Augustyn z Hippony o wyparciu się Pana przez Piotra

1. Po zdradzie Judasza prześladowcy pochwycili i związali Pana, który „umiłował nas i samego siebie wydał za nas” (Ef 5,2) i którego Ojciec nie oszczędził, ale za nas wszystkich wydał (zob. Rz 8,32). Żebyśmy jednak rozumieli, że Judasz nie jest godny pochwały ze względu na korzyść płynącą z jego zdrady, ale godny potępienia za to, że jego wola skłoniła się do zbrodni, „zaprowadzili Go – jak opowiada Ewangelista Jan – najpierw do Annasza”. Nie przemilczał też powodu, dla którego tak się stało: „Był bowiem – mówi – teściem Kajfasza, który w tym roku był najwyższym kapłanem. I to Kajfasz – mówi – był tym, który poradził Żydom, że pożyteczne jest, by jeden człowiek umarł za naród” (J 18,13-14). Słusznie również Mateusz, gdy chciał te zajścia opisać krócej, wspomina, że Pan został zaprowadzony do Kajfasza (Mt 26,57), choć wcześniej został zaprowadzony do Annasza, ponieważ był jego teściem. Należy to rozumieć w ten sposób, że stało się to z woli Kajfasza.

2. „Szedł zaś za Jezusem – mówi – Szymon Piotr i inny uczeń” (J 18,15). Nie można z pewnością stwierdzić, kim był ten uczeń, ponieważ Ewangelista przemilczał jego imię. Jan ma jednak zwyczaj wskazywać w ten sposób na samego siebie i dodawać: „którego Jezus miłował” (J 13,23; 19,26). Może więc chodzi właśnie o niego, ale kimkolwiek byłby ten uczeń, zobaczmy co dzieje się później. „Ten uczeń zaś – mówi – znany był arcykapłanowi i wszedł z Jezusem do atrium arcykapłana, a Piotr stał na zewnątrz przy drzwiach. Wyszedł więc ten drugi uczeń, który był znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra. Służąca odźwierna mówi więc do Piotra: Czy ty czasem nie jesteś jednym z Jego uczniów? On mówi: nie jestem” (J 18,15-17). Oto niezwykle mocna kolumna cała zadrżała na jedno uderzenie lekkiego wiatru. Gdzie się podziała ta śmiałość człowieka składającego obietnice i uważającego siebie za bardziej wiernego od innych? Gdzie są te słowa, które wcześniej wypowiedział: „Dlaczego nie mogę teraz iść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie!” (J 13,37)? Czy na tym polega podążanie za mistrzem, że wyrzeka się bycia uczniem? Czy w ten sposób oddaje życie za Pana, że unika tego, czym zagroził głos służącej? Cóż jednak dziwnego jest w tym, że Bóg przepowiedział prawdę, a człowiek przyjął błędne założenia? Wobec tego zaprzeczenia Apostoła Piotra, które właśnie się zaczęło, musimy zauważyć, że wyrzeka się Chrystusa nie tylko człowiek, który mówi, że On nie jest Chrystusem, ale także ten, który zaprzecza, że jest chrześcijaninem, chociaż nim jest. Pan bowiem nie mówi Piotrowi: „Wyprzesz się, że jesteś moim uczniem”, ale: „Mnie się wyprzesz”. Wyparł się więc Chrystusa, gdy zaprzeczył, że jest Jego uczniem. A czy jego słowa czemuś więcej zaprzeczyły niż temu, że jest chrześcijaninem? Chociaż jeszcze wtedy uczniowie Chrystusa nie byli nazywani tym imieniem, gdyż dopiero po Jego wniebowstąpieniu, w Antiochii po raz pierwszy uczniów zaczęto nazywać „chrześcijanami” (Dz 11,26). Był już jednak sama rzeczywistość, na którą później miało wskazywać to słowo, byli już uczniowie, którzy później zostali nazwani chrześcijanami i to wspólne imię, tak samo jak wspólną wiarę, przekazali potomnym. Piotr więc, który zaprzeczył, że jest uczniem Chrystusa, zaprzeczył tej rzeczywistości, która kryje się pod nazwą „chrześcijanin”. Jak liczni zaś byli później nie tylko starcy i staruszki, w których sytość tego życia łatwiej mogła zlekceważyć śmierć za Chrystusa, nie tylko ludzie młodzi obu płci, od których z racji na wiek słuszniej oczekuje się dzielności, ale także chłopcy i dziewczynki potrafili – dzięki czemu niezliczona rzesza świętych męczenników weszła do Królestwa niebios siłą i gwałtem – dokonać tego, czego wówczas nie potrafił uczynić ten, który otrzymał klucze Królestwa niebios (zob. Mt 16,19). Dlatego powiedziano: „Pozwólcie tym odejść”, gdy wydał siebie za nas Ten, który nabył nas swoją krwią, „aby wypełniło się słowo, które mówi: nie straciłem nikogo z tych, których mi dałeś” (J 18, 8-9; 17, 12). Gdyby Piotr odszedł z tego świata po wyrzeczeniu się Chrystusa, byłby z pewnością stracony.

3. „Przy ogniu stali zaś niewolnicy i służący, gdyż było zimno, i ogrzewali się” (J 18,18). Nie było to zimą, ale jednak było zimno, jak to często się dzieje podczas wiosennej równonocy. „Piotr był razem z nimi, stał i grzał się. Arcykapłan zaś zapytał zaś Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: Jawnie przemawiałem wobec świata, zawsze nauczałem w synagodze i w świątyni, gdzie przychodzą wszyscy Żydzi, a w ukryciu niczego nie uczyłem. Czemu mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słuchali, co im mówiłem: oni wiedzą, co powiedziałem” (J 18,18-21). Rodzi się tutaj pytanie, którego nie możemy zlekceważyć. W jakim sensie Pan Jezus powiedział: „Jawnie przemawiałem wobec świata”? A zwłaszcza: „W ukryciu niczego nie uczyłem”? Czy to nie w tej ostatniej mowie, którą wygłosił do uczniów po wieczerzy, powiedział im: „Mówiłem wam te rzeczy w przypowieściach, ale przyszła godzina, gdy już nie będę mówił wam w przypowieściach, ale jawnie ogłoszę wam o moim Ojcu” (J 16,25)? Jeśli do tych najbliższych uczniów nie przemawiał jawnie, ale obiecał godzinę, w której przemówi jawnie, to w jakim sensie mówił jawnie wobec świata? Przecież do tych swoich ludzi – jak świadczą o tym również inni Ewangeliści – w porównaniu z tymi, którzy Jego uczniami nie byli, dużo bardziej otwarcie przemawiał, gdy był tylko z nimi, daleko od tłumów, i wtedy otwierał przed nimi także przypowieści, które jako zamknięte wygłaszał wobec innych. Co więc znaczą słowa: „W ukryciu niczego nie uczyłem”? W ten sposób należy zrozumieć słowa: „jawnie przemawiałem wobec świata”, jakby powiedział: „wielu ludzi mnie słyszało. To jawne przemawianie po części było jawne, a po części jawne nie było. Było jawne w tym znaczeniu, że liczni je słyszeli, ale z kolei nie było jawne, bo nie rozumieli. To zaś, co mówił uczniom na osobności, w żadnym razie nie było przemawianiem w ukryciu. Czy można powiedzieć, że człowiek, który przemawia wobec takiej ilości osób, przemawia w ukryciu, skoro jest napisane: „na ustach dwóch lub trzech świadków oprze się każde zeznanie” (Pwt 19,16), zwłaszcza jeśli kilku osobom mówi to, w co chciał przy ich pomocy włączyć licznych? Przecież sam Pan powiedział do tych, których miał przy sobie jako nielicznych: „Co mówię wam w ciemnościach, głoście w świetle, a co słyszycie na ucho, przepowiadajcie na dachach” (Mt 10,27). A zatem to, co jak się wydaje było przez Niego powiedziane w ukryciu, w pewnym sensie nie było powiedziane w ukryciu, ponieważ nie w taki sposób nauczał, aby zostało skryte milczeniem przez tych, do których zostało powiedziane, ale raczej w taki sposób, aby przepowiadane było każdemu człowiekowi. W ten sposób można więc powiedzieć, że było zarówno jawne jak i niejawne, zarówno w ukryciu, jak i nie w ukryciu, podobnie jak jest powiedziane: „aby widząc widzieli i nie widzieli” (Mk 4,12). W jakim sensie widzą, jeśli nie dlatego, że jest jawne, a nie w ukryciu? I w jakim sensie nie widzą, jeśli nie dlatego, że nie jest jawne, ale w ukryciu? Te zatem rzeczy, które słyszeli i których nie rozumieli, miały taki charakter, że nie mogli uczciwie i sprawiedliwie postawić z ich powodu zarzutów, a za każdym razem, gdy stawiając pytania próbowali znaleźć coś, żeby Go oskarżyć, tak im odpowiadał, że poskramiał wszystkich ich podstępy i niweczył fałszywe zarzuty. Dlatego powiedział: „Czemu mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słuchali, co im mówiłem: oni wiedzą, co powiedziałem”.

4. „Gdy to powiedział, jeden ze służących wymierzył policzek Jezusowi, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi? Jezus mu odpowiedział: Jeśli źle powiedziałem, udowodnij co było złego, a jeśli dobrze, to czemu mnie bijesz?” (J 18,22-23). Jaka odpowiedź byłaby bardziej prawdziwa, spokojna i sprawiedliwa od tej? Jest to odpowiedź tego, o którym głos prorocki przepowiedział: „Bądź mocny, bądź silny, idź naprzód, króluj ze względu na prawdę, łagodność i sprawiedliwość” (Ps 45,5). Jeśli weźmiemy pod uwagę, komu wymierzono policzek, czy nie chcielibyśmy, żeby tego, kto wymierzył cios, strawił niebiański ogień, pochłonęła otwierająca się pod nim ziemia, pochwycił i porwał jakiś demon lub żeby spadła na niego jakaś inna kara i żeby nawet ciężej został ukarany? Której z tych rzeczy nie zdołałby swoją mocą nakazać ten, przez którego świat powstał, gdyby nie wolał nauczyć nas cierpliwości, dzięki której świat został zwyciężony? Ktoś jednak może powiedzieć tutaj: Czemu nie uczynił tego, co sam nakazał? Uderzonemu przecież nie nakazał odpowiedzieć w ten sposób, ale nadstawić drugi policzek (zob. Mt 5,39). W czym problem, skoro odpowiedział prawdziwie, w sposób łagodny i sprawiedliwy, i nie tylko nadstawił drugi policzek, żeby został ponownie uderzony, ale całe ciało wydał, żeby było przybite do drzewa? I w ten sposób ukazał raczej, co należało ukazać, że te Jego wielkie przykazania dotyczące cierpliwości mają być wypełnianie nie przez cielesne popisy, ale gotowość w sercu. Może bowiem być i tak, że nadstawi drugi policzek człowiek, który jest wściekły. O ile więc lepiej, że zarówno pełen spokoju dał prawdziwą odpowiedź, jak i był gotowy z wewnętrznym spokojem znieść cięższe prześladowania. Błogosławiony jest bowiem człowiek, który we wszystkich sytuacjach, które znosi niesprawiedliwie ze względu na sprawiedliwość, potrafi zgodnie z prawdą powiedzieć: „Gotowe jest serce moje, Boże, gotowe jest serce moje”. Dzięki temu ma miejsce to, o czym mowa jest później: „Zaśpiewam i zagram psalm” (Ps 57,8). Paweł i Barnaba potrafili to uczynić nawet w bardzo ciężkim więzieniu (zob. Dz 16,25).

5. Wróćmy jednak do dalszego ciągu opowieści Ewangelii. „A Annasz posłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza” (J 18,24). Zgodnie z tym, co mówi Mateusz, został do niego zaprowadzony na początku, ponieważ to on w tym roku był najwyższym kapłanem (zob. Mt 26,57). Należy to rozumieć w ten sposób, że panował zwyczaj, że dwaj arcykapłani, to znaczy najwyżsi kapłani, pełnili funkcję na zmianę co roku, a w tym czasie byli nim Annasz i Kajfasz, których wspomina Łukasz mówiąc o tej chwili, gdy poprzednik Pana, Jan zaczął przepowiadać Królestwo niebios i gromadzić uczniów. Tak bowiem mówi: „Za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało Słowo Pana do Jana, syna Zachariasza, na pustyni…” (Łk 9,2) i tak dalej. Od tego czasu ci dwaj arcykapłani na zmianę pełnili funkcję przez swoje lata i był to rok Kajfasza, gdy Chrystus został umęczony. Dlatego według Mateusza, gdy Pan został pochwycony, zaprowadzony został do niego. Wcześniej jednak poszli z Nim według Jana do Annasza, ale nie dlatego, że pełnił razem z nim urząd, ale dlatego że był jego teściem. Dlatego należy wierzyć, że działo się to na skutek woli Kajfasza, albo że ich domy tak były rozmieszczone, że nie można było ominąć domu Annasza idąc do Kajfasza.

6. Gdy Ewangelista powiedział, że Annasz posłał Go związanego do Kajfasza, wraca następnie do tego momentu opowieści, w którym zostawił Piotra, by wyjaśnić, że to, co dotyczy historii z jego trzykrotnym wyparciem się Pana, miało miejsce w domu Annasza. Mówi: „Był zaś tam Piotr, który stał i grzał się”. Powtarza to, co już wcześniej powiedział, a następnie dodaje późniejsze wydarzenia. „Powiedzieli mu więc: czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? On wyparł się i powiedział: nie jestem”. Raz już się wyparł, teraz ponownie. Żeby wreszcie wypełniło się także trzecie zaprzeczenie: „Jeden ze służących kapłana, znajomy tego, któremu Piotr odciął ucho, mówi: czy nie ciebie widziałem w ogrodzie razem z Nim? Piotr więc ponownie zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał” (J 18,25-27). Oto wypełniła się zapowiedź lekarza i rozwiało złudzenie chorego. Nie stało się to, co powiedział Piotr: „życie moje za Ciebie oddam”, ale stało się to, co przepowiedział Pan: „Trzy razy się mnie wyprzesz”. Lecz wraz z dopełnieniem się trzykrotnego wyparcia się Piotra, nasza nauka się dopełniła, abyśmy w następnej przemowie rozważyli to, co wydarzyło się z Panem u namiestnika, Poncjusza Piłata.

Augustyn z Hippony, Homilie na Ewangelię Jana, 113
Tłum. P.M.Szewczyk


Drogi Czytelniku,

bardzo się cieszymy Twoją obecnością na tym portalu! Cieszy nas Twoje zainteresowanie myślą, nauką i życiem Ojców Kościoła, bo sami jesteśmy głęboko przekonani, że Kościół dla swojej żywotności potrzebuje nieustannego czerpania z tych, których wybrał Bóg, żeby byli aż do końca istnienia świata jego Ojcami.

Nasz portal opiera się na pracy woluntarnej kilku osób, konieczne koszty (opłacenie serwera i podstawowych usług informatycznych) pokrywa Stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”. Jeśli chcecie wesprzeć rozbudowę portalu, będziemy wdzięczni za Wasze wsparcie. Dzięki przekazanym nam środkom, będziemy w stanie zrealizować dużo więcej tłumaczeń, nagrań filmowych i publikacji oraz dotrzeć do większego grona odbiorców.

Środki na portal Patres.pl można przekazać na konto:
mBank, 70 1140 2004 0000 3002 7483 9388
W tytule przelewu należy podać: patres.pl

PRZEKAŻ 30 PLN PRZEKAŻ 50 PLN  PRZEKAŻ 100 PLN

Dziękujemy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.