Kategorie | Teksty Ojców

Augustinus Hipponensis, In Evangelium Ioannis Tractatus CXXIII

baranek

1. Na tym, że trzeci raz po zmartwychwstaniu Pan ukazał się swoim uczniom, kończy się Ewangelia błogosławione Jana apostoła: na ten temat już mówiliśmy, według naszych możliwości, w części poprzedniej, aż do tego miejsca, gdzie jest opowiedziane, że przez uczniów, którym się ukazał, złowione zostały sto pięćdziesiąt trzy ryby i że, chociaż były wielkie, sieć się nie rozerwała. Następnie znajdują się te rzeczy, o którym mamy się teraz przyjrzeć, i które w takim stopniu, w jakim Pan nas wspomoże, mamy wyjaśnić, jak tego sprawa wymaga. Gdy odbył się więc ten połów: Jezus powiedział im: Chodźcie, jedzcie. I nikt nie odważył się Go zapytać: kto ty jesteś? bo wszyscy wiedzieli, że to był Pan. Jeśli więc wiedzieli, to po co byłoby pytać? A jeśli nie byłoby po co pytać, to dlaczego jest powiedziane: nie odważyli się, jakby było po co, ale z jakiejś obawy nikt się nie odważył? Sens tego jest taki: tak wielka była oczywistość prawdy, przy pomocy której Jezus ukazał się tym uczniom, że żaden z nich nie ośmielił się nie tylko przeczyć, ale nawet w cokolwiek wątpić; a ponieważ jeśli ktoś wątpi, powinien oczywiście zapytać. Dlatego tak zostało powiedziane: Nikt nie ośmielił się Go zapytać: kto ty jesteś?, jakby powiedziano: Nikt nie odważył się wątpić, że to był On.

2. I przychodzi Jezus, bierze chleb i im daje, i podobnie rybę. Oto jest powiedziane nawet, co jedli: o tym śniadaniu powiemy coś miłego i zbawiennego także i my, jeśli także nas zechce nakarmić. Wyżej opowiedziane zostało, że ci uczniowie, kiedy zeszli na ląd, zobaczyli położone węgle, i na nich umieszczoną rybę i chleb (J 21,9). W tym miejscu nie należy rozumieć, że także chleb położony był na węglu, ale tylko mamy usłyszeć, że zobaczyli.Jeśli powtórzymy ten czasownik w tym miejscu, gdzie należy go usłyszeć, całe zdanie tak może być powiedziane: Zobaczyli położone węgle, i na nich umieszczoną rybę, i zobaczyli chleb. Albo raczej tak: Zobaczyli położone węgle, i na nich umieszczoną rybę i zobaczyli również chleb. Ponieważ więc Pan rozkazał, wzięli także z ryb, które sami złapali; przez opowiadającego nie jest powiedziane wyraźnie, że to uczynili, jednak nie przemilczane zostało, że Pan rozkazał. Mówi bowiem: Przynieście także z ryb, które teraz złapaliście (J 21,10). A czy gdy On rozkazuje, nie uczynią tego ci, którzy wierzą? Stąd wynika, że Pan uczynił śniadanie dla tych siedmiu swoich uczniów z ryby, którą widzieli położoną na węglach, do której dołożył z tych, które oni złapali, i z chleba, o którym również powiedziane jest, że oni go widzieli. Pieczoną rybą jest umęczony Chrystus. On też jest chlebem, który zstąpił z nieba. W Niego wcielony zostaje Kościół, aby miał udział w wiecznym błogosławieństwie. Z tego powodu zostało powiedziane: Przynieście z ryb, które teraz złapaliście, abyśmy my wszyscy, którzy nosimy w sobie tę nadzieję, przez liczbę siedmiu uczniów, którą możemy w tym miejscu rozumieć jako wyobrażenie naszej powszechności, zrozumieli, że korzystamy z tak wielkiego Sakramentu i że jesteśmy uczestnikami tego samego błogosławieństwa. Na tym śniadaniu, które Pan je ze swoimi uczniami, Jan zamknął swoją Ewangelię, chociaż miałby jeszcze do powiedzenia wiele rzeczy o Chrystusie, przy pomocy wielkiej, jak oceniam, i dotyczącej wielkich rzeczy kontemplacji. Tutaj bowiem przez połów stu pięćdziesięciu trzech ryb wyobrażony jest taki Kościół, jaki będzie w samych ludziach dobrych, a przez to śniadanie ukazany jest udział w tak wielkim błogosławieństwie tych, którzy w to wierzą, ufają i miłują.

3. To już trzeci raz, mówi, Jezus ukazał się swoim uczniom, odkąd powstał z martwych. Musimy to odnieść nie do samych ukazań się, ale do dni (czyli do pierwszego dnia, gdy zmartwychwstał; i po ośmiu dniach, gdy uczeń Tomasz ujrzał i uwierzył, i do dzisiaj, kiedy uczynił tę rzecz z rybami; po ilu zaś dniach to uczynił, nie jest powiedziane): tego pierwszego dnia bowiem nie raz tylko był widziany, jak tego dowodzą zebrane świadectwa wszystkich Ewangelistów, ale, jak już zostało powiedziane, Jego ukazania się należy liczyć według dni i w ten sposób będą trzy; za pierwsze należy uznać prawie cały ten właśnie dzień, w którym zmartwychwstał i w którym kilka razy ukazał się kilku osobom; za drugie to, które miało miejsce po ośmiu dniach; i to jest strzecie; i następnie te wszystkie, których zechciał dokonać, aż do dnia czterdziestego, w którym wstąpił do nieba, chociaż nie wszystkie są opisane.

4. Gdy więc zjedli posiłek, mówi do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz mnie bardziej niż oni? Mówi Mu: Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Mówi mu: Paś moje owce. Znowu mu mówi: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie? Mówi Mu: Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Mówi mu: Paś moje owce. Mówi mu trzeci raz: Szymonie, synu Jana, kochasz mnie? Zasmucił się Piotr, ponieważ trzeci raz mu powiedział: kochasz mnie? i mówi Mu: Panie, Ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że Cię kocham. Mówi mu: Paś moje owce. Zaprawdę, zaprawdę mówię Ci; gdy byłeś młodszy, przepasałeś się i chodziłeś, gdzie chciałeś: gdy się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce i inny cię opasze, i zaprowadzi cię, gdzie nie chcesz. To zaś powiedział, zaznaczając jaką śmiercią ma uwielbić Boga. Tego rodzaju koniec znajduje ten, który się wyparł i który umiłował; człowiek wywyższony przez wybór, poniżony przez zaparcie się, oczyszczony przez płacz, wypróbowany przez ufność, ukoronowany przez cierpienie: znajduje tego rodzaju koniec, że umiera z doskonałej miłości w imię tego, wraz z którym w nieuporządkowanej niecierpliwości obiecywał umrzeć. Umocniony Jego zmartwychwstaniem uczyni to, co niedojrzale obiecał będąc słabym. Wypadało bowiem, aby najpierw Chrystus cierpiał za Piotra, a dopiero potem Piotr umarł ze względu na głoszenie Chrystusa. Przedwczesne więc było to, na co ludzka zuchwałość zaczęła się silić, skoro prawda taki właśnie ustanowiła porządek.  Piotr myślał bowiem, że da swoją duszę za Chrystusa (J 13,37), ten, który ma być wyzwolony, za wyzwoliciela. Podczas gdy to Chrystus miał dać swoją duszę za wszystkich swoich, wśród których był także Piotr. I oto właśnie już to się stało. Teraz więc ukończona została siła serca zdolna znieść śmierć w imię Pana, prawdziwa, dana przez Niego, a nie fałszywa, której istnienie błędnie zakładamy. Teraz jest tak, że nie obawiamy się utraty tego życia, ponieważ na skutek zmartwychwstania Pana mamy przed sobą przykład innego życia. Teraz, Piotrze, jest tak, że nie lękasz się śmierci, ponieważ żyje ten, którego jako martwego opłakiwałeś i któremu z miłości cielesnej zabraniałeś za nas umierać (Mt 16, 21-22). Ośmieliłeś się iść przed przewodnikiem, zadrżałeś przed Jego prześladowcą: już jednak cena za ciebie została uiszczona, już jest czas, żebyś poszedł za odkupicielem, abyś poszedł do końca, aż do śmierci na krzyżu. Usłyszałeś słowa tego, który dowiódł swojej prawdomówności; zapowiedział ci, że będziesz cierpiał, ten sam, który zapowiedział ci, że się Go wyprzesz.

5. Lecz wcześniej Pan pytał o to, co wiedział, i to nie raz, lecz dwa i trzy razy: czy Piotr Go miłuje. Za każdym razem nic innego nie słyszy od Piotra, jak tylko to, że Go kocha; i za każdym razem niczego innego nie nakazuje Piotrowi, jak tylko to, żeby pasł Jego owce. Spłacił potrójne zaparcie się potrójnym wyznaniem, aby język nie gorzej służył miłości niż lękowi i aby widoczne było, że to raczej groźba śmierci wymusiła słowa niż obecne życie. Niech wypasanie trzody Pańskiej będzie posługą miłości, skoro dowodem lęku było wyparcie się Pasterza. Ci, którzy w takim duchu pasą owce Chrystusa, jakby chcieli je uważać za swoje a nie Chrystusa, dowodzą, że siebie miłują a nie Chrystusa; robią to z pragnienia chwały, panowania lub zdobywania, a nie z miłości do posłuszeństwa, poddaństwa i podobania się Bogu. Te pełne treści słowa Chrystusa są znakiem czujności wobec tych, nad którymi Apostoł płacze, że szukają swoich spraw a nie spraw Jezusa Chrystusa (Flp 2,21). Bowiem co innego znaczą słowa: Kochasz mnie? Paś moje owce, jeśli nie stwierdzenie: Jeśli mnie kochasz, nie myśl, że to ty pasiesz: lecz moje owce paś jako moje, a nie jako twoje; szukaj w nich mojej chwały nie twojej; mojego panowania a nie twojego; mojego zysku a nie twojego; nie bądź członkiem społeczności tych, którzy należą do złych czasów, którzy samych siebie kochają i którzy złączeni są z tym, co jest początkiem tego zła…? Gdy bowiem Apostoł powiedział: Byli bowiem ludźmi, którzy kochali samych siebie; dodał następnie: miłujący pieniądze, wyniośli, pyszni, bluźniercy, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, występni, bezbożni, nieżyczliwi, oszczercy, nieopanowani, srodzy, niemili, zdrajcy, bezczelni, zaślepieni, bardziej miłujący rozkosz niż Boga; pozornie zachowują pobożność, ale odrzucają jej moc (2 Tm 3,2-5).  Całe to zło wypływa jak ze źródła z tego, co umieścił na początku: miłują samych siebie. Szłusznie więc powiedział do Piotra: Miłujesz mnie?; ten odpowiedział: Kocham cię; i wtedy skierował do niego słowa: Paś moje owce, i to samo po raz drugi, i trzeci. Ukazane jest też tutaj, że czymś jednym i tym samym jest miłość i kochanie: Pan przecież na końcu nie powiedział: miłujesz mnie? ale: kochasz mnie? A zatem nie nas, ale Jego kochajmy i w pasterzowaniu Jego owczarni szukajmy Jego spraw, a nie naszych. Nie wiem, w jaki niewypowiedziany sposób to się dzieje, ale każdy, kto kocha samego siebie a nie Boga, nie kocha siebie; a każdy kto kocha Boga a nie siebie samego, kocha samego siebie. Kto bowiem nie może żyć z siebie samego, umiera właśnie przez to, że kocha siebie: a zatem nie kocha siebie człowiek, który kocha siebie, żeby nie żyć. Gdy zaś ktoś miłuje tego, z którego żyje, nie miłując siebie bardziej siebie miłuje, skoro po to nie miłuje siebie, aby miłować tego, z którego żyje. Niech zatem ci, którzy pasą owce Chrystusa, nie miłują samych siebie, aby paśli je nie jako swoje, ale jako Jego owce; niech nie chcą czerpać z nich własnej korzyści jak ludzie, którzy miłują pieniądze; niech nie chcą nad nimi panować jak ludzie wyniośli, ani chwalić się ze czci, którą od nich otrzymują, jak ludzie pyszni; ani posuwać się do tego, by wymyślać herezje, jak bluźniercy; niech nie odchodzą od świętych ojców jak nieposłuszni rodzicom;  niech nie odpłacają jak ludzie niewdzięczni złem za dobro tym, którzy chcą ich porawić, bo nie chcą, by zginęli; niech nie zabijają dusz ani swoich, ani innych jak ludzie występni; niech nie rozdzierają serca matczynego Kościoła jak ludzie bezbożni; niech nie będą pozbawieni współczucia dla chorych jak ludzie nieżyczliwi; niech nie próbują zniesławiać świętych jak oszczercy; niech nie oddają się najgorszym pożądliwością jak ludzie nieopanowani; niech nie wzniecają sporów jak ludzie srodzy; niech nie unikają niesienia pomocy jak ludzie niemili; niech nie wyjawiają jak zdrajcy wrogom ludzi pobożnych tego, co poznali jako mające pozostać w ukryciu; niech nie niepokoją ludzkiej skromności nieskromną gwałtownością jak ludzie bezczelni; niech nie będą nieświadomi tego, co mówią, ani tego o czym twierdzą z pewnością (1 Tm 1,7) jak ludzie zaślepieni; niech nie przedkładają cielesnych wesołości ponad duchowe radości, jakby bardziej miłowali rozkosz niż Boga. Te i tego rodzaju wady, czy to wtedy, gdy wszystkie przydarzają się jednemu człowiekowi, czy też gdy w jednych ludziach te, a innych tamte przeważają, wypływają w pewnym sensie z jednego korzenia, gdyż są to ludzie miłujący siebie samych. To jest wada, której mają przede wszystkim wystrzegać się ci, którzy pasą owce Chrystusa: szukanie swoich spraw, a nie spraw Jezusa Chrystusa i wykorzystywanie na rzecz własnych pożądliwości tych, za których przelana została krew Chrystusa. Miłość ku Niemu w człowieku, który pasie Jego owce, powinna płonąć tak wielkim duchowym ogniem, żeby zwyciężyła nawet naturalną obawę przed śmiercią, przez którą nie chcemy umierać nawet wtedy, gdy chcemy żyć z Chrystusem. Bowiem także apostoł Paweł mówi, że ma pragnienie odejść i być z Chrystusem (Flp 1, 23): jęczy też udręczony, ale nie chce być obnażony, lecz raczej odziany nową szatą, aby to, co śmiertelne zostało pochłonięte przez życie (2 Kor 5, 4). A jemu, swojemu miłośnikowi, Chrystus mówi: Gdy się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce i inny cię opasze, i zaprowadzi cię, gdzie nie chcesz. To zaś powiedział mu, zaznaczając jaką śmiercią miał uwielbić Boga. Wyciągniesz, mówi, twoje ręce, czyli będziesz ukrzyżowany. Abyś jednak do tego dotarł, ktoś inny cię opasze, i zaprowadzi nie tam, gdzie chcesz, ale tam, gdzie nie chcesz. Najpierw powiedział, co się stanie, a potem, w jaki sposób się stanie. Nie jako ukrzyżowany, ale jako mający być ukrzyżowany prowadzony jest tam, gdzie nie chce: gdy już jest ukrzyżowany nie odchodzi tam, gdzie nie chce, ale raczej tam, gdzie chciał. Uwolniony bowiem od ciała chciał być razem z Chrystusem, ale gdyby to było możliwe, pragnąłby życia wiecznego bez trudu śmierci: na ten trud wbrew woli jest prowadzony, ale wyprowadzany jest z niego chętnie. Wbrew woli na niego się udaje, chętnie go zwycięża; i zostawia tego rodzaju uczucie słabości, przez które nikt nie chce umierać, a które jest tak naturalne, że nawet błogosławiony Piotr w swojej starośni nie potrafił go uniknąć, skoro powiedziano mu: Gdy się zestarzejesz, będziesz poprowadzony tam, gdzie nie chcesz. Dla naszej pociechy sam Zbawca przekształcił je w sobie mówiąc: Ojcze, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich (Mt 26, 39): a przecież przybył właśnie po to, żeby umrzeć, i nie podlegał konieczności śmierci, ale woli, mając moc oddać własną duszę i mając moc otrzymać ją na nowo. Lecz jakikolwiek wielki by nie był lęk przed śmiercią, musi go pokonać siła miłości, którą miłujemy tego, który będąc naszym życiem zechciał za nas ponieść śmierć. Gdyby bowiem trud śmierci był mały albo żaden, nie byłaby tak wielka chwała świadectwa męczenników. Lecz jeśli dobry pasterz, który dał swoją duszę za swoje owce (J 10, 18), uczynił tak wiele z nich swoimi świadkami przez męczeństwo, to o ile bardziej mają walczyć o prawdę aż do śmierci i przeciw grzechowi aż do przelania krwi ci, którym powierzono pasterzowanie tymi owcami, czyli pouczanie ich i rządzenie nimi? A wobec przykładu Jego męki, kto nie zobaczy, że tym bardziej pasterze powinni przylgnąć do pasterza naśladując go, skoro tak wiele owiec Go naśladowało i pod jednym pasterzem jest jedna trzoda a także sami pasterze są owcami? Wszystkich bowiem uczynił swoimi owcami, za których został umęczony, ponieważ  i On sam stał się owcą, żeby za wszystkich cierpieć.

tł. Przemysław M. Szewczyk

Dodaj Komentarz

Pierwsza multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Również to jest zaskakujące w Psalmach, że w innych księgach ci, którzy czytają, oznajmiają dokładnie to, o czym święci autorzy mówią, a ci, którzy słuchają, uważają się za kogoś innego niż ludzie, o których mówi słowo, i pociągani są do naśladowania opowiadanych wydarzeń, podziwiając je i tęsknąc za nimi. Natomiast człowiek, który bierze księgę Psalmów, przechodzi po kolei proroctwa odnoszące się do Zbawcy, które zazwyczaj podziwia się i czci w innych Pismach, a inne Psalmy odczytuje jako własne słowa. Słuchacz zaś jest poruszony jakby to on sam czytał i zestrojony jest ze słowami tych pieśni jakby to były jego własne słowa.
Atanazy Wielki, List do Marcelina, 11, IV wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.