Kategorie | Teksty Ojców

Augustinus Hipponensis, In Evangelium Ioannis Tractatus CXXII

polowryb

1. Po opowiedzeniu wydarzeń, w których uczeń Tomasz, gdy miał możliwość dotnąć miejsc ran w ciele Chrystusa, zobaczył to, w co nie chciał wierzyć, i uwierzył. Ewangelista Jan wkłada w to miejsce słowa mówiąc: Wiele innych też znaków Jezus uczynił wobec swoich uczniów, których nie spisano w tej księdze. Te zaś zostały spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym; i abyście wierząc, mieli życie w Jego imię. Ten rozdział wydaje się oznaczać zakończenie tej księgi: ale później opowiada się w jaki sposób Pan ukazał się nad morzem Tyberiadzkim i w połowie ryb ukazany został sakrament Kościoła, którego przyszłością jest ostateczne zmartwychwstanie umarłych. Myślę, że trzeba udzielić komentarza do tego miejsca, gdzie znajduje się jakby zakończenie księgi, które jest także czymś w rodzaju wstępem do dalszego opowiadania, otwierającym w pewnym sensie wspanialszy fragment, którego opowiadanie zaczyna się tak: Potem ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim, a ukazał się w ten sposób. Byli razem Szymon Piotr i Tomasz, zwany Didymos, Natanael, który pochodził z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza i dwaj inni z Jego uczniów. Powiedział do nich Szymon Piotr: Idę łowić ryby. Powiedzieli mu: Idziemy i my z tobą.

2. Wypada zapytać na temat tego łowienia ryb przez uczniów, dlaczego Piotr i synowie Zebedeusza wrócili do tego, czym byli, zanim Pan ich powołał: byli bowiem rybakami, gdy im powiedział: Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami ludzi (Mt 4,19).Wtedy przecież poszli za nim, aby porzuciwszy wszystko przylgnąć do Jego nauki: i to tak zdecydowanie, że gdy odszedł od Niego smutny ten bogacz, któremu powiedział: Idź, sprzedaj to co masz i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; i przyjdź, chodź za mną, Piotr powiedział do Niego: oto my porzuciliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą (Mt 19, 21-22 27). Co to więc znaczy, że teraz jakby porzucając Apostolat stają się tym, czym byli, i podejmują na nowo to, co zostawili, jakby zapomnieli o tym, co słyszeli: Nikt, kto przykłada swoją rękę do pługa patrząc się za siebie, nie nadaje się do królestwa niebios (Łk 9,62)? Mogliby to robić, gdy Jezus umarł, zanim powstał z martwych: wtedy jednak nie mogli, bo dzień, w którym został ukrzyżowany, wszystkich ich trzymał w napięciu aż do Jego pogrzebu, który miał miejsce przed wieczorem; następnym zaś dniem była sobota, kiedy nie wolno było im, jako że zachowywali zwyczaje ojców, wykonywać żadnego zajęcia; trzeciego dnia zaś Pan zmartwychwstał i wezwał ich na nowo do nadziei, której w odniesieniu do Niego zaczęło im już brakować. Gdyby więc wówczas to robili, myślelibyśmy, że powodował to brak nadziei, który zajął ich dusze. Teraz jednak już jest po tym, jak widzieli Go oddanego im żywego; po tym jak własnymi oczami i rękoma nie tylko widzieli, ale także dotykali i macali ofiarowane ciało, które ze wszech miar prawdziwie było ożywione; po tym jak zbadane zostały miejsca ran, co doprowadziło do wyznania Apostoła Tomasza; po tym jak swoje słowa skierował do ich uszu: Jak mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam: którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane (J 20, 21-23.)… Nagle stają się tak, jak byli kiedyś, rybakami nie ludzi, ale ryb.

3. Tym, których to porusza, należy odpowiedzieć, że nie zabroniono im ich rzemiosła, było uczciwe i dozwolone, żeby szukali koniecznego pokarmu służąc w pełni swojemu Apostolatowi, skoro nie mieli innego źródła utrzymania. Może jednak ktoś odważy się pomyśleć lub powiedzieć, że Apostoł Paweł nie osiągnął doskonałości tych, którzy porzuciwszy wszystko poszli za Chrystusem, ponieważ nie chcąc być ciężarem dla tych, którym głosił Ewangelię, własnymi rękoma zdobywał swoje pożywienie (por. 2 Tes 3,8). Wówczas wypełniło się to, co powiedział: pracowałem więcej niż oni wszyscy, i dodał: nie ja co prawda, ale łaska Boża ze mną (1 Kor 15, 10.), aby jasne było, że także to należy przypisać łasce Bożej, że zarówno w duszy jak i w ciele potrafił do tego stopnia więcej niż oni wszyscy pracować, że ani nie odstąpił od przepowiadania Ewangelii, ani nie utrzymywał tego życia żyjąc z Ewangelii, jak robili to tamci. Dzięki temu dużo obficiej i owocniej dokonał zasiewu w narodach, w których nie prorokowano wcześniej imienia Chrystusa. Ukazuje to, że życie z Ewangelii, czyli otrzymywanie z niej pokarmu, nie jest koniecznością nałożoną na Apostołów, ale udzieloną im możliwością. Sam Apostoł zwraca uwagę na tę możliwość, gdy mówi: Jeśli my zasialiśmy pośród was rzeczy duchowem, czy jest czymś wielkim, jeśli zbieramy wasze rzeczy cielesne? Jeśli inni mają udział w waszych dobrach,  to czy my nie tym bardziej? Ale nie skorzystaliśmy – mówi – z tej możliwości. I kawałek dalej: Ludzie służący ołtarzowi – mówi – mają udział w ołtarzu; tak też nakazał Pan, aby ci, którzy głoszą Ewangelię, żyli z Ewangelii: ja zaś nie skorzystałem z żadnej z tych rzeczy (1 Kor 9, 11-15). Jest więc wystarczająco jasne, że nie nakazane, ale dane Apostołom w możliwości było, żeby z niczego innego nie żyli, jak tylko z Ewangelii, i aby od tych, którym przepowiadając Ewangelię zasiewają sprawy duchowe, zbierali sprawy cielesne; to znaczy, żeby otrzymywali utrzymanie tego ciała i aby otrzymywali należny im żołd jako żołnierze Chrystusa, jakby od narodu rządzonego przez Chrystusa. Dlatego on sam, będąc żołnierzem, trochę wyżej powiedział o tej sprawie: Czy ktoś kiedykolwiek walczy na własnym żołdzie? (1 Kor 9,7) On jednak sam tak robił, ponieważ parcował więcej niż oni wszyscy. Jeśli więc błogosławiony Paweł, nie korzystał wraz z innymi z tej możliwości, którą z pewnością wraz z innymi głosicielami Ewangelii posiadał, ale walczył na własnym żołdzie, aby ludzie, dla których imię Chrystusa było całkowicie obce, nie obrażali jego nauki uważając ją za towar na sprzedaż; chociaż inaczej był nauczony, nauczył się sztuki, która nie była niczym nowym, aby przez to, że nauczyciel spędza czas pracując własnymi rękoma, słuchacz niczym nie był obciążony. Tym bardziej więc błogosławiony Piotr, który już wcześniej był rybakiem, cóż nowego czynił, jeśli nie znalazł innego sposobu na utrzymanie niż ten, z którego korzystał do chwili obecnej?

4. Lecz ktoś może odpowiedzieć: a dlaczego nie znalazł, skoro Pan obiecał mówiąc: szukajcie najpierw królestwa i sprawiedliwości Boga a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6, 33)? Właśnie w ten sposób Pan wypełnił to, co obiecał. Bowiem kto inny dodał ryb tym, którzy je łowili? On właśnie przez to stał się godnym wiary dla tych, że wprowadził niedostatek, który poruszył ich do pójścia na ryby, bo chciał ukazać przygotowany cud: aby równocześnie nakarmić głosicieli swojej Ewangelii i wzmocnić samą Ewangelię przez tak wielki znak, którym było nakazane liczenie ryb. Trzeba nam teraz powiedzieć o tej sprawie, ponieważ On sam ją dodał.

5. Powiedział więc Szymon Piotr: Idę łowić ryby. Powiedzieli mu ci, którzy z nim byli: Idziemy i my z tobą. I poszli i weszli do łodzi: ale tej nocy nic nie złowili. Gdy nastał ranek, Jezus stanął na brzegu; jednak uczniowie nie poznali, że to był Jezus. Powiedział im Jezus: Dzieci, macie coś do przekąszenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. Powiedział im: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi a znajdziecie. Zarzucili więc i nie mogli jej wyciągnąć z powodu dużej ilości ryb. Powiedział więc ten uczeń, którego Jezus miłował, do Piotra: To jest Pan. Szymon Piotr, gdy uszłyszał, że to jest Pan, narzucił na siebie tunikę, był bowiem nagi, i rzucił się do morza. Inni uczniowie natomiast przybyli na łodzi (bowiem nie byli daleko od lądu, ale około dwustu stadiów), ciągnąc sieć ryb. Gdy więc zeszli na ląd, zobaczyli leżące węgle i położoną na nich rybę oraz chleb. Jezus powiedział do nich: Przynieście ryby, które teraz złowiliście. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na ląd sieć pełną wielkich ryb: sto pięćdziesiąt trzy. A chociaż było ich tak wiele, sieć się nie rozerwała.

6. Jest to wielki znak w wielkiej Ewangelii Jana; i by bardziej był szanowany, zajmuje ostatnie miejsce w piśmie. Ponieważ więc było siedmiu uczniów na tym połowie ryb: Piotr, Tomasz, Natanael, dwaj synowie Zebedeusza i dwa inni, których imiona przemilczano, wskazują oni przez tę swoją liczbę siedem na kres czasu. Cały bowiem czas toczy się w obrębie siedmiu dni. Do tego również odnosi się fakt, że gdy nastał ranek, Jezus stanął na brzegu; ponieważ także brzeg jest kresem morza, również on wskazuje na kres świata. Ten kres świata ukazuje również fakt, że Piotr wyciągnął sieć na ląd, czyli na brzeg. Sam Pan to wyjaśnił, gdy w innym miejscu dał przypowieść o sieci rybackiej zarzuconej w morze: i wyciągają ją, mówi, na brzeg. Wyjaśniając zaś, czym jest ten brzeg, mówi: tak będzie na końcu świata (Mt 13, 38-49).

7. Lecz tamta przypowieść posługiwała się słowami, a nie wydarzeniem: przez to wydarzenie natomiast Pan ukazał, jaki będzie Kościół na końcu świata, tak samo jak przez inny połów ryb ukazał, jaki jest Kościół obecnie. To bowiem co, uczynił na początku swojego przepowiadania, to też uczynił po swoim zmartwychwstaniu, wtedy ukazał ten połów ryb – dobrych i złych – które dzisiaj posiada Kościół; tutaj natomiast ukazuje połów tylko ryb dobrych, które Kościół będzie posiadał w wieczności, a który będzie miał miejsce, gdy na końcu tego świata dokona się zmartwychwstanie umarłych. Dlatego tam Jezus, gdy rozkazał łowić ryby, nie stał na brzegu, jak tutaj, ale wszedł do jednej z łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby odbił trochę od brzegu; i siedząc w łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, powiedział do Szymona: wypłyń na głębię i zarzućcie wasze sieci na połów (Łk 5,3-4). Tam ryby, które zostały złapane, były w łodziach i nie wyciągnęli ich na brzeg tak jak tutaj. Przez te znaki i przez inne, które można by jeszcze wskazać, wyobrażony tam został Kościół na tym świecie, natomiast tutaj Kościół na końcu świata: bowiem tamto wydarzenie dokonało się przed, a to po zmartwychwstaniu Pana; tam Chrystus mówił o nas jako o powołanych, tutaj jako o mających powstać z martwych. Tam sieci nie zostały zarzucone po prawej stronie i nie mówi się tylko o dobrych rybach, ani nie zostały zarzucone po lewej stronie i nie mówi się tylko o złych rybach; lecz jest to obojętne: zarzućcie, mówi, wasze sieci na połów, aby zrozumieli, że przemieszani są ze sobą dobrzy i źli. Tutaj natomiast mówi: zarzućcie sieci po prawej stronie łodzi, aby wskazać na tych, którzy stoją po prawej stronie, na samych tylko dobrych.  Tam sieci rwały się, żeby wskazać na schizmy, tutaj zaś, ponieważ w tym doskonałym pokoju świętych nie może być żadnej schizmy, Ewangelista czuje się w obowiązku powiedzieć: i chociaż były tak liczne, czyli tak wielkie, sieci się nie rozerwały, jakby przez spojrzenie na tamten moment, gdy się rozerwało, i porównanie z tamtym złem wydobyć na jaw dokonujące się teraz dobro. Tam złowiona została tak wielka ilość ryb, że dwie napełnione łodzie zanurzały się (Łk 5,3-7), czyli groziło im zatonięcie: nie zatonęły, ale jednak były w takim niebezpieczeństwie. Dlaczego więc są obecni w Kościele liczni ludzie, przez których płaczemy, jeśli nie dlatego, że nie jest możliwe przy tak wielkiej liczbie przeciwstawić się tym, którzy wchodzą dla zatopienia porządku przez swoje zwyczaje obce postępowaniu naturalnemu dla świętych? Tutaj natomiast zarzucili sieci po prawej stronie i nie mogli ich wyciągnąć z powodu wielkiej ilości ryb. Co znaczy: nie mogli ich wyciągnąć, jeśli nie to, że ci, którzy mają udział w zmartwychwstaniu życia, czyli w prawej stronie, i którzy umierają w sieci chrześcijaństwa, ukażą się dopiero na brzegu, czyli na końcu świata, gdy zmartwychwstaną? Dlatego nie mieli siły tak wyciągnąć sieci, aby wrzucić do łodzi złapane ryby, jak to miało miejsce z tymi wszystkimi, przez których sieci się rozerwały a łodzie zostały obciążone. Kościół bowiem posiada ludzi, którzy po kresie tego życia będą po prawej stronie, w spokojnym śnie, jakby ukrytych w głębi, dopóki sieci nie osiągną brzegu, gdzie ciągnięte były przez prawie dwieście stadiów. Myślę, że to, co tam wyobrażone było przez dwie łodzie – ze względu na obrzezanie i nieobrzezanie – w tym miejscu wyobrażone jest przez dwieście stadiów, ze względu na dwa wybrane narody: obrzezanych i nieobrzezanych, jednak w liczbie sto i sto, ponieważ w sumie na prawą stronę przypada setka. Ostatecznie w przypadku tamtego połowu nie pada ilość ryb, jakby spełniło się wtedy to, co zostało zapowiedziane przez proroka: zapowiedziałem i przemówiłem; wzrosła ich ilość nad wszelką liczbę (Ps 39, 6). Tutaj natomiast nikt nie jest ponad liczbę, ale liczba jest jasna: sto pięćdziesiąt trzy. Z pomocą Pana należy wyjaśnić powód takiej liczby.

8. Jeśli podajemy numer, który oznacza Prawo, to czy nie jest to dziesięć? Doskonale bowiem wiemy, że Dekalog z tego Prawa oznacza dziesięć najważniejszych przykazań, kóre palcem Bożym były zapisane najpierw na dwóch tablicach kamiennych. Lecz Prawo, kiedy nie wspomaga go łaska, doprowadza do grzechu i wtedy jest tylko w literze: z tego powodu przede wszystkim Apostoł mówi – litera zabija, duch zaś ożywia (2 Kor 3,6). Niech więc dołączy się do litery duch, aby litera nie zabijała tego, czego nie ożywia duch, ale byśmy wypełniali nakazy Prawa nie naszymi siłami, lecz przez posługę Zbawiciela. Gdy więc do Prawa dołączyła się łaska, czyli duch do litery, w pewnym sensie do liczby dziesięć dodane zostało siedem. Ten bowiem numer, czyli siedem, oznacza Ducha świętego, o czym świadectwo znajdujemy zwracając uwagę na zapisy Świętego pisma. Bez wątpienia przecież świętość lub uświęcenie w sposób właściwy przynależy do Ducah: dlatego też również Ojciec jest duchem, i Syn jest duchem, bo Bóg jest duchem (zob. J 4,24); i Ojciec jest święty i Syn jest święty: jednak Duch ich obu jest nazywany jako własnym imieniem Duchem świętym. A gdzie w Prawie zabrzmiało słowo uświęcenie, jeśli nie siódmego dnia? Przecież nie uświęcił Bóg dnia pierwszego, w którym uczynił światło; ani drugiego, w którym uczynił sklepienie nieba; ani trzeciego, w którym oddzielił morze od ziemi i sprawił, że ziemia wydała trawę i drzewa; ani czwartego, w którym stworzone zostały ciała niebieskie; ani piątego, w którym stworzone zostały zwierzęta żyjące w wodach i latające w powietrzu; ani szóstego, w którym stworzone zostały zwierzęta lądowe i sam człowiek: lecz uświęcił dzień siódmy, w którym odpoczął od swoich dzieł (por. Rdz 2,3). Słusznie zatem przy pomocy numeru siedem wskazuje się na Ducha świętego. Prorok Izajasz mówi bowiem: Spoczął na nim Duch Boga, powierzając mu następnie siedem dzieł czy też zadań: Duch, mówi, mądrości i zrozumienia, duch rady i mocy, duch wiedzy i pobożności i napełnił go duchem bojaźni Bożej (Iz 11,2-3). A w Apokalipsie? Czy nie powiedzieli o siedmiu duchach Boga, gdyż będąc jednym i tym samym Duchem, rozdziela swoje własne dary każdemu jak chce (1 Kor 12,11)? Lecz siedmiorakie działenie jednego Ducha tak jest nazwane przez tego właśnie Ducha, który był przy piszącym, aby powiedziane zostało o siedmiu duchach. Gdy więc do dziesiątki Prawa dołączy się Duch święty przez liczbę siedem, dadzą siedemnaście: ten numer policzony przez zsumowanie liczb rosnących od jedynki do niego, doprowadzi do stu pięćdziesięciu trzech. Jeśli do jednego dodasz dwa, razem dadzą trzy; jeśli do tego dodasz trzy i cztery, wszystkie dadzą dziesięć; następnie jeśli dodasz wszystkie liczby, które następują potem aż do siedemnastu, dotrze się do wspomnianej liczby, czyli jeśli do dziesiątki, którą otrzymałeś dodając liczby od jednego do czterech, dodasz pięć, będzie piętnaście; do tego dodasz sześć, będzie dwadzieścia jeden; do tego dodasz siedem, będzie dwadzieścia osiem; do tego dodasz osiem i dziewięć i dziesięć, będzie pięćdziesiąt pięć; do tego dodasz jedenaście, dwanaście i trzynaście, będzie dziewięćdziesiąt jeden; do tego znowu dodasz czternaście, piętnaście i szesnaście i będzie sto trzydzieści sześć; do tego numeru dodaj to, co zostało do dodania, czyli siedemnaście i osiągniesz tę liczbę ryb. A zatem nie oznacza on z pewnością stu pięćdziesięciu trzech świętych, którzy zmartwychwstaną do życia wiecznego, ale tysiące świętych mających udział w łasce Ducha: przez tę łaskę dochodzi się do zgody z Prawem Bożym, jakby z przeciwnikiem, aby przez ożywiające działanie Ducha litera nie zabijała, ale by to, co nakazane jest przez literę, zostało wypełnione z pomocą Ducha, a jeśli czegoś by brakowało, aby było odpuszczone. Wszyscy więc, którzy mają udział w tej łasce, przedstawiani są przy pomocy tej liczby, na nich wskazuje się przez to wyobrażenie. Ta liczba posiada trójkę pomnożoną przez pięćdziesiąt i do tego jeszcze dodatkowo tę trójkę ze względu na misterium Trójcy. Pięćdziesiąt natomiast otrzymujemy mnożąc siedem przez siedem i dodając jeden, bowiem siedem siódemek daje czterdzieści dziewięć. Dodaje się zaś jedynkę, aby wskazać na to, że jeden jest ten, którego ukazuje siódemka ze względu na siedmiorakie działanie: a wiemy, że Duch święty, którego obiecano uczniom i na którego nakazano im czekać, został posłany po wniebowstąpieniu Pana pięćdziesiątego dnia (Dz 2, 1-4; 1, 4.).

9. A zatem nie na próżno powiedziano o tych rybach, ile i jakie są, czyli że jest ich sto pięćdziesiąt trzy i że są wielkie. Tak bowiem zostało napisane: I wyciągnął na ląd sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. Gdy bowiem Pan powiedział:  nie przyszedłem znieść Prawa, ale wypełnić (Mt 5,17), mając dać Ducha, przez którego możliwe będzie wypełnienie Prawa, jakby dodał siedem do dziesięciu; dorzucając kilka słów mówi: kto więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze, i tak uczył ludzi, nazwany będzie najmniejszym w królestwie niebios; kto zaś je zachowuje i ich uczy, nazwany będzie wielkim w królestwie niebieskim (Mt 5,17-20). To mogło się odnoście do liczby wielkich ryb. Najmniejszy bowiem, czyli ten, kto znosi czynami to, czego słowami uczy, może być w takim Kościele, na który wskazuje tamten pierwszy połów ryb, zagarniający dobre i złe ryby, ponieważ i ten Kościół nazwany jest królestwem niebios. Dlatego przecież mówi: Królestwo niebios podobne jest do sieci rzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju (Mt 13,47). W tamtym miejscu chce, by myślano zarówno o dobrych jak i o złych, które – jak mówi będą oddzielone od siebie na końcu świata. Następnie, żeby pokazać, że ci najmniejsi, którzy uczą słowami dobrych rzeczy, ale znoszą je żyjąc źle, będą odrzuceni i nie będą jako najmniejsi w życiu wiecznym, ale w ogóle tam ich nie będzie, po stwierdzeniu: będzie nazwany najmniejszym w królestwie niebios, dodaje następnie: mówię więc wam, że jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa od uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebios (Mt 5,20). Uczonymi w Piśmie i faryzeuszami są z pewnością ci, którzy zasiedli na katedrze Mojżesza, o których też mówi: czyńcie to, co mówią, ale tego, co czynią, nie czyńcie: mówią bowiem, ale nie czynią (Mt 23,2-3): uczą przy pomocy kazań tego, co znoszą przez obyczaje. Wynika z tego więc, że ten, kto jest najmniejszy w tym królestwie niebios, którym teraz jest Kościół, nie wejdzie wejdzie do tego królestwa niebieskiego, którym wtedy Kościół będzie, ponieważ ucząc tego, co znosił, nie będzie miał udziału w społeczności tych, którzy czynią tego, czego uczą. Dlatego nie będzie go w liczbie wielkich ryb, ponieważ kto czyni i uczy, będzie nazwany wielkim w królestwie niebios. I ponieważ tutaj będzie wielkim, wielkim będzie tam, gdzie nie będzie tego najmniejszego. I to do tego stopnia będzie wielki, że kto tam będzie mniejszy, większy będzie od tego, od którego tutaj nikt nie jest większy (por. Mt 11,11). Jednak ci, którzy tutaj są wielcy, czyli którzy w królestwie niebios zagarniającym dobre i złe ryby czynią dobre rzeczy, których uczą, ci będą w tym wiecznym królestwie niebios tymi wielkimi, na których wskazują te ryby po prawej stronie i mające udział w zmartwychwstaniu życia. Po tym fragmencie następuje opowiadanie o śniadaniu Pana z tymi siedmioma uczniami i o tym, co powiedział po śniadaniu, oraz o zakończeniu tej Ewangelii. Obyśmy rozważyli to, co Bóg nam da… lecz tego nie obejmuje to kazanie.

tł. Przemysław M. Szewczyk

Dodaj Komentarz

Pierwsza multimedialna publikacja patrystyczna

Kinoteka Patrystyczna

Myśl Ojców na dziś

Zaklinam was, nie bądźcie mi życzliwi nie w porę. Pozwólcie mi stać się żerem dzikich zwierząt, przez które mogę posiąść Boga. Pszenicą jestem Bożą, a zmielony zwierzęcymi zębami, okażę się czystym chlebem Chrystusa. Raczej zachęcajcie zwierzęta, aby stały się dla mnie grobem i nie pozostawiły nic z ciała mego, bo nie chciałbym po śmierci przyczynić komuś kłopotu. Wtedy będę naprawdę uczniem Jezusa Chrystusa, kiedy nawet ciała mego świat widzieć nie będzie. Błagajcie za mnie Chrystusa, abym z pomocą zwierząt stał się ofiarą dla Boga.
Ignacy z Antiochii, List do Rzymian, II wiek po Chr.

Słowniczek

Ojcowie Kościoła (łac.) – pisarze i teologowie we wczesnym chrześcijaństwie, w epoce bezpośrednio po czasach apostolskich, których datą graniczną jest śmierć ostatniego Apostoła. Pierwszymi Ojcami Kościoła byli Ojcowie Apostolscy (Patres apostolici), nazwani tak ze względu na to, iż uczestniczyli jeszcze w Kościele, któremu przewodzili Apostołowie lub pisali pod bezpośrednim wpływem życia Kościoła czasów apostolskich. Okres ojców trwał aż do VIII wieku. Doktryna starożytnych i wczesnośredniowiecznych ojców Kościoła, a także dział teologii zajmujący się ich nauczaniem, nazywa się patrystyką.

Patrystyka (łac. patristica, od (łac.) patres, gr. πατήρ) – nauka zajmująca się twórczością i życiem Ojców Kościoła i pisarzy starochrześcijańskich oraz epoką, w której żyli. Patrystyka może być działem historii albo teologii. Jako nauka teologiczna jest ściśle powiązana z dogmatyką (a konkretnie z historią dogmatów).

Patrologia (gr. patres + logos) – nauka Ojców Kościoła, działających w pięciu pierwszych wiekach. Obejmuje dwa wielkie obszary zagadnień, którymi zajmowali się Ojcowie: o Bogu i o człowieku.