Kategorie | Teksty Ojców

Augustyn z Hippony, Traktat XXV Homilii na Ewangelię Jana

Jezus

1. Po wczorajszym czytaniu z Ewangelii następuje ten fragment, na podstawie którego trzeba dzisiaj wygłosić naukę. Po dokonaniu cudu, gdy pięć tysięcy ludzi Jezus nakarmił pięcioma chlebami i gdy tłumy były zdumione i mówiły, że jest wielkim Prorokiem, który przyszedł na świat, następuje ten fragment: „Gdy Jezus więc dowiedział się, że przyszli, żeby Go porwać i uczynić królem, uciekł i wycofał się na górę sam”. Można przez to zrozumieć, że Pan, gdy siedział na górze ze swoimi uczniami i zobaczył przychodzące do Niego tłumy, zszedł z góry i nakarmił tłumy na niższych terenach. Jak bowiem mogłoby się stać, że ponownie uciekł na górę, jeśli nie zszedłby z góry? Coś więc znaczy fakt, że Pan zstąpił z góry, żeby nakarmić tłumy. Nakarmił i potem wstąpił.

2. Dlaczego zaś wstąpił, gdy dowiedział się, że chcą Go porwać i uczynić królem? Cóż to? Czy nie był królem ten, który bał się zostać królem? Oczywiście że był, ale nie był takim królem, który zostaje królem dzięki ludziom, ale takim, który ludziom daje królestwo. Może więc i tutaj Jezus, którego czyny są słowami, wskazuje na coś innego? Czy więc to, że chcieli Go porwać i uczynić królem a On z tego powodu wycofał się samotnie na górę, czy to, co się stało, milczy, nic nie mówi, nic nie znaczy? A może próba porwania Go oznaczała chęć przyjścia Jego królestwa przed czasem? Chociaż przyszedł już na świat, to jednak nie po to, żeby już królować, skoro mówimy „Przyjdź Królestwo Twoje” uważając Go za tego, który ma królować. Zawsze bowiem króluje z Ojcem przez to, że jest Synem Boga, Słowem Boga, Słowem przez które wszystko się stało. Prorocy zaś przepowiedzieli Jego królowanie dokonujące się przez to, że Chrystus staje się człowiekiem i czyni swoich wiernych chrześcijanami. Nastanie więc królestwo chrześcijan, które cały czas jest gromadzone, cały czas przygotowywane, cały czas nabywane Krwią Chrystusa. Kiedyś ukaże się Jego królestwo, gdy jasna się stanie chwała Jego świętych po sądzie, którego On dokona, o którym to sądzie On sam wcześniej powiedział, że dokona Go Syn Człowieczy (zob. J 5,22). O tym królestwie także Apostoł powiedział: „Gdy przekaże Królestwo Bogu i Ojcu” (1 Kor 15, 24). Dlatego też Pan mówi: „Przyjdźcie, błogosławieni mojego Ojca, weźcie w udziale królestwo, które przygotowane jest dla was od początku świata” (Mt 25,34). Uczniowie zaś i tłumy, które w Niego wierzyły, uważali, że On w taki sposób przyszedł, żeby już królować: to znaczy, że chcieli Go porwać i uczynić królem, chcąc uprzedzając Jego czas, który On zachował dla siebie, aby w odpowiedniej chwili wyjawić, aby ogłosić w odpowiedniej chwili na końcu świata.

3. Jak widzicie, chcieli uczynić Go królem, to znaczy wyprzedzić mające nadejść wydarzenia i już doprowadzić do ukazania się Królestwa Chrystusa, którego wypadało najpierw osądzić, żeby potem sądził. Gdy został ukrzyżowany, także ci, którzy w Nim pokładali ufność, utracili nadzieję na Jego zmartwychwstanie. Powstając z martwych znalazł więc dwóch uczniów pogrążonych w beznadziei, rozmawiających ze sobą i płacząc rozprawiali o tym, co się wydarzyło. Ukazał się im jako nieznajomy, podczas gdy ich oczy trzymane były na uwięzi, aby Go nie poznali, dołączył do rozmawiających. Oni zaś wyjaśniając Mu, o czym rozmawiali, powiedzieli, że prorok potężny w czynach i słowach został zabity przez najwyższych kapłanów. „A my – mówią – oczekiwaliśmy, że On wykupi Izraela” (Łk 24, 13, 21). Słusznie oczekiwaliście, zgodnie z prawdą pokładaliście nadzieję: w Nim jest odkupienie Izraela. Lecz czemu się spieszycie? Chcecie Go porwać. Jeszcze wtedy wskazuje nam na takie rozumienie, gdy uczniowie pytali Go o koniec i powiedzieli do Niego: „Czy teraz tego udzielisz? Kiedy ustanowisz królestwo Izraela?”. Pragnęli, chcieli żeby to już się stało. To znaczy, że chcieli Go porwać i uczynić królem. Jednak mówi uczniom, że na razie On sam wstąpi. Mówi: „Nie do was należy znać czas lub moment, które Ojciec ustanowił w swojej potędze, ale otrzymacie moc z wysoka: Ducha Świętego, który na was przyjdzie, i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem, w całej Judei i Samarii i aż po krańce świata” (Dz 1, 6-8). Chcecie, aby już teraz ujawniło się Królestwo, niech jednak najpierw zbiorę to, co ukażę. Miłujecie to, co wzniosłe, i pędzicie ku górze, ale podążajcie za mną drogą uniżenia. Tak przecież zostało o Nim zapowiedziane: „Otoczy cię zgromadzenie ludów i ze względu na nie wrócisz na wysokość (Ps 7,8). Znaczy to, że aby otoczyło cię zgromadzenie ludów, abyś wielu zgromadził, wrócisz na wysokość. Tak zrobił: nakarmił i wstąpił na górę.

4. Dlaczego zatem zostało powiedziane: „uciekł”? Przecież Tego, który gdyby nie chciał, nie byłyby poznany, nikt by nie zatrzymał, gdyby nie chciał, ani nie porwał wbrew Jego woli. Jednak abyście dowiedzieli się, że stało się to w sposób tajemniczy, nie z konieczności, ale ze względu na znamienne zrządzenie, zobaczycie teraz, co nastąpiło. Ukazał się bowiem tym tłumom, które Go szukały i podczas rozmowy wiele im powiedział, wiele dyskutował o chlebie niebiańskim. Czy nie dyskutował o chlebie niebańskim właśnie z tymi, od których uciekł, aby go nie zatrzymali? Czy więc nie potrafił wtedy tak zadziałać, żeby Go nie pochwycili, jak teraz, gdy z nimi rozmawia? Na jakąś inną rzecz wskazał więc uciekając. Co to znaczy, że uciekł? Znaczy to, że nie mogli zrozumieć Jego wielkości. Jeśli bowiem czegoś nie rozumiesz, mówisz: „uciekło mi”. Dlatego „ponownie uciekł na górę samotnie” (J 6,15). Pierworodny spośród umarłych wstąpił ponad wszystkie niebiosa i wstawia się za nami (por. Kol 1, 18; Rz 8, 34.).

5. Podczas gdy On samotnie stanął wysoko jako wielki kapłan, który wszedł za zasłonę, podczas gdy lud zgromadzony był na zewnątrz – Jego bowiem oznaczał w starym Prawie ten kapłan, który czynił tak raz w roku (Hbr 9,12)… Gdy więc On stanął wysoko, co działo się z uczniami w łodzi? Gdy on był na wysokości, ta łódź wyobrażała Kościół. Jeśli tego, co działo się z tamtą łodzią, nie zrozumiemy przede wszystkim w odniesieniu do Kościoła, te wydarzenia pozostaną bez znaczenia, po prostu czym co przeminęło. Jeśli zaś zobaczymy, że prawda tych znaczących zajść wyraża się w Kościele, stanie się jasne, że czyny Chrystusa są sposobem mówienia. „Gdy zapadł zaś wieczór – mówi Ewangelista – uczniowie Jego zeszli nad morze i gdy wsiedli na łódź, przeprawili się przez morze do Kafarnaum”. Mówi, że natychmiast się stało to, co dokonało się dopiero po jakimś czasie. „Przeprawili się przez morze do Kafarnaum”. I cofnął się w opowiadaniu, żeby wyjaśnić jak się przeprawili: że przepłynęli żeglując przez otwarte morze. I wyjaśnia, co się stało, gdy żeglowali do tego miejsca, o którym powiedział, że już tam dopłynęli: „zapadły już ciemności, a Jezus do nich nie przyszedł” (J 6,16-17). Słusznie mówi o ciemnościach, skoro nie przyszło światło: „zapadły już ciemności, a Jezus do nich nie przyszedł”. Kiedy nadchodzi koniec świata, mnożą się błędy, mnożą się lęki, mnoży się nieprawość, mnoży się niewierność. Światło, które ten właśnie Ewangelista Jan jasno i otwarcie ukazuje jako miłość – do tego stopnia, że mówi: „Kto nienawidzi swojego brata, ten jest w ciemnościach” (1 J 2,11) – bardzo nagle gaśnie. Mnożą się zaś te ciemności braterskiej nienawiści, mnożą się codziennie. A Jezus jeszcze nie przychodzi. Skąd wiadomo, że się mnożą? „Ponieważ nieprawość będzie w obfitości, ostygnie miłość wielu” (Mt 24,12). Mnożą się ciemności, a Jezus jeszcze nie przychodzi. Podczas gdy mnożą się ciemności, stygnie miłość, nieprawość jest w obfitości: to wszystko to są fale, które miotają łodzią. Krzyki złorzeczących są burzami i wichrami. Wtedy stygnie miłość, wtedy rosną fale i miotają łodzią.

6. „Gdy wiał potężny wiatr, zburzyło się morze”. Pogłębiły się ciemności, osłabło zrozumienie, wzrosła nieprawość. „Gdy więc wiosłując upłynęli jakieś dwadzieścia pięć czy trzydzieści stadiów…” (J 6,18-19). Gdy płynęli, posuwali się do przodu i te wichry, burze, fale i ciemności nie zdołały sprawić, żeby łódź stała w miejscu lub zatonęła, ale pośród całego tego zła, płynęła. Nawet wtedy gdy nieprawość była w obfitości, oziębła miłość wielu, podniosły się fale, pogłębiły się ciemności i dziko szalał wiatr, łódź jednak płynęła. „Kto bowiem wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mt 24,13). Nie należy również lekceważyć ilości stadiów. Naprawdę nie może być bez znaczenia to, co zostało powiedziane: „Gdy więc wiosłując upłynęli jakieś dwadzieścia pięć lub trzydzieści stadiów, wtedy przyszedł do nich Jezus”. Wystarczyłoby powiedzieć „dwadzieścia pięć”, wystarczyłoby powiedzieć „trzydzieści”, tym bardziej że był to szacunek a nie dokładne obliczenie. Czy oceniając minąłby się z prawdą, gdyby powiedział prawie trzydzieści stadiów lub prawie dwadzieścia pięć? Ale wychodząc od dwudziestu pięciu mówi trzydzieści. Zapytajmy o liczbę dwadzieścia pięć. Skąd się bierze, w jaki sposób powstaje? Przez pomnożenie pięciu przez pięć. A ta liczba pięć odnosi się do Prawa. Pięć się Ksiąg Mojżeszowych, pięć jest tych krużganków, w których mieścili się chorzy, pięć jest tych chlebów, które karmią pięć tysięcy ludzi. Liczba dwadzieścia pięć oznacza więc Prawo, ponieważ pięć razy pięć, to znaczy pięć razy po pięć daje dwadzieścia pięć, pięć do kwadratu. Lecz temu Prawu, które przyszło przed Ewangelią, brakowało doskonałości. Doskonałość zaś zawiera się w liczbie sześć. Dlatego w ciągu sześciu dni Bóg ukończył świat. I tamta piątka pomnożona ma być przez sześć, aby Prawo wypełniło się przez Ewangelię, aby sześć piątek dało trzydzieści. Do tych więc, którzy wypełniają Prawo, przychodzi Jezus. A jak przychodzi? Depcząc fale, mając pod nogami wszystkie zamęty świata, uciskając wszelką pychę światową. Dokonuje się to, im więcej jest tych rzeczy na świecie i im bardziej postępuje wiek świata. Mnożą się w tym świecie niepokoje, mnoży się zło, mnożą się przeciwności, coraz więcej jest tego wszystkiego, i wtedy Jezus przechodzi depcząc fale.

7. I jednak tak wielkie są niepokoje, że nawet ci, którzy uwierzyli w Jezusa i którzy próbują wytrwać do końca, obawiają się, czy nie ustaną. Gdy Chrystus depcze fale, uciska światowe potęgi i moce, chrześcijanin się lęka. Czy te rzeczy nie zostały mu zapowiedziane? Słusznie uczniowie „się przestraszyli” (J 6,19), gdy Jezus kroczył po falach: w taki sposób chrześcijanie, chociaż pokładają nadzieję w przyszłym świecie, gdy widzą uciskane potęgi tego świata, bardzo są zaniepokojeni z powodu upadku ludzkich spraw. Otwierają Ewangelię, otwierają Pisma i okazuje się, że tam wszystkie te rzeczy są przepowiedziane, ponieważ Pan tak uczynił. Ucisnął wyniosłych ludzi świata, aby uwielbiony został przez pokornych. O tej ich wielkości zostało powiedziane: „Niszczysz potężne miasta” i „Wrogowie zostali pokonani ostatecznie i zniszczyłeś miasta” (Ps 9,7). Czemu więc się boicie, chrześcijanie? Chrystus mówi: „To ja jestem, nie bójcie się”. Czemu te rzeczy was napełniają lękiem? Czego się boicie? Ja to przepowiedziałem ja to czynię, trzeba, aby się stało. „Ja jestem, nie bójcie się. Chcieli więc zabrać Go do łodzi”: poznając Go i ciesząc stali się bezpieczni. „I natychmiast łódź znalazła się przy brzegu, gdzie się udawali” (J 6,20-21). Dotarli do brzegu: z wody na ląd, z zamieszania do stabilności, z drogi do celu.

8. „Następnego dnia tłum, który został za morzem – skąd oni przybyli – zobaczył, że była tam tylko jedna łódź, i że On nie wszedł z uczniami na łódź, lecz tylko sami Jego uczniowie odpłynęli: inne zaś łodzie przypłynęły od strony Tyberiady w pobliże miejsca, gdzie jedli chleb dzięki składając Panu. Gdy więc tłumy zobaczyły, że Jezusa tam nie było, ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi i przybyli do Kafarnaum szukając Jezusa” (J 6,22-25). Podejrzewali bowiem, że wydarzył się tak wielki cud. Widzieli przecież, że uczniowie sami wsiedli do łodzi i że innej łodzi tam nie było. Przybyły zaś w pobliże tego miejsca, gdzie jedli chleb, inne łodzie, przy pomocy których tłumy podążyły za Nim. Z uczniami przecież nie wsiadł, innej łodzi tam nie było: jak więc tak szybko przedostał się na drugą stronę morza, jeśli nie idąc po morzu, aby ukazać cud?

9. „A gdy tłumy Go znalazły….” Oto staje przed tłumami, od których w obawie, że Go porwą, uciekał na górę. Bez wątpienia potwierdza i przekonuje nas, że wszystkie tamte rzeczy powiedziane zostały w sposób misteryjny i dokonały się jako wielki znak, żeby na coś nam wskazać. Oto jest Ten, który przed tłumami uciekał na górę: czy teraz nie rozmawia z tymi samymi tłumami? Niech Go teraz zatrzymają, niech Go uczynią królem. „A gdy znaleźli Go za morzem, powiedzieli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” (J 6,25).

10. Jezus po cudownym znaku dodaje jeszcze naukę, aby – o ile to możliwe – nakarmić nakarmionych i aby umysły ludzi, których żołądki nasycił chlebami, nasycić także naukami. Oczywiście, jeśli zrozumieją. A jeśli nie zrozumieją, zebrane będzie to, czego nie pojmują, aby ułomki nie poginęły. Niech więc mówi, a my słuchajmy. „Odpowiedział Jezus mówiąc: Zaprawdę, zaprawdę mówię wam, szukacie Mnie nie dlatego, że zobaczyliście znaki, ale dlatego że jedliście z moich chlebów”. Ze względu na ciało mnie szukacie, nie ze względu na ducha. Jakże wielu szuka Jezusa tylko dlatego, żeby dobrze im uczynił na tym świecie! Ktoś ma jakąś sprawę, więc szuka wsparcia u duchowieństwa. Inny uciskany jest przez silniejszego, więc ucieka się do Kościoła. Jeszcze inny szuka wstawiennictwa Kościoła u człowieka, który uważa go za nic nie znaczącego. Jeden tak, drugi inaczej. Codziennie kościół wypełnia się takimi ludźmi. Prawie nie szuka się Jezusa ze względu na Jezusa. „Szukacie Mnie nie dlatego, że zobaczyliście znaki, ale dlatego że jedliście z moich chlebów. Nie szukajcie pokarmu, który przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. Szukacie Mnie ze jakiegoś powodu… Szukajcie Mnie ze względu na Mnie. Samego siebie bowiem uważa za ten pokarm, co w następnych zdaniach wyjaśni. „Taki pokarm da wam Syn człowieczy”. Oczekiwałeś, myślę, że znowu będziesz jadł chleb, znowu leżał na trawie, znowu dobrze pojesz. A On powiedział: „Nie szukajcie pokarmu, który przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. Tak samo jak powiedział tamtej Samarytance: „Gdybyś wiedziała kto cię prosi, byś dała mu pić, z pewnością ty prosiłabyś go, żeby dać ci pić wodę żywą”… Gdy ona mówiła: „Skąd weźmiesz wodę, skoro nie masz żadnego czerpaka, a studia jest głęboka?”, odpowiedział Samarytance: „Gdybyś wiedziała kto cię prosi, byś dała mu pić, ty prosiłabyś go, a dałby ci takiej wody, po wypiciu której człowiek już więcej nie pragnie. Kto zaś piję tę wodę, znowu będzie pragnął” (J 4, 10.13.14.). Ona się ucieszyła, chciała otrzymać taką wodę, aby nie odczuwać pragnienia w ciele, bo zmęczona była trudem czerpania wody. W ten sposób podczas tego rodzaju pogawędki Pan dochodzi do duchowego napoju. Takim samym sposobem posługuje się także w tym miejscu.

11. „Troszczcie się więc nie o ten pokarm, który przemija, ale który pozostaje na życie wieczne, a który da wam Syn człowieczy: Jego bowiem naznaczył Bóg Ojciec” (J 6,27). Tego syna człowieczego nie przyjmujcie tak, jak innych synów ludzkich, o których jest powiedziane: „Synowie ludzcy będą pokładać nadzieję w opiece twoich skrzydeł” (Ps 36,8). Ten Syn człowieczy, dzięki udziałowi wyjątkowej łaski Ducha, jest według ciała synem człowieczym, ale też wyłączony jest spośród liczby ludzi, choć jest Synem człowieczym. Ten Syn człowieczy jest Synem Boga. Ten człowiek jest także Bogiem. W innym miejscu pytając uczniów mówi: „Co o Mnie mówią ludzie? Że kim jest Syn człowieczy? A oni: Jedni mówią, że Janem, inni że Jeremiaszem, inni że jednym z Proroków. A On: A wy co mówicie, że kim jestem? Odpowiedział Piotr: Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego” (Mt 16, 13-16). On mówi, że jest Synem człowieczym, a Piotr Go nazywa Synem Boga żywego. Bardzo słusznie jeden mówił o tym, co miłosiernie ukazywał, a drugi o tym, co pozostawało w światłości. Słowo Boga zaleca swoje uniżenie, człowiek zaś uznaje wspaniałość swojego Pana. Uważam, bracia, że jest to rzecz wspaniała, bo jest słuszna: uniżył się ze względu na nas, my więc Go wysławiajmy. Nie jest bowiem Synem człowieczym ze względu na samego siebie, ale ze względu na nas. W ten sposób więc był synem człowieczym, gdy „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Dlatego też „Jego Bóg Ojciec naznaczył”. Czym jest naznaczanie, jeśli nie położenie czegoś własnego. Naznaczanie oznacza nałożyć coś, czego nie można pomylić z niczym innym. Naznaczanie oznacza zostawienie na jakiejś rzeczy znaku. Na jakiejkolwiek rzeczy zostawiasz znak, w tym celu zostawiasz znak, aby nie była pomylona z innymi i byś mógł ją rozpoznać. „Ojciec więc Jego naznaczył”. Co znaczy: „naznaczył”? Dał mu coś własnego, żeby nie można Go było zrównać z innymi ludźmi. Dlatego jest o Nim powiedziane: „Namaścił Cię Bóg, Twój Bóg, olejkiem radości bardziej niż równych ci losem” (Ps 45,8). Więc co oznacza naznaczenie? Być wyjątkowym, to znaczy „bardziej niż równych ci losem”. Dlatego – mówi – nie lekceważcie mnie z tego powodu, że jestem synem człowieczym, i proście Mnie o „pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. W taki sposób jestem Synem człowieczym, że nie jestem jednym z was. Tak jestem Synem człowieczym, że Bóg Ojciec mnie naznaczył. Co znaczy „naznaczył”? Dał mi coś własnego, przez co nie mogę być pomylony z rodzajem ludzkim, ale rodzaj ludzki przeze mnie jest wyzwolony.

12. „Powiedzieli więc do Niego: Co mamy czynić, żebyśmy czynili dzieła Boga?”. Powiedział im bowiem wcześniej: „Zabiegajcie o pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. „Co więc mamy czynić?” – mówią – zachowując jakie przykazania zdołamy wypełnić to polecenie? „Jezus odpowiedział i rzekł im: to jest dziełem Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał” (J 6,28-29). To znaczy więc spożywać „pokarm, który nie ginie, ale który pozostaje na życie wieczne”. Czemu przygotowujesz zęby i żołądek? Wierz! I wtedy spożyłeś. Jest różnica między wiarą a uczynkami, jak Apostoł mówi, że „człowiek dostępuje usprawiedliwienia przez wiarę bez uczynków” (Rz 3,28). Istnieją uczynki, które wydają się dobre, bez wiary w Chrystusa. Nie są jednak dobre, ponieważ nie odnoszą się do tego kresu, dzięki któremu są dobre: „Kresem bowiem Prawa jest Chrystus dla sprawiedliwości każdego wierzącego” (Rz 10,4). Chrystus nie chciał więc oddzielić wiary od działania, ale o samej wierze powiedział, że jest dziełem. To jest bowiem wiara, która działa przez miłość (por. Ga 5,6). Nie powiedział: to jest wasze dzieło, ale: „to jest dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”, „aby ten, kto się chlubi, chlubił się w Panu” (1 Kor 1,31). Ponieważ więc odesłał ich do wiary, oni nadal szukali znaków, dzięki którym mogliby uwierzyć. Zobacz, czy Żydzi nie szukają znaków. Powiedzieli więc do Niego: „Jaki zatem znak uczynisz, abyśmy widzieli i wierzyli Tobie? Co zdziałasz?” (J 6,30). Czy czymś małym było, że nakarmieni zostali pięcioma chlebami? Wiedzieli o tym, ale bardziej od tego pokarmu cenili mannę z nieba. Natomiast Pan Jezus powiedział o sobie w ten sposób, żeby postawić się ponad Mojżeszem. Mojżesz przecież nie ośmielił się powiedzieć o sobie, że daje „pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. On obiecał coś więcej niż Mojżesz. Przez Mojżesza bowiem obiecany było królestwo, ziemia płynąca mlekiem i miodem, doczesny pokój, obfitość synów, zdrowie ciała i wszystkie pozostałe sprawy doczesne, ale będące wyobrażeniem duchowych. W Starym Testamencie składało się bowiem obietnice staremu człowiekowi. Słuchali więc uważnie o obietnicach danych przez Mojżesza, słuchali także o obietnicach danych przez Chrystusa. Tamten obiecywał pełny żołądek na ziemi, ale pokarm, który ginie. Ten obiecywał „pokarm, który nie ginie, ale który pozostaje na życie wieczne”. Słyszeli dobrze, że obiecuje więcej, ale zachowywali się jakby nie widzieli, że także czyni większe rzeczy. Dobrze wiedzieli, jakie rzeczy uczynił Mojżesz, i chcieli, żeby Ten, który przyrzeka tak wielkie rzeczy, uczynił coś jeszcze większego. Co – mówią uczynisz, abyśmy uwierzyli Tobie? Zobacz, że tamte cuda porównywali z tym cudem i oceniali je jakby były większe od tego, co uczynił Jezus. Mówią bowiem: „Ojcowie nasi jedni mannę na pustyni”. Czym zaś jest manna? Może jej nie doceniacie? „Jak jest napisane: dał im do jedzenia chleb z nieba” (J 6, 31; Ps 78, 24). Ojcowie nasi otrzymali przez Mojżesza chleb z nieba, a Mojżesz im nie powiedział: „Troszczcie się o pokarm, który nie przemija”. Ty obiecujesz „pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”, a nie dokonujesz tak wielkich dzieł, jakie dokonał Mojżesz. On nie dał chlebów jęczmiennych, ale dał mannę z nieba.

13. „Powiedział więc im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale mój Ojciec da wam chleb z nieba. Prawdziwym bowiem chlebem jest ten, który zstąpił z nieba i daje życie światu” (J 6,32-33). Prawdziwym więc jest ten chleb, który daje życie światu, i to On jest tym pokarmem, o którym chwilę wcześniej powiedziano: „Zabiegajcie o pokarm, który nie przemija, ale który pozostaje na życie wieczne”. Na to wskazywała tamta manna i wszystkie znaki były moje. Miłowaliście moje znaki, a lekceważycie Tego, na którego wskazywały? Nie Mojżesz dał wam chleb: Bóg daje chleb. Ale co za chleb? Może mannę? Nie, lecz chleb, na który manna wskazywała, czyli samego Pana Jezusa. „Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb. Chlebem Boga jest bowiem Ten, który zstąpił z nieba i daje życie światu. Powiedzieli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba” (J 6,32-34). W ten sam sposób Samarytanka, do której powiedział: „Kto będzie pił tę wodę, nigdy nie będzie pragnął”, natychmiast rozumiejąc te słowa cieleśnie, ale nie chcąc doświadczać więcej braku mówi: „Daj mi, Panie, tej wody” (J 4,13-15). Tak samo i oni: „Panie, dawaj nam tego chleba”, niech nas odnawia i nie traci mocy.

14. „Jezus zaś im powiedział: Ja jestem chlebem życia, kto do mnie przychodzi, nie będzie głodny, a kto wierzy we mnie, nie będzie nigdy pragnął” (J 6,35). „Kto do Mnie przychodzi”, jest tym samym co: „kto wierzy we Mnie”. Tak samo słowa:” „nie będzie głodny”, należy rozumieć w sensie, że: „nie będzie pragnął”. Obie te wypowiedzi wskazują na wieczne nasycenie, gdzie nie ma żadnego niedostatku. Pragniecie chleba z nieba, macie go przed sobą, a nie spożywacie. „Lecz powiedziałem wam, że zobaczyliście Mnie, a nie uwierzyliście” (J 6,36). Lecz Ja z tego powodu nie porzuciłem ludu. Czy może wasza niewierność miałaby spowodować cofnięcie się wierności Boga? Zobacz bowiem, jakie słowa mówi potem: „Wszystko, co daje Mi Ojciec, przyjdzie do Mnie; a tego, który do Mnie przyjdzie, nie wyrzucę na zewnątrz” (J 6,37). Co to jest za wnętrze, z którego nie wyrzuci na zewnątrz? Wielka głębia i słodkie ustronie. O, ustronie bez niedogodności, bez goryczy złych myśli, bez niepokoju ze strony pokus i cierpienia! Czy nie chodzi o to ustronie, do którego wejdzie ten sługa, któremu ze względu na jego zasługi Pan powie: Wejdź do radości twojego Pana (Mt 25,23)?

15. „A tego, który przyjdzie do Mnie, nie wyrzucę na zewnątrz. Zstąpiłem bowiem z nieba, nie po to, by pełnić moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 6,37-38). Zatem tego, który przyjdzie do Ciebie, nie wyrzucisz na zewnątrz, ponieważ zstąpiłeś z nieba, nie po to, by czynić twoją wolę, ale wolę Tego, który Cię posłał? Wielka tajemnica! Proszę was, wspólnie pukajmy. Niech ukarze się coś, co nas nasyci, według miary radości, której doświadczyliśmy. Te słowa są wielką i słodką tajemnicą: „Kto przyjdzie do Mnie…”. Słuchaj uważnie, słuchaj uważnie i rozważ: „Tego, kto do Mnie przyjdzie, nie wyrzucę na zewnątrz”. Mówi zatem: przychodzącego nie wyrzucę na zewnątrz. Dlaczego? „Ponieważ zstąpiłem z nieba nie po to, by pełnić moją wolę, ale wolę Tego, który mnie posłał”. Czy to jest zatem powód, dla którego nie wyrzucisz na zewnątrz przychodzącego do ciebie, bo nie zstąpiłeś z nieba, by pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Cię posłał. Tak, to jest powód. Czemu pytamy, czy to jest ten powód? To jest powód, skoro On sam tak mówi. Nie jest słuszne, żebyśmy podejrzewali coś innego niż to, o czym On mówi: „Tego, który do Mnie przychodzi, nie wyrzucę na zewnątrz”, a gdybyś pytał: dlaczego?, „dlatego że nie przyszedłem czynić moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Obawiam się, że z tego powodu dusza zostanie wyrzucona przez Boga na zewnątrz, że była pyszna. A jednak nie wątpię w to. Napisane jest bowiem: „Początkiem każdego grzechu jest pycha” oraz: „Początkiem pychy jest odejście człowieka od Boga” (Syr 10,15.14). Napisane jest tak, więc jest pewne, jest prawdziwe. Co jeszcze mówi Pismo o śmiertelnym pyszałku, odzianym w skórę ciała, obciążonym balastem zepsutego ciała, który jednak wywyższa samego siebie i zapomina, jaką skórką jest odziany? Co mu mówi Pismo? „Czemu pyszni się ziemia i proch? Czemu się pyszni?” Mówi: „Czemu się pyszni? Ponieważ w swoim życiu odrzucił swoje wnętrze” (Syr 10,9-10). Co znaczy „odrzucił”, jeśli nie „rzucił daleko od siebie”.Wejść do środka znaczy podążać do tego, co wewnątrz. Odrzucić swoje wnętrze oznacza wyjść na zewnątrz. Człowiek pyszny odrzuca swoje wnętrze, człowiek pokorny do wnętrza podąża. O ile z powodu pychy jesteśmy wyrzucani na zewnątrz, o tyle przez pokorę wracamy do środka.

16. Pycha jest głową wszystkich członków, ponieważ jest głową wszystkich grzechów. Kiedy lekarz podejmuje działania przeciw chorobie, jeśli troszczy się o to, co ma miejsce w powodu jakiejś przyczyny, ale nie troszczy się o samą przyczynę, jest jasne, że zaradzi sprawie tylko na jakiś czas i choroba wróci, bo jej przyczyna pozostała. Wyjaśnię to lepiej na przykładzie. Wilgoć powoduje liszaje lub wrzody na ciele, w ciele pojawia się wielka gorączka i niemały ból. Podaje się jakieś lekarstwa, które zatrzymują liszaje i łagodzą siłę działania wrzodów. Aplikuje się je i przynoszą efekt. Widzisz zdrowym człowieka, który był owrzodzony i pokryty liszajami. Jednak ponieważ nie została usunięta wilgoć, ponownie pojawią się wrzody. Taki lekarz, który ma wiedzę, usuwa wilgoć, oddala przyczynę i już nie będzie więcej wrzodów. Skąd taka mnogość nieprawości? Przez pychę. Ulecz pychę, a już nie będzie nieprawości. Dlatego Syn Boży zstąpił i stał się pokornym, aby uleczyć przyczynę wszystkich chorób, czyli pychę. Czemu więc się pysznisz, człowieku? Bóg ze względu na Ciebie stał się pokornym. Może przynosiłoby ci wstyd naśladowanie pokornego człowieka, więc przynajmniej naśladuj pokornego Boga. Syn Boży przybył w człowieku, stał się pokornym. Nakazuje ci się, abyś był pokorny, ale nie nakazuje ci się, abyś z człowieka stał się owcą. On, Bóg, stał się człowiekiem. Ty, jako człowiek, poznaj, że jesteś człowiekiem: w tym jest cała twoja pokora, abyś poznał siebie. Właśnie dlatego, żeby uczyć pokory, Bóg powiedział: „Nie przyszedłem, żeby pełnić moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Te słowa są bowiem zaleceniem pokory. Pycha czyni przecież swoją wolę, pokora pełni wolę Boga. Dlatego „przychodzącego do Mnie, nie wyrzucę na zewnątrz”. Dlaczego? „Bo nie przyszedłem pełnić moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Jako pokorny przyszedłem, przyszedłem uczyć pokory, przyszedłem jako nauczyciel pokory: kto do mnie przychodzi, niech dołączy do Mnie; kto do mnie przychodzi, niech stanie się pokorny; kto do Mnie przystaje, będzie pokorny, ponieważ nie czyni swojej woli, ale Boga. Dlatego też nie będzie wyrzucony na zewnątrz, ponieważ gdyby był pyszny, były odrzucony na zewnątrz.

17. Zobacz, że w Psalmie zaleca się tego rodzaju pozostawanie w środku: „Synowie zaś ludzcy będą pokładali nadzieję pod opieką Twoich skrzydeł”. Zobacz, co znaczy „wejść do środka”, zobacz, co znaczy uciekać się do Jego opieki, zobacz co znaczy także ciekać się do uderzeń ojca: „biczuje bowiem każdego syna, którego przyjmuje” (Hbr 12,6). „Synowie zaś ludzcy w cieniu twoich skrzydeł pokładać będą nadzieję”. A co jest w środku? „Upojeni zostaną upojeniem Twojego domu”. Wchodzący do środka pośród nędzy, wchodzą do radości swojego Pana, „upojeni zostaną upojeniem Twojego domu i nasycisz ich ze strumienia Twojej woli. Ponieważ w Tobie jest źródło życia”. Nie na zewnątrz, poza Tobą, ale wewnątrz, u Ciebie, tam jest źródło życia. „I w Twoim świetle zobaczymy światło. Rozciągnij swoje miłosierdzie na znających Ciebie i twoją sprawiedliwość na tych, którzy są prawego serca” (Ps 36,8-11). Ludzie, którzy idą za wolą swojego Pana, nie szukając swoich spraw, ale tego, co jest Pana Jezusa Chrystusa, są ludźmi prawego serca i ich kroki się nie zachwieją. „Dobry jest bowiem Bóg Izraela dla prawych sercem. Moje zaś kroki – mówi Psalmista – prawie się zachwiały”. Dlaczego? „Ponieważ pozazdrościłem grzesznikom, widząc spokój grzeszników” (Ps 73,1-3). Dla kogo zatem Bóg jest dobry, jeśli nie dla prawych sercem? Mi bowiem z powodu nieprawego serca nie spodobał się Bóg. Dlaczego nie spodobał mi się? Bo uznałem, że źli są szczęśliwi, i dlatego zawahały się moje kroki, jakbym bez przyczyny służył Bogu. Zachwiały się przeto moje kroki, ponieważ nie byłem prawy sercem. Co znaczy zatem być prawym sercem? Iść za wolą Boga. Jeden jest szczęśliwy, drugi się trudzi. Jeden żyje źle i jest szczęśliwy, drugi żyje sprawiedliwie i ponosi trud. Nie skarż się, gdy żyjesz sprawiedliwie i ponosisz trud. Masz wewnątrz to, czego tamten szczęśliwy człowiek nie posiada. Nie smuć się, nie dręcz, nie słabnij. Tamten szczęśliwy człowiek ma złoto w skrzyni, ten człowiek Boga w sumieniu. Porównaj teraz złoto i Boga, skrzynię i sumienie. Tamten ma to, co przemija, i w miejscu, które przemija. Ten ma Boga, który nie może przeminąć, i tam ma, skąd nikt nie może niczego zabrać. Jednak jeśli jesteś prawy sercem, wtedy wchodzisz i nie wychodzisz więcej. Oto dlaczego Psalmista mówił: „Ponieważ w tobie jest źródło życia”, nie w nas. Dlatego musimy wejść do środka, abyśmy żyli. Przeminiemy, jeśli myślimy nam, że sami sobie wystarczamy, uschniemy, jeśli chcemy nasycać się samymi sobą. Musimy przyłożyć usta do tego źródła, gdzie woda nie ustaje. Adam chciał żyć według własnego pomysłu i upadł przez tego, którego wcześniej zgubiła Pycha, a który podał mu kielich tej pychy. Zatem „u Ciebie jest źródło życia i w twoim świetle zobaczymy światło”: pijmy wewnątrz, patrzmy na wnętrze. Dlaczego wychodzi się stamtąd? Słuchaj, pytaj: „Niech nie przychodzi do mnie kierujący się pychą”. Wychodzi zatem ten, który kieruje się pychą. Pokaż, że właśnie z tego powodu wychodzi. „I ręka grzeszników, niech mnie nie prowadzi”: ze względu na to, że kierują się pychą. Dlaczego to mówisz? „Tam upadki wszyscy, którzy dopuszczają się nieprawości”. Gdzie upadli? Właśnie w pysze. „Wygnani zostali, nie zdołali się ostać” (Ps 36, 10 12-13.). Jeśli więc pycha wygnała tych, którzy nie zdołali się ostać, to pokora wprowadza tych, którzy zdołają ostać się na zawsze. Dlatego ten, który powiedział: „Rozradują się kości upokorzone”, zapowiedział: „Dasz mi usłyszeć radość i wesele” (Ps 51,10) . Co znaczy: „dasz mi usłyszeć”? Słysząc Ciebie jestem szczęśliwy, Twój głos czyni mnie szczęśliwym, pijąc wewnątrz jestem szczęśliwy. Dlatego nie upadam, dlatego „rozradują się kości upokorzone”, dlatego „przyjaciel oblubieńca stoi i słyszy Go” (J 3,29): stoi właśnie dlatego, że słyszy. Pije z wewnętrznego źródła, dlatego stoi. Ci zaś, którzy nie chcieli pić z wnętrza, „upadli tam, wyrzuceni zostali, nie zdołali się ostać”.

16. Mistrz pokory przyszedł więc nie po to, żeby pełnić swoją wolę, lecz wolę Tego, który Go posłał. Przyjdźmy do niego, wejdźmy do Niego, złączymy się z Nim, abyśmy nie czynili swojej woli, ale wolę Boga: a On nie wyrzuci nas na zewnątrz, ponieważ jesteśmy Jego członkami, ponieważ zechciał być naszą głową ucząc pokory. Słuchajcie przynajmniej Jego gorliwej zachęty: „Przyjdźcie do Mnie, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem”. A gdy tego się nauczycie, „znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz” (Mt 11, 28-29), skąd już nie zostaniecie wyrzuceni na zewnątrz, ponieważ „nie zstąpiłem z nieba, abym pełnił moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Uczę pokory, tylko pokorny człowiek może do Mnie przyjść. Nic nie wyrzuca na zewnątrz, tylko pycha. Jak więc wyjdzie na zewnątrz człowiek, który służy pokorze i nie odpada od prawdy? Bracia, powiedziałem, na ile było możliwe, o ukrytym sensie tych zdań. Ich sens jest bowiem bardzo skryty i nie wiem, czy w odpowiednich słowach został przeze mnie wydobyty i odsłonięty powód, dla którego nie wyrzuci na zewnątrz przychodzącego do Niego, bo nie przyszedł pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał.

19. „To jest zaś – mówi – wolą Tego, który Mnie posłał, Ojca, abym nie stracił niczego z tego, co Mi dał” (J 6,39). Ten zaś jest Mu dany, kto zachowuje pokorę, taki człowiek jest przyjęty. Kto zaś nie zachowuje pokory, daleko jest od nauczyciela pokory. „Abym nie stracił niczego z tego, co Mi dał. Tak nie jest wolą przez obliczem waszego Ojca, aby zginął jeden z tych małych”. Wyniośli mogą zginąć, z malutkich żaden nie ginie: ponieważ „jeśli nie staniecie się jak ten malec, nie wejdziecie do Królestwa niebios” (Mt 18,14). „Abym niczego nie stracił z tego, co dał Mi Ojciec, ale wskrzeszę to w ostatnim dniu” (J 6,39). Zobaczcie w jaki sposób także tutaj wraca do tego bliźniaczego zmartwychwstania. „Kto przychodzi do Mnie”, teraz zmartwychwstaje stając się pokornym pośród moich członków, ale „wskrzeszę go w ostatnim dniu” według ciała. „Taka jest bowiem wola mojego Ojca, który Mnie posłał, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w ostatnim dniu” (J 6,40). Wcześniej powiedział: „Kto słyszy moje słowa i wierzy Temu, który Mnie posłał” (J 5,24), teraz zaś: „Kto widzi Syna i wierzy w Niego”. Nie powiedział: widzi Syna i wierzy w Ojca, bo tym samym jest wierzyć w Syna i wierzyć w Ojca. Ponieważ „tak jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak dał również Synowi mieć życie w sobie samym” (J 5,26). „Aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne”: wierząc i przechodząc do życia, chociaż to jest pierwsze zmartwychwstanie. A ponieważ nie jest jedyne, „wskrzeszę Go – mówi – w ostatnim dniu”.

Augustyn, Komentrz do Ewangelii Jana, XXV

Tłum. P.M.Szewczyk

Traktat XXIVTraktat XXVITraktat XXVII

KUP KSIĄŻKĘ OBEJRZYJ KOMENTARZE FILMOWE POBIERZ AUDIOBOOK

Inne teksty Augustyna na patres.pl

Dodaj Komentarz

Pierwsza multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Wy teraz uzbrójcie się w łagodną cierpliwość i stańcie się nowym stworzeniem w wierze, która jest Ciałem Pana, i w miłości, która jest Krwią Jezusa Chrystusa. Niechaj nikt z was nie ma niczego przeciw swojemu bliźniemu. Bądźcie głusi, kiedy wam mówią o czymś innym niż o Jezusie Chrystusie z rodu Dawida, Synu Maryi, który naprawdę się narodził, który jadł i pił, naprawdę był prześladowany za Poncjusza Piłata, naprawdę został ukrzyżowany i umarł, a oglądały Go niebo i ziemia, i otchłań. On też naprawdę powstał z martwych. To Jego Ojciec wskrzesił Go. Ojciec również na Jego podobieństwo i nas, wierzących w Niego, wskrzesi w Jezusie Chrystusie, poza którym nie ma dla nas prawdziwego życia.
Ignacy z Antiochii, List do Trallian, II wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.