie ze skór, czyli śmiertelność. Słudzy, którzy przynoszą tę szatę, są głosicielami pojednania. Przynoszą zaś najlepszą szatę, gdy z mocą ogłaszają, ze ludzie śmiertelni i ziemscy będą wyniesieni wysoko, że nie tylko będą współobywatelami aniołów, lecz także dziedzicami Boga i współdziedzicami Chrystusa.

Dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi.

Pierścień jest znakiem szczerej wiary, która wyciska w sercach ludzi wierzących wszystkie obietnice jako pewną pieczęć, albo znak zaręczyn z tymi, których Kościół poślubia. Słusznie pierścień dany jest na rękę, żeby dzięki czynom zjaśniała wiara i dzięki wierze umocnione zostały czyny. Sandały na nogach wyrażają obowiązek ewangelizowania, aby kierując bieg umysłu ku sprawom niebiańskim, został zachowany wolnym i nieskalanym myślą o rzeczach ziemskich, a umocniony przykładami poprzedników kroczył w sposób pewny po wężach i skorpionach. Ręce więc i stopy, czyli działanie i kroki zostają ozdobione. Działanie, abyśmy żyli poprawnie, kroki, abyśmy śpieszyli ku wiecznej chwale. „Nie mamy tutaj bowiem trwałego miejsca, ale szukamy przyszłego” (Hbr 13, 14).

Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie.

Utuczone ciele – jest nim sam Pan, ale według ciała. Słusznie mówi się, że „utuczone”, ponieważ Jego ciało jest tak doskonałe duchową mocą, że wystarcza na miłą ofiarę za zbawienie całego świata, jest wonią poświęcenia skierowaną ku Bogu i wstawiającą się za wszystkich. Przyprowadzenie i zabicie cielaka oznacza zatem głoszenie Chrystusa i ogłaszanie Jego śmierci. Wtedy bowiem każdy z nas jakby na nowo zabija Go, gdy wierzy w Jego śmierć. Wtedy bowiem Jego ciało jest spożywane, gdy sakramenty Jego męki przyjmujemy ustami dla oczyszczenia i rozmyślamy o nich w sercu, by Go naśladować. „Będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. Nie tylko syn, który ożył na nowo i odnalazł się, lecz także ojciec i jego słudzy, radują się umocnieni ciałem i świętą ofiarą z cielca, który został zabity ze względu na syna, ponieważ pokarmem ojca jest nasz ratunek a radością ojca jest odpuszczenie naszych grzechów. Nie tylko zresztą Ojca, ale także Syna i Ducha Świętego. Jak bowiem jedna jest w boskości wola i działanie, tak też święta i niepodzielna Trójca ma jedno upodobanie. Stąd o błogosławionym Abrahamie, który przyjął w gościnę trzech aniołów, czytamy, że zabił najwyborniejszego i najlepszego cielca i podał im z mlekiem, chlebem i masłem, aby spożyli. Kto pragnie umocnić, czyli uradować błogosławioną Trójcę służbą poprawnej pobożności, winien także celebrować pobożnym i szczerym wyznaniem śmierć w ciele jednorodzonego Syna Bożego, który jest jedną z osób w tejże Trójcy. Zauważyć też trzeba, że najpierw otrzymał najlepsze ubranie, pierścień i sandały, i dopiero tak wreszcie złożono w ofierze cielca, ponieważ jeśli najpierw nie wdzieje nadziej nieśmiertelności, jeśli nie umocni swojego postępowania pierścieniem wiary, jeśli samej wiary pobożnym wyznaniem nie ogłosi, nikt nie może zanurzyć się w niebiańskie sakramenty.

I zaczęli się bawić.

To święto i uroczystość obecnie obchodzi rozszerzony i rozsiany po całym okręgu ziemi Kościół. Cielec ten obecny jest bowiem w ciele i krwi Pańskiej, ofiarowany jest Ojcu i karmi cały dom.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu.

Starszy syn jest narodem Izraela, który chociaż nie odszedł daleko, nie przebywał jednak w domu, ale mówi się o nim, że bawił na polu, ponieważ ten lud nie porzucił Stwórcy, żeby oddawać cześć bałwanom, ale też nie wniknął do głębi Prawa, które przyjął, lecz zadowolony zachowaniem go pod względem litery, przyzwyczaił się do dokonywania i oczekiwania dzieł zewnętrznych i ziemskich, słysząc od proroka: „Jeśli zwrócilibyście się do Mnie i gdybyście Mnie słuchali, spożywalibyście dobra ziemi” (Iz 1, 19).

Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce.

Syn przybliża się do domu, gdy ten lud w każdym rozsądnym Izraelicie (liczni bowiem znaleźli się u nich tacy i często cały czas się znajdują) po odrzuceniu trudu niewolniczej pracy, na podstawie Pism uznaje wolność Kościoła. Słyszy muzykę i tańce, czyli ludzi pełnych Ducha, którzy zgodnym głosem przepowiadają Ewangelię i do których powiedziano: „Zaklinam was, bracia, abyście wszyscy byli jednomyślni (1 Kor 1,10), aby żyjąc w zgodzie mieli jedną duszę i jedno serce na chwalenie Boga.

Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł…

Przywołuje jednego ze sług, gdy zabiera się za czytanie jakiegoś proroka i szuka w jego wypowiedziach, pyta w pewien sposób, skąd to święto w Kościele, w którym nie dostrzega samego siebie. Niech sługa ojca, prorok mu odpowie:

„Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Twój brat był na krańcach ziemi, ale stąd tym większa jest radość wyśpiewujących Panu nową pieśń, ponieważ „Jego chwała aż po krańce ziemi”(Iz 42,10). I ze względu na tego, który był daleko, został zabity ten, do którego powiedziano: „Niech będzie Mu miłe twoje całopalenie” (Ps 20,4).

Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu.

Także teraz jest rozgniewany i dotąd nie chce wejść. Gdy więc wejdzie pełnia pogan, w odpowiednim czasie wyjdzie także jego ojciec, aby również cały Izrael był zbawiony (por. Rz 11,25). Część tego narodu została dotknięta ślepotą, jakby odejściem na pole, dopóki pełnia młodszego syna, czyli narodów będących daleko, pogrążonych w bałwochwalstwie, wejdzie z powrotem na ucztę z cielaka. Pewnego dnia zostanie bowiem Żydzi będą otwarcie wezwani do zbawienia w Ewangelii. To otwarte wezwanie określone zostało jako wyjście ojca w celu tłumaczenia starszemu synowi.

Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu;

Pytamy, w jakim sensie mówi się o tym ludzie, że nigdy nie przekroczył Bożego rozkazu. Łatwo to się stało, bo nie mówi się tu o wszystkich rozkazach, ale o jednym, najważniejszym, które nakazuje, żeby nie czcić żadnego innego boga. Jednak tak to trzeba rozumieć, że ten syn wyobraża nie wszystkich Izraelitów, ale tych, którzy nigdy nie odwrócili się od Boga do bożków. Ten syn, chociaż jakby znajdował się na polu pragnąc spraw ziemskich, to jednak tego rodzaju dóbr spodziewał się od jednego Boga. Również świadectwo jego ojca to potwierdza, gdy stwierdza on: „Ty zawsze jesteś ze mną”. Nie zganił go bowiem jak kłamcę, ale potwierdził jego trwanie obok ojca i zaprosił do pełnej radości z rzeczy większej i z bardziej doskonałej radości.

Ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.

Przy pomocy słowa „koźlę” zwykło się określać antychrysta, ale niech będzie ode mnie dalekie uważać, że chodzi tu o antychrysta. Zupełnie absurdalne jest, żeby ten, do którego mówi się: „Ty zawsze jesteś ze mną”, życzył sobie od ojca, by powierzył go antychrystowi. Nie jest słuszne interpretować tego syna jako tych spośród Żydów, którzy mają być wydani antychrystowi. Jak więc może zabawić się z powodu tego koźlęcia – jeśli chodzi o antychrysta – ten, który nie został mu oddany? A jeśli zabawić się z powodu zabicia koźlęcia znaczy: uradować się ze zniszczenia antychrysta, to dlaczego syn, którego ojciec przyjmuje, mówi, że nie zostało mu to dane, gdy wszyscy synowie Boży mają się radować z potępienia tego wroga? Prawdopodobnie żali się, że samego Pana odrzuca od siebie, skoro uważa, że jest On grzesznikiem. Skoro bowiem jest On dla tego narodu kozłem, skoro uważa Go za gwałciciela Szabatu łamiącego Prawo, nie zasłużył na radość ze świętowania. Jakby to, co powiedział: „Nigdy nie dałeś mi koźlęcia, aby zabawił się z moimi przyjaciółmi”, znaczyło: „nigdy nie dałeś mi uradować się tym, który wydawał mi się kozłem, nie udzielając mi jego samego właśnie przez to, że wydawał mi się kozłem”. Ponieważ zaś mówi: „z moimi przyjaciółmi”, to albo trzeba to rozumieć jako wypowiedziane przez przywódców w sensie „z ludem”, albo przez lud Jerozolimy w sensie „z pozostałymi mieszkańcami Judy”.

Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę.

Nierządnicami są przesądy pogan, z którymi roztrwoniony został majątek po tym jak po porzuceniu wyłącznego małżeństwa ze Słowem Boga cudzołożył przez obrzydliwą pożądliwość z wieloma demonami.

Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

Słowa: „wszystko moje należy do ciebie” nie powinny być rozumiane w tym sensie, że tak to powiedziano, jakby nie były także brata, jak wtedy gdy chodziło o udział w ziemskim dziedzictwie ojca. W jaki sposób wszystko może być starszego brata, jeśli ma w tym udział także młodszy? Tak bowiem doskonali, oczyszczeni i już nieśmiertelni synowie wszystko mają, że poszczególne rzeczy należą do wszystkich i wszystko należy do każdego. Jak bowiem pożądanie nie dokonuje się bez boleści, tak miłość niczego nie posiada z bólem. Gdy więc otrzymamy tę szczęśliwość, nasze będą sprawy wzniosłe, byśmy żyli, nasze będą, wszystkie równo do podziału, nad niższymi będziemy panować.

Jeśli kogoś zaś zastanawia, jak to możliwe, że Prawda mówi do Ojca zanosząc prośbę: „Wszystko moje jest Twoje, a Twoje moje”, do czego podobnie brzmi to, co tutaj mówi się do syna: Wszystko moje jest twoje, to niech wie, że jednorodzony Syn ma wszystko, co należy do Ojca, przez to że także On jest Bogiem, zrodzonym z Ojca i równym Ojcu. Również bowiem to, co mówiąc o Duchu Świętym powiedział: „Wszystko, co ma Ojciec, jest moje”, dlatego powiedział, że „z mojego weźmie i ogłosi wam” (J 16,15). Mówił bowiem o tych rzeczach, które odnoszą się do samej boskości Ojca, a w których On jest Mu równy mając wszystko, co ma Ojciec. A skoro Duch miał wziąć nie ze stworzenia, które jest poddane Ojcu i Synowi, powiedział: „Z mojego weźmie”, ale chodzi oczywiście o to, że weźmie z Ojca, od którego pochodzi Duch i z którego narodził się Syn.

Chciał zatem przy pomocy tych dwóch synów odnieść się albo do dwóch ludów, albo – jak komuś się podoba – do jakichkolwiek dwóch ludzi: nawracającego się i sprawiedliwego, czy raczej do kogoś, kto wydaje się sobie sprawiedliwy. Niech więc raduje się starszy brat, ponieważ „młodszy brat był umarły a ożył, zaginął a odnalazł się”.

Beda Czcigodny, Komentarz do Ewangelii Łukasza

Tłum. P.M.Szewczyk

Beda Czcigodny o pasterzu i jego owcy, o kobiecie i zgubionej drachmie V Niedziela Wielkiego Postu: Jezus i cudzołożnica III Niedziela Wielkiego Postu: figowiec bez owoców II niedziela Wielkiego Postu: przemienienie Jezusa I Niedziela Wielkiego Postu: kuszenie Jezusa Teczka Bedy

Dodaj Komentarz

Newsletter

Kolejna multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Na nic mi rozkosze tego świata i królestwa doczesne. Wolę umrzeć, by połączyć się z Chrystusem niż królować aż po krańce ziemi. Tego szukam, który za nas umarł. Tego pragnę, który dla nas zmartwychwstał. Moje narodziny się zbliżają. Wybaczcie mi, bracia: nie przeszkadzajcie mi żyć, nie chciejcie, abym umarł; tego, który pragnie należeć do Boga, nie wydawajcie światu, ani nie zwódźcie go materią. Dopuśćcie, bym otrzymał czyste światło. Kiedy tam dojdę, stanę się człowiekiem. Pozwólcie mi naśladować mękę mojego Boga. Jeśli ktoś ma Go w sobie, pojmie, czego pragnę…
Ignacy z Antiochii, List do Rzymian, II wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.