Kategorie | Teksty Ojców

Beda Czcigodny o spotkaniu Jezusa z Zacheuszem

zacheusz

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Rzeczy niemożliwe u ludzi, są możliwe u Boga (Łk 18,27). Oto bowiem wielbłąd, który zdjął pakunki z garbu przeszedł przez ucho igielne (Mt 19,24), czyli bogaty celnik porzucił ciężar bogactw, odrzucił to, co wiązało się z niebezpieczeństwem, i skierował się ku wąskiej bramie i stromej ścieżce, która prowadzi do życia (Mt 7,14). Żeby widzieć Zbawiciela działając pod wpływem godnego podziwu poruszenia wiary, ponieważ miał zbyt niską posturę, pomaga sobie wejściem na drzewo i dlatego słusznie, chociaż sam nie ośmiela się prosić, otrzymuje błogosławieństwo ugoszczenia Pana, którego pragnął. W sposób przenośny Zacheusz, którego imię tłumaczy się jako „usprawiedliwiony”, oznacza wierzący lud pochodzący z pogaństwa. On bowiem im bardziej zajęty był troską o sprawy światowe, tym bardziej poniżał się wstydliwymi udręczeniami. Ale gdy obmył się, uświęcił i usprawiedliwił w imieniu naszego Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu naszego Boga, pragnął zobaczyć Zbawcę wschodzącego do Jerycha, lecz nie mógł z powodu tłumu. Pragnął udziału w łasce wiary, którą przyniósł światu Zbawiciel, lecz stanęło mu na drodze do zrealizowania tego pragnienia zakorzenienie w grzesznych zwyczajach. Ono wywołało tumult tego tłumu szkodliwego sposobu życia, który krzyczał ku niebu, aby nie dotarł do światła, i opóźnia kierującego spojrzenie ku górze celnika, aby nie zobaczył Jezusa. Lecz tak jak ślepiec pokonał wołając coraz głośniej krzyki tłumu, tak ten malutki człowieczek musiał dążeniem ku górze wzbić się ponad przeszkodę stawianą przez tłum, porzucić to co ziemskie i wejść na drzewo krzyża. Sykomora bowiem, która jest drzewem z liści podobnym do morwy, ale wyższym od niej, i dlatego w łacinie określana jest jako „celsa”, czyli wzniosła, ale mówi się też o niej „głupi figowiec”. Tak samo jest z krzyżem Pana, który karmi wierzących jak figowiec, ale przez niewierzących wyśmiewany jest jako głupota. „My zaś przepowiadamy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest dla Żydów zgorszeniem, a dla pogan głupstwem. Dla powołanych zaś zarówno Żydów jak i pogan jest Chrystusem, mocą Bożą i Bożą mądrością” (1 Kor 1,18). Zacheusz, człowiek malutkiej postury, wszedł na to drzewo, dzięki czemu mógł się wznieść wyżej, gdy upokorzony i świadomy własnej niemocy, wierząc jednak w Pana ogłasza: „Jeśli mam się chlubić, to tylko w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ga 6,14). Po wejściu więc na sykomorę dostrzegł przechodzącego blisko Pana, ponieważ dzięki temu godnemu pochwały głupiemu zachowaniu dostrzegł jakby przechodzące światło niebiańskiej mądrości, nawet jeśli jeszcze nie solidnie, to jednak już przynajmniej pobieżnie.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i zobaczył go.

Przechodząc przez Jerycho Zbawiciel dotarł do miejsca, gdzie Zacheusz biegnąc wszedł na sykomorę, ponieważ gdy rozesłał po świecie głosicieli swojego Słowa, przez których On sam przemawiał, szedł i dotarł do ludu pogan, który już powstawał dzięki wierze w Jego sławną mękę, ale gorąco pragną także zostać uszczęśliwionym przez pewne oglądanie Jego boskości. „Spojrzał w górę i zobaczył go” – ponieważ wybrał Zacheusza jako wyniesionego dzięki łasce wiary ponad ziemskie pragnienia oraz przewyższającego tłumy niewiernych. Spojrzenie Boga oznacza bowiem wybranie lub umiłowanie. Dlatego też spisane zostały te słowa: „Oczy Pana skierowane na sprawiedliwych” (Ps 34,16). Przecież również my pośpiesznie odwracamy spojrzenie od rzeczy, których nienawidzimy, a kierujemy ku tym, które lubimy oglądać. Jezus zobaczył więc tego, który zobaczył Jego, bo wybrał wybierającego Go i umiłował miłującego. Wybitny nauczyciel ukazał ten słuszny porządek wzrostu, czyli dochodzenie przez wiarę we wcielenie Pana do poznania boskości – będący jakby wypatrywaniem oblicza Jezusa z sykomory – gdy powiedział: „Postanowiłem będąc między wami nie znać niczego innego, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2). To samo stwierdza, gdy stawiając innym zarzut, mówi: „Staliście się jak ci, którzy potrzebują mleka a nie stałego pokarmu” (por. Hbr 5,11-14). Mlekiem nazywa błahe sprawy odnoszące się do kierowania tym, co doczesne, zaś stałym pokarmem wzniosłe odnoszące się do wiecznego majestatu.

I rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.

Kiedyś Jezus przebywał w domu przywódcy faryzeuszów, czyli nauczał w synagodze żydowskiej, ale ponieważ krytykowali Go zatrutym językiem, że nie troszczy się o obmycie przed szabatowym posiłkiem, przyjmuje celników i grzeszników, przemawia przeciw chciwości i dokonuje innych rzeczy godnych Boga, mając tego dość oddalił się od ich występków i uciekł mówiąc: „Dom wasz będzie wam zostawiony” (Mt 23,38). Dzisiaj zaś trzeba Mu zatrzymać się w domu malutkiego Zacheusza, czyli odpocząć w pokornym sercu wierzących narodów pogan, skoro jaśnieje łaska nowego światła. Fakt zaś, że nakazał Zacheuszowi zejść z sykomory i przygotować w ten sposób miejsce dla Chrystusa w swoim domu znaczy to samo, co powiedział Apostoł: „Nawet jeśli poznaliśmy Chrystusa według ciała, już Go tak nie znamy” (2 Kor 5,16). Chociaż bowiem umarł na skutek słabości, żyje mocą Boga.

A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę.

Jest jasne, że Żydzi zawsze nienawidzili zbawienia pogan, jest bowiem napisane: „W następny szabat prawie całe miasto zeszło się, żeby słuchać słowa Pańskiego. Żydzi zaś widząc tłumy zapałali gorliwością i sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł” (Dz 13,45). A w innym miejscu: „Wierzący bracia stawiali wyrzuty przywódcy Apostołów mówiąc: Dlaczego wszedłeś do ludzi nieobrzezanych i jadłeś z nimi?” (Dz 11,2-3)

Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie.

Podczas gdy inni lżyli człowieka jako grzesznika, sam Zachariasz stanął, czyli trwał w tym, co rozpoczął dzięki prawdzie wiary, i nie tylko odwrócił się od grzechu, ale także podjął trud działania na wzór ludzi doskonałych. Pan przecież powiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko, co posiadasz, i rozdaj ubogim” (Mt 19,21), każdy kto przed nawróceniem żył w sposób niewinny, może po nawróceniu rozdać wszystko ubogim. Kto zaś popełnił jakąś winę, najpierw powinien oddać to, co zgodnie z prawem winno być oddane, a następnie rozdać ubogim to, co mu pozostanie. I w ten sposób postąpił Zacheusz, ponieważ niczego nie zatrzymuje dla siebie, ale wszystko co ma rozdaje, daje ubogim, a jego sprawiedliwość trwa na wieki wieków (por. Ps 112,9). To jest owa mądra głupota, którą celnik zebrał niczym owoce życia z sykomory: oddać to, co zabrane, swoją własność porzucić, wzgardzić tym, co widzialne, pragnąć nawet śmierci ze względu na sprawy niewidzialne, wyrzec się siebie i gorąco pożądać iść po śladach Pana, którego jeszcze nie można oglądać.

Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama.

Zacheusz został nazwany synem Abrahama nie dlatego, że pochodzi z jego rodu, ale dlatego, że naśladuje jego wiarę. Jak bowiem Abraham na rozkaz Pana porzucił ziemię, rodzinę, dom i rodziców z powodu nadziej na przyszłe dziedzictwo, tak też on, żeby nabyć skarb w niebie, porzucił swoje dobra rozdzielając je między ubogich. Pięknie jest powiedziane „i on”, aby zadeklarować, że przynależą do synów obietnicy nie tylko ci, którzy trwają w sprawiedliwości, ale również ci, którzy odwracają się od niesprawiedliwości. W innym sensie można to tak zrozumieć, że zbawienie, które kiedyś wypełniało dom Żydów, dzisiaj zajaśniało narodowi pogan przez to, że takę ten lud jest synem Abrahama dzięki wierze w Niego. Na ten temat mówi Apostoł: „Skoro jesteście Chrystusa, jesteście także nasieniem Abrahama” (Ga 3,29). I jak w innym miejscu mówi: „Sam Abraham jest ojcem obrzezania, nie tylko tych, którzy pochodzą z obrzezania, lecz także tych, którzy postępują po śladach wiary, która jest przede wszystkim wiarą naszego ojca, Abrahama” (por. 4,16).

Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Te słowa znaczą to, co mówi w innym miejscu: „Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,13). Słusznie dobry nauczyciel nie wzbraniał się wyjawić szemrającym tłumom swoich tajemnic, mianowicie że do tego stopnia nie należy gardzić nawróceniem grzeszników, że sam Syn Boży został zesłany na ziemię, że ze wszech miar jest ono pożądane.

Beda Czcigodny, Komentarz do Ewangelii Łukasza

Tłum. P.M.Szewczyk

Chcesz znaleźć na patres.pl więcej tekstów Ojców?Beda Czcigodny na patres.pl

Dodaj Komentarz

Newsletter

Kolejna multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Dla ludzi czystych wszystko jest czyste, u nieczystych zaś zarówno sumienie, jak i w ogóle wszystko jest splamione.
Atanazy Wielki, List do Amuna, IV wiek po Chr.